Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

Od pierwszego kieliszka

Ewa Stanek-Misiąg

Jadwiga Fudała, fot. arch. własne

Ewa Stanek-Misiąg: Po co ludziom alkohol?

Jadwiga Fudała: Alkohol jest substancją psychoaktywną, która ma wpływ na nasze samopoczucie, myślenie i zachowanie. Większość ludzi po wypiciu niewielkiej ilości alkoholu czuje poprawę nastroju, rozluźnienie. Nie ma powodu do zmartwień, jeśli to się zdarza sporadycznie. Ale kiedy alkohol staje się „lekarstwem” na niepokój, zmartwienie, stres, robi się niebezpiecznie. Zwłaszcza że to „lekarstwo” jest tanie, dostępne i działa bardzo szybko. Zwykle dochodzi wtedy do zwiększenia regularności spożywania alkoholu, jednak to wcale nie muszą być duże dawki.

Dobrym przykładem są tu osławione „małpki”?

Tak, choć nie tylko. Znam wiele kobiet zajmujących wysokie stanowiska, które po powrocie z pracy rozluźniają się za pomocą jednego, dwóch kieliszków wina.

Jak kusząco pokazuje to kino...

Niby nie ma w tym nic złego. Kieliszek wina dla kobiety to norma, którą WHO uznaje za dopuszczalną, ale kiedy to jest kieliszek wina codziennie przez siedem dni tygodnia, możemy mówić o kształtowaniu się niebezpiecznego nawyku. Na to nakłada się przyzwyczajenie organizmu do obecności substancji psychoaktywnej, więc z jednego kieliszka robią się dwa kieliszki. Zwiększa się ilość, zwiększa się częstotliwość, przy czym wcale nie musi dochodzić do widowiskowych aktów upojenia z urwanymi filmami.

Niebezpieczeństwo widzi w pierwszej kolejności otoczenie, a nie ten, kto pije, prawda?

Tak. Osoba pijąca postępuje z punktu widzenia swojej psychiki racjonalnie, poprawia sobie samopoczucie. Z łatwością znajdzie wytłumaczenie picia, typu – „teraz jest wyjątkowo trudno w pracy, jak sytuacja się wyjaśni, to nie będę tego robić”. I tak postępuje przywiązanie do alkoholu. Jednak nie w każdym przypadku doprowadzi to do uzależnienia.

Wiadomo od czego to zależy?

Kiedyś uważano, że pijący dzielą się na dwie grupy: na tych, co piją normalnie i na uzależnionych. Od wielu lat wiemy, że pośrodku jest wielka, czterokrotnie większa niż liczba uzależnionych, grupa pijących szkodliwie. To są osoby, które piją za dużo, za często i w nieodpowiednich okolicznościach, odnosząc z tego powodu szkody zdrowotne czy społeczne. Nie można jednak zdiagnozować u nich uzależnienia. Osób pijących szkodliwie jest w Polsce 2,5 mln. One mogą się uzależnić, ale nie muszą. Na przykład będą przez długi czas nadużywać alkoholu, ale potem go ograniczą, przejdą do bezpiecznego stylu picia albo w ogóle z alkoholu zrezygnują.

Dobrą ilustracją tego są studenci?

Tak. Oni potrafią bardzo nadużywać alkoholu. Wydaje się, że to już nawet może być uzależnienie. Ale kończą studia, w większości podejmują życie rodzinno-zawodowe i alkoholu nie nadużywają.

Jednak nie wszyscy, niektórzy zostają z alkoholem. Pytanie – dlaczego?

W Polsce badania epidemiologiczne szacują grupę osób uzależnionych na ok. 600 tys. Uważa się obecnie, że za uzależnienie odpowiada nawet w 70% biologia. Wśród ludzi, którzy nadmiernie piją, większą predyspozycję do uzależnienia mają dzieci przynajmniej jednego uzależnionego rodzica. Obserwuje się też, że dzieci alkoholików mają właściwie od razu podwyższoną tolerancję na alkohol, co powoduje, że muszą wypić go więcej, żeby w ogóle uzyskać jakiś efekt. Ale chciałabym zwrócić uwagę na moment pierwszych eksperymentów z alkoholem, nazywanych niewinnie pierwszą próbą. Jest tak, że jedno dziecko już po małej ilości alkoholu poczuje się źle, zamiast euforii – będzie mu niedobrze. Ono raczej nie będzie traktowało alkoholu jako substancji na poprawę nastroju. Ale dla innego dziecka to będzie odkrycie niebywałych walorów psychoaktywnych alkoholu. Czasem alkoholicy mówią, nieco upraszczając, „uzależniłem się od pierwszego kieliszka”. Dlatego tak się upieramy, żeby młodzież jak najpóźniej podejmowała próbę. Na pewno nie w 11. roku życia, jak pokazują badania.

