×
COVID-19: wiarygodne źródło wiedzy

"Niemoc św. Walentego", czyli o historii padaczki

Agnieszka Bukowczan-Rzeszut
specjalnie dla mp.pl

Starożytni nazywali ją „świętą” lub „wielką” chorobą. Przez stulecia zmagali się z nią władcy, papieże, artyści, dowódcy wojskowi i wielcy naukowcy. W wielu społecznościach tradycyjnych nadal wierzy się, że ataki tej choroby są dowodem łączności z bogami lub duchami, zdolności szamańskich czy mocy uzdrawiających, ale także wynikiem klątwy czy kary.


Epileptyk podczas napadu, XVII/XVIII w. Fot. CC BY 4.0, via Wikimedia Commons

Padaczka towarzyszy ludzkości od tysiącleci. Najstarsza zachowana wzmianka pochodzi z babilońskich tabliczek glinianych datowanych na 2000 r. p.n.e. znajdujących się w zbiorach British Museum. Można na nich przeczytać o chorym w trakcie napadu wtórnie uogólnionego toniczno-klonicznego, u którego „obserwowano wykręcenie szyi, napięcie rąk i nóg, szeroko otwarte oczy. Z jego ust wypływała ślina i nastąpiła utrata przytomności”. Inne źródła na ten temat odnajdywano w tekstach perskich i egipskich papirusach. Większość opisywanych napadów padaczkowych tłumaczono działaniem duchów lub bóstw, zazwyczaj nieprzychylnych śmiertelnikom.

Wiara w nadprzyrodzone pochodzenie padaczki istniała także w starożytnej Grecji i Rzymie. Uważany za „ojca medycyny” Hipokrates, grecki lekarz urodzony na wyspie Kos w V wieku p.n.e., autor traktatu O świętej chorobie jako pierwszy odrzucał nadnaturalne wyjaśnienia, skłaniając się ku poszukiwaniu przyczyn choroby w ludzkim ciele. „Świętej chorobie” nadał nazwę epilepsji od epilambanein, które znaczy „chwycić”, „napaść” i próbował zdjąć z niej piętno świętości. „W niczym nie wydaje mi się ona bardziej boska ani bardziej święta od innych chorób – pisał – ale ma taką samą naturę jak pozostałe schorzenia, jeśli chodzi o pochodzenie. Otóż przyczyną tego cierpienia, jako też innych najcięższych chorób, jest mózg”.

W miejsce „świętej” zaproponował nazwę „wielkiej choroby”, która była stosowana przez stulecia w całej Europie (w Polsce funkcjonowała aż do czasów oświecenia jako „wielka niemoc” i „wielka choroba”). Hipokrates krytykował „magów, oczyścicieli, żebrzących kapłanów i szarlatanów”, którzy „pod pozorami boskości ukrywają swą własną niewiedzę o tym, jaką należy stosować terapię, aby pomagać chorym”. Podkreślał znaczenie czynników dziedzicznych w zapadalności na padaczkę, powiązał początek napadów we wcześniejszym wieku z gorszym rokowaniem oraz zaobserwował związek urazów głowy z rozwojem choroby. Postulował także, że padaczkę da się wyleczyć operacyjnie, drogą kraniotomii.


Jezus i epileptyk, Philip De Vere, CC BY-SA 3.0, via Wikimedia Commons

Do kaduka z tą padaczką!

Teoria Hipokratesa nie wytrzymała próby czasu i przez kolejne stulecia większość chorób w świecie chrześcijańskim tłumaczono interwencją boską – lub diabelską. Przez całe wieki średnie cierpiących z powodu padaczki traktowano ze strachem, podejrzliwością, niezrozumieniem, a nie raz i okrucieństwem.

