Barometr epidemii (89)

Małgorzata Solecka
Kurier MP

Informacje z Wielkiej Brytanii porażają: w ciągu zaledwie kilku tygodni Omikron praktycznie wyparł z Londynu Deltę i zaczyna dominować również w innych częściach kraju. Liczba zakażeń tym wariantem podwaja się w ciągu mniej niż dwóch dni, a eksperci informują, że brytyjski system testowania przestaje być wydolny.


Fot. Łukasz Cynalewski/ Agencja Gazeta

Opóźnienia w dostarczaniu wyników – zwłaszcza pozytywnych – będą jednym z kół zamachowych nowej fali pandemii. Mówimy o kraju, w którym wykonuje się w ostatnich dniach blisko 19 testów w przeliczeniu na tysiąc mieszkańców. Wskaźnik dla Polski – 2,3.

Największy znak zapytania. Testowanie/sekwencjonowanie. Tydzień temu pisaliśmy o problemach, czy też wyzwaniach związanych z sekwencjonowaniem. Nie minęło 48 godzin i życie dopisało ciąg dalszy – pierwszy przypadek Omikronu w Chinach stwierdzono u nastolatki, która przyleciała z Polski. Oczywiście, takie rzeczy się zdarzają – test PCR wykonany za wcześnie po tym, jak doszło do zakażenia, nie wykryje wirusa, więc w tym konkretnym przypadku (dziewczyna leciała z negatywnym testem PCR z Warszawy) trudno mówić o błędzie czy niewydolności systemu. Jest w tym jednak sporo ironii, że Polska „wyeksportowała” Omikron, którego obecności w kraju wcześniej nie potwierdzono.

Pod względem intensywności testowania niewiele się zmienia – wykonujemy nieco ponad 2 testy dziennie w przeliczeniu na tysiąc mieszkańców (Austria, która nadal przoduje w europejskich statystykach, robi ich ponad 40, Dania – niemal 35, Grecja – blisko 33). Niektórzy posłowie Zjednoczonej Prawicy nie kryją, że być może ustawa, którą w przyszłości (zapewne w drugiej połowie stycznia, i to dość optymistyczne założenie) uchwali Sejm, pozwalająca pracodawcom żądać od pracowników okazania wyniku testu zmieni obraz polskiego testowania. Inni nie kryją obaw, pytając o faktyczną, a nie deklarowaną, wydolność laboratoriów i to, czy masowe testowanie nie zmieni się w kolejną farsę.

Bo w obszarze testowania problem systemowy, organizacyjny, sprzęga się z problemem mentalnym. Ministerstwo Zdrowia odnotowuje z satysfakcją pokaźne – przekraczające 20 proc. w ujęciu tygodniowym – spadki liczby potwierdzonych przypadków zakażenia, ale udział pozytywnych testów w ogólnej liczbie przeprowadzonych jest bardzo wysoki i sięga 23 proc. (to jeden z najgorszych wyników w Europie). Warto sobie odpowiedzieć na pytanie, na ile za spadki odpowiada wzmocniona zbliżającym się okresem świątecznym niechęć do testowania i obawa nie tylko przed wpadnięciem w izolację, jeśli wynik będzie pozytywny, ale i wepchnięciem w kwarantannę np. współpracowników, kolegów dziecka ze szkoły? Zwłaszcza, że sygnały docierające od zaprzyjaźnionych rodzin są alarmujące: dzieci z pozytywnym wynikiem są często obwiniane o zrujnowanie klasowych planów związanych ze świętami, wyjść do kina, wycieczek. Przy lżejszym przebiegu zakażenia spora część dorosłych „odpuszcza” testowanie oficjalne, poprzestając na testach aptecznych czy supermarketowych.

Największy błąd. Brak decyzji w sprawie certyfikatów/obostrzeń/szczepień. Formalnie wprowadzone 15 grudnia obostrzenia działają, albo nie działają. W centrach handlowych, wielkich sklepach, restauracjach i kawiarniach w dniach przedświątecznego wzmożenia zakupowego i towarzyskiego – bardziej nie działają, niż działają. Trudno wierzyć w zapowiedzi inspekcji sanitarnej o masowych kontrolach, gdy spędza się niemal trzy godziny w jednym z największych centrów handlowych w stolicy (w masce FFP2) i obserwuje tłumy osób z odsłoniętymi nosami (większość) i ustami (duża część), niektórych w ogóle bez masek.

