Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

Nadwaga zwiększa ryzyko depresji

Dziesięć kilogramów nadwagi zwiększa ryzyko depresji o 17 procent - informują naukowcy z Uniwersytetu w Aarhus (Dania). Ich wnioski ukazały się w piśmie "Translational Psychiatry".


Fot. pixabay.com

Podczas dotychczasowych badań dotyczących tej zależności pod uwagę brano głównie wskaźnik masy ciała (BMI), który, jak podkreślają autorzy, nie jest właściwym sposobem oceny nadwagi i otyłości.

"Wielu czołowych sportowców z dużą masą mięśniową i niską masą tłuszczową ma BMI powyżej 25, co z definicji klasyfikuje się jako nadwagę. Zaletą przeprowadzonej przez nas analizy jest to, że udało nam się przyjrzeć zależności pomiędzy rzeczywistym poziomem tłuszczu a ryzykiem depresji" - mówi dr Soren Dinesen Ostergaard, autor badań.

Analizą objęto dwie duże bazy danych UK Biobank (dane na temat zależności pomiędzy posiadanymi wariantami genów a cechami fizycznymi, w tym poziomem tłuszczu w poszczególnych partiach ciała u 330 tys. osób) oraz Psychiatric Genomics Consortium (dane dotyczące zależności pomiędzy posiadanymi wariantami genów a depresją gromadzone w grupie 135 tys. osób z tym zaburzeniem oraz 345 tys. zdrowych osób).

Stwierdzono, że wraz ze wzrostem poziomu tkanki tłuszczowej rośnie prawdopodobieństwo rozwoju depresji.

"Nasze badania wskazują, że rozmieszczenie tłuszczu w konkretnych partiach ciała nie ma znaczenia dla ryzyka depresji. Sugeruje to, że ryzyko to jest wynikiem obciążenia psychiki związanego z nadwagą lub otyłością, a nie biologicznego wpływu tłuszczu. Gdyby było odwrotnie, zaobserwowalibyśmy, że ryzyko ma związek z tłuszczem zlokalizowanym w centralnej części ciała, gdyż to on ma najbardziej szkodliwy wpływ z biologicznego punktu widzenia" - dodaje dr Ostergaard.

Badania prowadzone były metodą randomizacji Mendla, która polega na badaniu wpływu wariantów genetycznych na wystąpienie określonego rezultatu. W tym przypadku sprawdzano czy osoby, które posiadają wiele wariantów genetycznych związanych z nadmiernym gromadzeniem tkanki tłuszczowej są bardziej narażone na depresję.

"Psychologiczne konsekwencje otyłości, takie jak negatywny obraz własnego ciała i niska samoocena, to główne czynniki napędzające wzrost ryzyka depresji. Z tego powodu w ramach walki z epidemią otyłości należy unikać stygmatyzacji, gdyż może ona zwiększać w jeszcze większym stopniu ryzyko zaburzeń zdrowia psychicznego" - podsumowuje dr Ostergaard.

06.09.2019
Zobacz także

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Na co choruje system ochrony zdrowia

  • Akcja „Polska to chory kraj”
    Jeśli każdego roku nowotwory są przyczyną śmierci ok. 100 tys. Polaków, a dostęp do leczenia raka jest na jednym z najniższych poziomów w Unii Europejskiej, jeśli średni czas oczekiwania na wizytę u endokrynologa wynosi 24 miesiące, a u kardiologa dziecięcego 12 miesięcy, jeśli na 1000 mieszkańców Polski przypada 2,4 lekarza, jeśli polskie szpitale są zadłużone na 14 mld złotych, to diagnoza musi brzmieć – Polska to chory kraj. Ale lekarze opracowali terapię. I apelują, aby rozpocząć ją jak najszybciej.
  • Pięć minut dla pacjenta
    Lekarze rodzinni mają na zbadanie jednego pacjenta średnio po kilka minut. Taka sytuacja rodzi frustracje po obu stronach – wśród chorych, bo chcieliby więcej uwagi, oraz wśród lekarzy, bo nie mogą jej pacjentom poświęcić.