Św. Augustyn nazywał padaczkę passio caduca, a chorych – caducarii, co wpłynęło na późniejsze określenie choroby mianem „kaduka”. U Jana Hieronima Chróściejowskiego (1583 r.) pojawia się antyczna nazwa „świętej choroby” – morbus sacer, a także morbus lunaticus, u Capivaceusa (1594 r.) – morbus Herculeusmorbus comitalis, a Jan Jonston (1652 r.) opisuje padaczkę mianem morbus divinus, sonticus et caducus, czyli choroby świętej, nocnej, księżycowej (niektórzy upatrywali źródła padaczki w oddziaływaniu księżyca) i diabelskiej równocześnie.

Chorych nie leczono – w najlepszym razie mogli liczyć na egzorcyzmy, w najgorszym czekał ich stos. W Ewangelii św. Marka (9:14–29), ale również u Mateusza i Łukasza znajdujemy opisy egzorcyzmów u młodego epileptyka, który „ma ducha niemego” i tenże duch, zdaniem ojca chłopca, „gdziekolwiek go pochwyci, rzuca nim, a on wtedy się pieni, zgrzyta zębami i drętwieje”. Francuski lekarz Bernard de Gordon na początku XIV stulecia zalecał pacjentom noszenie blisko skóry spisanych na pergaminie wersetów z Pisma Świętego. Z kolei w osławionym Młocie na czarownice (Malleus Maleficarum), opublikowanym w roku 1487, dwaj dominikańscy inkwizytorzy Jacob Sprenger i Heinrich Kramer uznali ataki choroby za jeden z dowodów na obcowanie z szatanem.

Do patronów choroby należeli trzech biblijni królowie. Zachowały się przekazy nakazujące chorym nosić w woreczku na szyi mirrę, kadzidło i złoto, a także co wieczór odmawiać trzykrotnie „Ojcze nasz” i trzykrotnie „Zdrowaś Mario” za dusze rodziców Kacpra, Melchiora i Baltazara. Co ciekawe, w trakcie modlitwy należało popijać… piwo. Padaczka jest drugą po dżumie chorobą z największą liczbą świętych patronów, a najbardziej znanym spośród nich jest św. Walenty (ur. ok. 175 r., zm. ok. 268–269 r.) – biskup z Terni, męczennik i lekarz z zawodu. Jedna z polskich dawnych nazw padaczki to „niemoc św. Walentego” (ten termin znajdujemy choćby w Herbarzu Marcina Siennika z 1568 r.). W nadziei na uzdrowienie chorzy pielgrzymowali do miejsc kultu patrona – do Rzymu, Rouffach we Francji, gdzie powstał szpital dla epileptyków, Poppel w Belgii czy Pasawy w Niemczech.


Św. Walenty błogosławi epileptyka. Fot. CC BY 4.0, via Wikimedia Commons

Woń kamfory na wapory

„Ta niemoc, którą po łacinie zową Caducus morbus, po polsku wielka niemoc, Padaczka albo s. Walantego niemoc przydarza się od niemiaru picia, iedzenia, niegdi od trućiny, od ukąszenia żmije, od złego powietrza. Po tym znać tę niemoc, gdy na ziemię padłszy pieni się barzo” – pisał Hieronim Spiczyński w wydanej w 1542 roku pracy O ziołach tutecznych y zamorskich y o moczy ich a ktemu księgi lekarskie. Wraz z renesansem nastąpił zwrot ku poszukiwaniom organicznych przyczyn chorób i przypadłości ciała. Anatomowie doby baroku – Holender Franciscus Sylvius (opisał bruzdę boczną i wodociąg mózgu nazwane od jego nazwiska) oraz Anglik Thomas Willis (opisał sieć tętniczą podstawy mózgu zwaną kołem tętniczym Willisa, zespół niespokojnych nóg oraz postulował naczyniową teorię migreny) zaobserwowali rozprzestrzenianie się napadu padaczkowego od mózgu wzdłuż rdzenia kręgowego do kończyn. Wytłumaczenia podawano różne – od zwierzęcych duchów wędrujących po organizmie, po reakcje chemiczne w mózgu, które rozprzestrzeniały się wzdłuż rdzenia i nerwów, powodując odruchy mięśniowe.