Dlaczego jednak społeczeństwo miałoby się zachowywać bardziej odpowiedzialnie niż tzw. klasa polityczna? Popis, jaki dają na każdym posiedzeniu Sejmu posłowie Konfederacji (najbardziej schorowany klub, żaden z młodych i wyglądających na fizycznie zdrowych mężczyzn nie zasłania nosa i ust, gdyż posiadają odpowiednie zwolnienia lekarskie – aż chciałoby się zasugerować, by inspekcja sanitarna przyjrzała się widniejącym na tych dokumentach pieczątkom), zdążył już chyba znieczulić dużą część opinii publicznej, ale energia, z jaką Janusz Korwin-Mikke i jego koledzy urządzili rekonstrukcję z sejmów przedrozbiorowych – klasyczne liberum veto, zerwanie obrad Komisji Zdrowia, które odroczyło pierwsze czytanie tzw. projektu Hoca – mogło robić wrażenie. Zdecydowanie jednak większe wrażenie zrobiła niezakamuflowana ulga, z jaką PiS mogło najpierw odroczyć o dzień, a potem spowolnić prace nad projektem, który i tak nie rozwiązuje problemu bezpieczeństwa epidemicznego w miejscach pracy, miejscach świadczenia usług i spotkań większych grup ludzi. Jest jedynie kolejnym markowaniem działań – a o skali dramatu świadczy to, że opozycja (a także wielu ekspertów), nie zostawiając na propozycji poselsko-ministerialnej suchej nitki, z ulgą przyjmuje, że PiS chce zrobić cokolwiek w sprawie certyfikatów, testów. Dosłownie – cokolwiek.

Nie można mieć jednak żadnych złudzeń: tak, jak nie spowolniliśmy Delty, nie jesteśmy w stanie spowolnić – na pewno nie takimi rozwiązaniami, jakie proponuje poseł Czesław Hoc – Omikrona, który w Londynie w ciągu niespełna miesiąca wyparł Deltę. Liczba zakażeń tym wariantem podwaja się w ciągu mniej niż dwóch dni i Wielka Brytania szykuje się do kolejnego starcia z falą nie tylko zakażeń, ale i hospitalizacji. Zdecydowanie wyższa fala zakażeń nawet w stosunkowo dobrze (i na pewno o wiele lepiej niż polskie) zaszczepionym społeczeństwie przyniesie bowiem również wyższą falę ciężkich przypadków, bo już wiadomo, że zakończony pół roku temu dwudawkowy schemat szczepienia, zwłaszcza u osób w średnim wieku i seniorów nie zapewnia nie tylko ochrony przed zakażeniem, ale przede wszystkim – przed objawowym COVID-19. Trzecia dawka radykalnie zwiększa ochronę – i w Wielkiej Brytanii (i nie tylko tam, podobnie w Niemczech, które chcą skupować szczepionki m.in. od Polski, a także w innych krajach) trwa wyścig z czasem, z Omikronem – w celu zapewnienia jak największej liczbie osób ochronę boostera.

Polska nie robi nic – bo tak trzeba podsumować brak jakichkolwiek motywatorów, mechanizmów, którymi dysponuje państwo – by zwiększyć odsetek zaszczepionych. Trudno uznać za realną zmianę zapowiedź, ciągle tylko zapowiedź, ministra zdrowia, że obowiązek szczepień dla pracowników medycznych zostanie wprowadzony w rozporządzeniu jeszcze przed końcem 2021 roku – to oczywistość, która powinna się zmaterializować już wiele miesięcy temu. Odpowiedzialni za proces szczepień chwalą się odbiciem w górę dziennych statystyk dotyczących liczby wykonywanych szczepień, ale ten „sukces” zapewniają ci, którzy ponad pół roku temu z entuzjazmem przyjmowali podstawowe szczepienie. I tak, podczas gdy w Polsce w ostatnich dniach zużywane jest 5 dawek szczepionki w przeliczeniu na tysiąc mieszkańców, w Niemczech jest to 12, a w Austrii (kraju, który zdecydował się jako pierwszy w świecie na wprowadzenie szczepień obowiązkowych, będą egzekwowane od lutego) – ponad 10.

Największe wyzwanie. Kościoły. 19 grudnia, przedpołudniowa msza św. w jednym z żoliborskich kościołów. Stosunkowo niedużych. Zajęte praktycznie wszystkie miejsca siedzące. Na drzwiach kościoła próżno szukać informacji, ile osób mieści się w 30-procentowym limicie. Nie ma jej też na stronie parafii, ani na parafialnym Facebooku. Nie ma ani słowa o obowiązujących od 15 grudnia obostrzeniach, o certyfikatach szczepień. Zdecydowana większość wiernych ma maseczki, niestety – duża część nieprawidłowo założone lub takie, które już nie powinny być stosowane (materiałowe). Jest jednak co najmniej kilkanaście osób, które masek nie mają wcale. Dorosłych, bo dzieci pięcioletnich i starszych, które nie mają zasłoniętych nosa i ust jest więcej. Masek nie ma trzech na czterech ministrantów. Jedno z małych dzieci uporczywie kaszle przez całą mszę. O pandemii w czasie mszy w tym kościele praktycznie się nie mówi, a jeśli już, to w sposób niejednoznaczny – którejś niedzieli ksiądz napomyka, że maseczki to temat zastępczy, który ma podzielić społeczeństwo.