A potem nadchodzi plaga osiemnastych urodzin. Dla niektórych rodziców to jest oczywiste, że na „osiemnastce” pije się alkohol, w ogóle z tym nie dyskutują.

Czasem zdarza się, że rodzice – to jest na ogół podyktowane dobrymi chęciami – uważają, że dziecko należy oswoić z alkoholem dość wcześnie, w bezpiecznych warunkach i na przykład na setnych urodzinach babci dziecko dostaje kieliszek szampana. Ono się tym nie upije, natomiast szampan przyjemnie uderzy do głowy i to doświadczenie może się okazać gorsze w skutkach, niż gdyby dziecko upiło się z kolegami i to odchorowało. Przykre konsekwencje zwykle zatrzymują przynajmniej na chwilę chęć do eksperymentowania. Dzieciom nie można podawać alkoholu pod żadnym pozorem, trzeba natomiast z nimi rozmawiać o tym, jak alkohol działa. Tylko nie tak, że od tego się umiera, że od razu się człowiek uzależnia, bo to do młodych nie trafia. Młodzież powinna wiedzieć, że jeśli już zdecyduje się spożywać alkohol, lepiej pić słabszy alkohol i robić to jak najwolniej. Że wcześniej trzeba się najeść. Żeby nie mieszać alkoholu i napojów energetycznych. Potrzebna jest wiedza operacyjna. Żeby sobie nie zaszkodzili bardziej, niż ten alkohol, który i tak im zaszkodzi.

Czy podawanie takich instrukcji nie jest rodzajem przyzwolenia?

Wydaje się, że jednak jest to lepsze, niż udawanie, że nic się nie dzieje, pozostawienie dziecka samemu sobie. Przecież wiadomo, że ono i tak będzie eksperymentowało. W Polsce tylko 3% dorosłych deklaruje, że nigdy w życiu w ogóle nie tknęło alkoholu. Niektóre badania optymistycznie mówią o 7%, ale nie daję im wiary. Smak alkoholu znają prawie wszyscy w Polsce. Obecnie abstynencję deklaruje 18% dorosłych.

Jaka jest różnica między piciem szkodliwym a uzależnieniem?

Objawem uzależnienia jest doświadczanie silnego, nieodpartego przymusu używania alkoholu, tak zwanego głodu alkoholowego. Ludzie, którzy nie znają głodu substancji psychoaktywnych, nie potrafią sobie nawet wyobrazić, jak silny może być to przymus. Człowiek wyuczony, że tylko alkohol mu pomoże, musi się napić tu i teraz, aby złagodzić doświadczane napięcie, nieważne, co będzie później. Miałam kiedyś pacjentkę, która wypiła butelkę perfum. Nie byle jakich, bo Chanel no 5. Mąż zamknął ją w domu, ponieważ wiedział, że jeśli będzie mogła wyjść, to na pewno kupi alkohol. Mąż w pracy, ona sama, dzwoni córka, że dziecko nie wróciło ze szkoły i czy może jest u niej. Kobieta zaczęła panikować, co się stało z wnukiem. Jedyne, co jej przyszło do głowy, żeby się uspokoić, to się napić. Nie było alkoholu, więc wypiła perfumy. Na tym polega głód alkoholowy.
Jest też zespół abstynencyjny. On się wielu kojarzy z majaczeniem, z napadami drgawkowymi, które się kiedyś nazywało – błędnie – padaczką alkoholową. Tymczasem większość zespołów abstynencyjnych nie ma powikłań tego typu. Są to jednak bardzo ciężkie zaburzenia stanu zdrowia, które mogą doprowadzić nawet do zgonu. Ludzie potrafią pić długo, ogromne ilości alkoholu. Ciąg opilczy może trwać kilka, kilkanaście dni. Piją, zasypiają, nie dojadają. Takie osoby powinno się poddać detoksykacji w szpitalu.

Ten mąż, który zamknął żonę, żeby nie wychodziła z domu, to jest przykład właściwego postępowania? Jak na picie powinno reagować otoczenie osoby pijącej?