Holenderski lekarz Herman Boerhaave zdefiniował padaczkę jako „nagłe zniesienie wszystkich funkcji życiowych z towarzyszącym wzrostem ruchomości i konwulsjami wszystkich mięśni ciała”. Z kolei zdaniem słynnego Paracelsusa (1493–1541) – nazywanego ojcem nowożytnej medycyny – padaczka ma swoje źródła w pięciu narządach: mózgu, sercu, wątrobie i jelitach oraz kończynach. Zaobserwował on, że chorują na nią również zwierzęta. W leczeniu Paracelsus stosował m.in. opium czy papawerynę, do innych metod leczenia należało również podawanie dużych dawek kamfory, co wywoływało napad, po którym zwykle obserwowano dłuższy okres bez napadów.

Capivaceus w dziele Practica medicina (1594) podzielił metody leczenia padaczki na zabiegowe (materia chirurgica) i farmakologiczne (materia medicinalis). Do pierwszych metod zaliczał głównie upuszczanie krwi czy wywoływanie wymiotów, do drugich środki przeczyszczające. Falimirz (1534) ordynował kuracje olejami (wpuszczane do nosa pacjenta, miały wypłukiwać z głowy „wapory”), wąchanie ruty, noszenie na szyi korzeni i nasion piwonii lub jemioły dębowej. Siennik (1568) dodawał do tego „kurzenie pod nosem goryczą”, picie białego wina z popiołem ze spalonych kości czaszki, jedzenie mięsa wilczego. Zdaniem Grutiniusa (1594) pomocne miało być przypiekanie rozpalonym żelazem lewego podżebrza oraz „zawloka” (przewleczenie pod skórą gałganka dla spowodowania ropienia). Pół wieku później zalecenia niewiele się zmieniły, skoro Jan Hossman w 1641 r. pisał: „tylne części zająca, kostki skokowe, biały cukier, sproszkowany węgiel z lipy – wszystko razem zmieszać z wodą i pić”. Jan Jonston (1652) napady padaczki leczył nadal za pomocą opium i kamfory, a między napadami zalecał „korzeń piwonii zbierany w czerwcu, przed nowiem księżyca”.

W dobie oświecenia dawne metody leczenia padaczki – upuszczanie krwi, wywoływanie wymiotów czy lewatywy – wciąż były w powszechnej praktyce. Zalecał je profesor anatomii i fizjologii z Akademii Krakowskiej, jeden z pionierów geriatrii, wielki orędownik szczepień przeciw ospie, Teodor Weichardt (1755 – ok. 1818), a także bonifrater, lekarz oraz propagator zasad higieny i profilaktyki Ludwik Perzyna (1742–1812), który dodawał zalecenia dietetyczne: „skromnie jadać, wystrzegać świeżego pieczywa, kaszy i grochu”. Do innych popularnych metod leczenia padaczki należała urynoterapia (kubek z własnym moczem należało trzymać koniecznie w lewej dłoni, cudzy mocz chory pił z własnego buta) czy picie krwi.

W Szwecji matki podawały chorym dzieciom własną krew (koniecznie przez obrączkę ślubną prosto do ust) lub krew zwierzęcą (najlepiej niedźwiedzią, ale można było wykorzystać gołębią), dorośli zaś poszukiwali niezwykle skutecznej wedle tradycji krwi skazańca – najlepiej mordercy. „Terapię” odbywano w miejscu egzekucji, za zgodą kata – oraz oczywiście odpowiednią opłatą. Nie jest to nic nowego, skoro już u Pliniusza (I w. n.e.) znajdujemy opisy chorych na padaczkę rzucających się na zranionego gladiatora, by pić krew prosto z ran. Tzw. „trupia medycyna” również pozostawała w łaskach przez szereg stuleci – w dobie renesansu i baroku leczono padaczkę proszkiem sporządzonym z czaszki skazańca. Ponoć zażywali go regularnie królowie duńscy i norwescy – Fryderyk I (1471–1533) i Christian III (1503–1559). W ramach terapii padaczki zalecano również chorym powstrzymywanie się od współżycia, a nawet sterylizację. Co ciekawe, w Wielkiej Brytanii jeszcze w latach 60. prawo zabraniało chorym na padaczkę zawierania małżeństw, a we współczesnych Chinach i Indiach nadal stanowi wystarczający powód do odmowy małżeństwa.