Można inaczej. Dominikanie (warszawski Służew, Katowice) traktują pandemię i rygory sanitarne bardziej serio. Relacja z Katowic: „Na stronie parafii i na drzwiach informacja ile ludzi może być w kościele od 15.12. i że nie wlicza się w to osób w pełni zaszczepionych przeciw COVID-19, z prośbą by osoby zaszczepione miały ze sobą certyfikat szczepienia do weryfikacji. Ta sama informacja przypomniana została również na początku Mszy i na koniec, w ogłoszeniach parafialnych. (…) Dodatkowo: i na stronie parafii, i na drzwiach kościoła, i ustnie w ogłoszeniach przypomniano wszystkie inne zasady bezpieczeństwa (zasłanianie ust i nosa maseczką, dezynfekcja rąk, znak pokoju bez podawania rąk, zalecenie by Komunię Św. przyjmować na rękę)”. Łyżka dziegciu w beczce miodu: „Przy wejściu do kościoła nikt nie liczył osób wchodzących, ani niczego nie sprawdzał. Byłam na pierwszej mszy, tłoku nie było – tak na oko mieściliśmy się w limicie, ale pewności nie mam”. Na Służewiu w ławkach przyklejone są karteczki , które wskazują gdzie można usiąść i „dość skrupulatnie bracia liczą wchodzące osoby”.

Również w (niektórych) diecezjalnych parafiach można odnotować dobre praktyki. Parafia w Poznaniu, na dużym osiedlu bloków z wielkiej płyty, z dużą liczbą starszych osób: „Panowie stoją przy drzwiach i liczą, po osiągnięciu limitu można wejść tylko z paszportem”.

I jeszcze głos z Danii. „U nas sprawdzane są paszporty covidowe (szczepienie lub negatywny test) i od niedzieli wchodzą limity. Nie wejdzie więcej niż można. No i ksiądz czy biskup też jest sprawdzany, czy ma szczepienie lub test. Nikt nie jest ponad prawem. Na ławkach są naklejki, więc w zależności od limitu wiadomo, gdzie kogo posadzić”.

Przykładów braku jakikolwiek, zgodnych z przepisami, działań jest jednak znacząco więcej. Wiadomo, że za kilka dni – w piątek (tradycyjne pasterki), w sobotę i niedzielę (i ogólnie, w okresie świąteczno-noworocznym) świątynie zapełnią się jeszcze bardziej, niż ma to miejsce w tej chwili. Można mieć obawy, czy zorganizowanie dwóch lub nawet trzech pasterek lub przeniesienie ich na zewnątrz (bo i takie działania niektóre parafie podejmują) wystarczy, by zapobiec rozprzestrzenianiu się wirusa.

Największa klęska. Zgony. Polska od tygodni utrzymuje się w ścisłej światowej czołówce zgonów covidowych, patrząc na liczby bezwzględne. W ostatnim tygodniu zajęliśmy w tej statystyce trzecie miejsce – po USA i Rosji. Patrząc na tygodniową statystykę (Worldometers.info) zgonów w przeliczeniu na liczbę mieszkańców, wygląda to tylko nieco lepiej: jesteśmy na ósmym miejscu, wyprzedzają nas m.in. Węgry (drugie miejsce w świecie, 114 zgonów) oraz, z krajów europejskich, Gruzja, Chorwacja, Słowacja i Bułgaria. W pierwszej dziesiątce dominują zresztą kraje europejskie – tuż za nami są Czechy oraz Bośnia i Hercegowina.

Ze wskaźnikiem dziennej liczby zgonów w przeliczeniu na milion mieszkańców przekraczającym 11 Polska szybko pnie się w zestawieniu krajów o największej globalnie liczbie zgonów covidowych w przeliczeniu na milion mieszkańców – zajmujemy w tej chwili 21. miejsce w świecie (2419, stan na 19 grudnia) i można się spodziewać, że jeszcze przed końcem roku wyprzedzimy Stany Zjednoczone i znajdziemy się w pierwszej dwudziestce krajów z najwyższymi wskaźnikami śmiertelności covidowej. De facto będziemy zaś znacznie wyżej niż na formalnym dwudziestym miejscu – wśród wyprzedzających nas w tej chwili krajów aż dziesięć to państwa mające mniej niż 5 milionów mieszkańców.

20.12.2021
Zobacz także
Zbiórka dla szpitali w Ukrainie!
Doradca Medyczny
  • Czy mój problem wymaga pilnej interwencji lekarskiej?
  • Czy i kiedy powinienem zgłosić się do lekarza?
  • Dokąd mam się udać?
+48

w dni powszednie od 8.00 do 18.00
Cena konsultacji 12 zł

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.
Poradnik świadomego pacjenta
  • Wyjątkowe sytuacje. Towarzyszenie osobie chorej na COVID-19
    Czy szpital może odmówić zgody na towarzyszenie hospitalizowanemu dziecku? Jak uzyskać zgodę na towarzyszenie osobie, która umiera w szpitalu z powodu COVID-19?
    Na pytania dotyczące pobytu w szpitalu podczas pandemii koronawirusa odpowiada Rzecznik Praw Pacjenta, Bartłomiej Łukasz Chmielowiec.
  • Wyjątkowe sytuacje. Kiedy chorujesz na COVID-19
    Czy chory na COVID-19 może wyjść ze szpitala na własne żądanie? Jak zapewnić sobie prawo do niezastosowania intubacji. Na pytania dotyczące pobytu w szpitalu podczas pandemii koronawirusa odpowiada Rzecznik Praw Pacjenta, Bartłomiej Łukasz Chmielowiec.