Zwykle jest tak, że na początku bliscy protestują, próbują zwrócić uwagę: „znowu się upiłeś”, „co się stało, że pijesz codziennie?”. Później pojawiają się prośby, nalegania na osobę pijącą, żeby ograniczyła lub przestała pić. To bywa skuteczne. Jeżeli presja jest wywierana wcześnie, a osoba pijąca nie jest uzależniona i chce utrzymać dobre relacje w rodzinie, ma na tym etapie dużą szansę zawrócić ze złej drogi. Ale jeśli mamy do czynienia z uzależnieniem, którego – jak wiadomo – jednym z elementów jest upośledzenie kontroli nad piciem, polegające na tym, że ktoś chce pić mniej, a pije więcej, chce pić krócej – pije dłużej, nie może przestać, wtedy najczęściej rodzina, zupełnie nieświadomie, przejmuje kontrolę nad pijącym. Życie rodzinne zaczyna się toczyć wokół picia. Mam sąsiada na wsi, który jest osobą uzależnioną. Kiedy chcę, żeby zaorał mi pole, to dzwonię do jego żony, a ona mówi zwykle tak: „wie pani, dziś jest piątek, on zaczął w środę pić, to we wtorek może zahamuje, ze dwa dni będzie do niczego, w przyszły piątek pani zaorze”. Jest schemat picia. Nie tylko pijący, ale cała rodzina funkcjonuje według tego schematu.

Jak się temu przeciwstawić?

Amerykanie opracowali programy, które uczą rodziny postępowania z osobą pijącą. Celem jest nauka postępowania wzmacniającego wszelkie przejawy pozytywnych zachowań osoby pijącej w okresach niepicia alkoholu. Kiedy zaczyna pić, stawia się jej bardzo ostre granice. Na przykład, jak mężczyzna przyjdzie do domu pijany i padnie w przedpokoju, to ma tam leżeć. Nie holuje się go do łóżka. Bo jak się obudzi rano w czystej pościeli, we własnej piżamie, nie pamiętając nic z poprzedniego dnia, bo urwał mu się film, to jaki powód miałby mieć, żeby cokolwiek w swoim życiu zmienić? Skoro zawsze wszystko kończy się dobrze. Ląduje w łóżku, żona spłaca długi, tłumaczy przed szefem.

Na stronie Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych w sekcji „Szkody zdrowotne i uzależnienie” jest licznik odsłon. Najczęściej sprawdzane są informacje o działaniu alkoholu na organizm, najrzadziej – te o sygnałach ostrzegawczych...

Trudno mi to komentować. Z jednej strony osoby nadużywające alkoholu szukają w Internecie różnych informacji, z drugiej – obawiają się konfrontacji. W tej chwili testujemy program e-terapii. Jest adresowany przede wszystkim do ludzi pijących szkodliwie, a także lżej uzależnionych i jest nakierowany na ograniczenie picia. Przygotowują go naukowcy i klinicyści z Uniwersytetu Jagiellońskiego, finansowany jest z pieniędzy Narodowego Programu Zdrowia. Będzie osobna strona i aplikacja na telefon. Na zachodzie takie aplikacje cieszą się ogromnym zainteresowaniem w grupie ludzi, która raczej nie trafi do leczenia uzależnień, ale ma obawy, że pije nadmiernie i szuka sposobu na ograniczenie picia.

Jadwiga Fudała, socjolog, specjalistka psychoterapii uzależnień, kierownik Działu Lecznictwa Odwykowego i Programów Medycznych Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych

Rozmawiała: Ewa Stanek-Misiąg

14.04.2019
Zobacz także

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Na co choruje system ochrony zdrowia

  • Pięć minut dla pacjenta
    Lekarze rodzinni mają na zbadanie jednego pacjenta średnio po kilka minut. Taka sytuacja rodzi frustracje po obu stronach – wśród chorych, bo chcieliby więcej uwagi, oraz wśród lekarzy, bo nie mogą jej pacjentom poświęcić.
  • Dlaczego pacjenci muszą czekać w kolejkach?
    Narodowy Fundusz Zdrowia wydaje rocznie na leczenie pacjentów ponad 60 mld zł. Ale ani te pieniądze, ani rozwiązania wprowadzane przez Ministerstwo Zdrowia – tzw. pakiet onkologiczny i pakiet kolejkowy – nie zmienią sytuacji. Dlaczego?