The National Hospital for the Paralysed and Epileptic, 1884. Fot. James Akerman, CC BY 4.0, via Wikimedia Commons

Brom – skuteczny, choć toksyczny

W XIX stuleciu starano się objąć cierpiących na padaczkę stałą opieką medyczną i farmakologiczną. W 1860 roku w Londynie założono szpital dla chorych neurologicznie (przede wszystkim dla osób chorych na padaczkę oraz dotkniętych paraliżem – National Hospital for the Paralysed and Epileptic). Głównym lekiem był bromek potasu, którego skuteczność w leczeniu „histerycznej padaczki” z atakami skojarzonymi z miesiączką opisał po raz pierwszy w 1857 roku sir Charles Locock, położnik królowej Wiktorii. Co istotne, był to lek silnie toksyczny dla organizmu, a wskutek regularnego przyjmowania chorzy cierpieli na przewlekłe zatrucia, objawiające się m.in. otępieniem, sennością, utrudnieniem mowy, osłabieniem mięśni, brakiem apetytu i wychudzeniem, słabym, nieregularnym tętnem, uporczywymi zaparciami, bezmoczem czy owrzodzeniami skóry.

Nastąpił dalszy rozwój badań nad mózgiem i chorobami neurologicznymi – poszukiwano przyczyn padaczki w uszkodzeniach czy zaburzeniach funkcjonowania mózgu. Nazywany ojcem współczesnej epileptologii, brytyjski lekarz John Hughlings Jackson w 1873 roku stwierdził, że napady padaczkowe są efektem krótkotrwałych elektrochemicznych zaburzeń w mózgu. Od jego nazwiska wywodzi się termin „napad Jacksonowski” na określenie drgawek rozpoczynających się w jednej części kończyny i rozprzestrzeniający dalej w postaci tzw. marszu Jacksonowskiego. Teorie Jacksona oraz wyniki badań współpracującego z nim Davida Ferriera zaowocowały narodzinami teorii chirurgicznego leczenia padaczki. W 1880 roku sir Rickman Godlee (co ciekawe, siostrzeniec słynnego Josepha Listera) usunął u swojego pacjenta epileptogenny guz mózgu, co otworzyło drogę dla nowoczesnej neurochirurgii.

14.02.2022
strona 1 z 2
Zbiórka dla szpitali w Ukrainie!
Doradca Medyczny
  • Czy mój problem wymaga pilnej interwencji lekarskiej?
  • Czy i kiedy powinienem zgłosić się do lekarza?
  • Dokąd mam się udać?
+48

w dni powszednie od 8.00 do 18.00
Cena konsultacji 12 zł

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.
Poradnik świadomego pacjenta
  • Wyjątkowe sytuacje. Towarzyszenie osobie chorej na COVID-19
    Czy szpital może odmówić zgody na towarzyszenie hospitalizowanemu dziecku? Jak uzyskać zgodę na towarzyszenie osobie, która umiera w szpitalu z powodu COVID-19?
    Na pytania dotyczące pobytu w szpitalu podczas pandemii koronawirusa odpowiada Rzecznik Praw Pacjenta, Bartłomiej Łukasz Chmielowiec.
  • Wyjątkowe sytuacje. Kiedy chorujesz na COVID-19
    Czy chory na COVID-19 może wyjść ze szpitala na własne żądanie? Jak zapewnić sobie prawo do niezastosowania intubacji. Na pytania dotyczące pobytu w szpitalu podczas pandemii koronawirusa odpowiada Rzecznik Praw Pacjenta, Bartłomiej Łukasz Chmielowiec.