×
COVID-19: wiarygodne źródło wiedzy

Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

Niemożliwe, żeby nagle ludzie przestali mieć zawały

Ewa Stanek-Misiąg

Myślę, że należy zacząć już mówić także o innym problemie. W większości szpitali odwołano lub przesunięto tak zwane zabiegi planowe. Jeśli będziemy nadal działać w tym trybie, to pacjentom grozi pogorszenie stanu zdrowia. Żeby znów diagnozować i leczyć planowych pacjentów w bezpieczny sposób, należy przed przyjęciem na oddział wykonać test na obecność SARS-CoV-2. Aparaty do testowania muszą się znaleźć na wyposażeniu szpitali, na pewno tych większych – mówi prof. Jarosław Kaźmierczak, krajowy konsultant w dziedzinie kardiologii.


prof. Jarosław Kaźmierczak

Ewa Stanek-Misiąg: Koronawirus odstrasza pacjentów od placówek medycznych. Jak bardzo?

prof. Jarosław Kaźmierczak: Z naszych obserwacji wynika, że wydłużył się czas, jaki mija od pojawienia się objawów ostrego zespołu wieńcowego do wezwania pomocy. To zaczęło się miesiąc, półtora miesiąca temu. Pacjenci zwlekają z dzwonieniem na pogotowie. A przecież wiadomo, że ostre zespoły wieńcowe, do których należy zawał serca, wymagają szybkiej interwencji. Im szybciej chory trafi do szpitala i poddany zostanie zabiegowi otwierającemu zatkane naczynie, tym lepszy będzie efekt terapii. Szybkie działanie zmniejsza śmiertelność zarówno szpitalną, jak i poszpitalną. Ogranicza uszkodzenie serca, co daje mniejszy odsetek niewydolności serca z późniejszym okresie.
Wkrótce będziemy dysponować danymi z systemu ratownictwa medycznego oraz dokumentacji chorobowej prowadzonej przez szpitale. Te dane przekazuje się do NFZ raz w miesiącu. Wtedy będzie można podać konkretne liczby – o ile wydłużył się czas wzywania pomocy, ilu przypadków to dotyczyło. Niestety widzimy też, że zmalała liczba pacjentów, którzy trafiają do szpitala z powodu ostrych zespołów wieńcowych.

Oni będą w statystykach zgonów.

Być może. Szacujemy w tej chwili, że jest to spadek o 20%, w niektórych rejonach kraju nawet o 25%. Niemożliwe, żeby nagle ludzie przestali mieć zawały. Nie można też tłumaczyć tego fluktuacjami. To nie są wahania, z jakimi mieliśmy do tej pory do czynienia.
Apeluję do pacjentów, żeby nie zwlekali z wezwaniem pogotowia, żeby nie bali się koronawirusa. Naprawdę. Zresztą gdzie, jak nie w szpitalu ktoś im zrobi test, jeśli byłaby taka potrzeba? Jeśli mamy jakiekolwiek podejrzenie, że pacjent może być zakażony, to zawsze zlecamy test. Niektóre objawy chorób serca są podobne do objawów COVID-19.

Na przykład duszność?

Tak. Duszność, kaszel. Duszność występuje w zawale serca. O pacjentach z przewlekłą chorobą serca i niewydolnością serca już nawet nie wspominam.

Lekarka jednego z covidowych szpitali opowiada, że karetki przywożą do nich pacjentów skarżących się na duszność, ale najczęściej okazuje się, że powodem duszności wcale nie jest zakażenie koronawirusem.

Pod maską COVID-19 może się kryć jakaś choroba sercowo-naczyniowa. I jest to naprawdę niebezpieczne, ponieważ może powodować opóźnienie leczenia. A czas, powtarzam, odgrywa tu kluczową rolę.
Pacjent, który przywożony jest do naszego szpitala z rozpoznanym ostrym zespołem wieńcowym czy innym ostrym stanem kardiologicznym, trafia do izolatki. Izolatki to są sale, w których przed epidemią leżały 2 lub 3 osoby, teraz może tam przebywać tylko jedna. Pacjent ma zapewnioną niezbędną pomoc, jest stale monitorowany. Przy ostrym zespole wieńcowym wykonujemy koronarografię i angioplastykę wieńcową z implantacją stentu. Tego zabiegu nie można opóźniać nawet w przypadku istotnego podejrzenia infekcji koronarowirusem. Pacjentem zajmuje się wyznaczony personel medyczny w pełnym stroju ochronnym. Tak staramy się zabezpieczyć przed ryzykiem roznoszenia ewentualnej infekcji. W izolatce pacjent przebywa do czasu, aż wyjaśni się jego status epidemiologiczny. Jeśli wynik testu jest ujemny, możemy przenieść pacjenta na wieloosobową salę.
Myślę, że należy zacząć już mówić także o innym problemie. W większości szpitali odwołano lub przesunięto tak zwane zabiegi planowe. Jeśli będziemy nadal działać w tym trybie, to pacjentom grozi pogorszenie stanu zdrowia. Choroba się zaostrzy i zabieg, który był planowy, zacznie być ostry, a naszym celem zawsze jest niedopuszczenie do ostrego stanu. Żeby znów diagnozować i leczyć planowych pacjentów w bezpieczny sposób, należy przed przyjęciem na oddział wykonać test na obecność SARS-CoV-2. Aparaty do testowania muszą się znaleźć na wyposażeniu szpitali, na pewno tych większych. Oznaczanie wirusa zajmuje kilka godzin, tego nie skrócimy, ale możemy zaoszczędzić czas, przeprowadzając badanie na miejscu. Pacjenci przed przyjęciem oczekiwaliby na oddziale izolacyjnym na wynik, wtedy też dokonywalibyśmy oceny ich stanu pod kątem objawów zakażenia koronawirusem. Z tego, co wiem tak od dwóch tygodni działają koledzy w szpitalu Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego. Było im o tyle łatwiej, ponieważ mieli w laboratorium niezbędny sprzęt. Żaden test nie da 100% pewności, trzeba jednak dążyć do tego, by minimalizować ryzyko przyjęcia na oddział osoby zakażonej.

Gdyby personel był regularnie testowany, to może udałoby się uniknąć sytuacji, o których wciąż słyszymy, że ze względu na zakażenie personelu zamykane są oddziały szpitalne. Takie wiadomości na pewno nie skłaniają do odwiedzania placówek medycznych, zgodzi się pan?

Ministerstwo Zdrowia ma plan, by intensywniej niż do tej pory i regularnie badać personel. Problem w tym, że test na obecność koronawirusa to zaawansowany technologicznie test genetyczny. Trzeba mieć sprzęt, trzeba mieć odpowiednio przeszkolony personel, który wie jak pracować z materiałem zakaźnym. Szerszej dostępności testów nie da się zorganizować z dnia na dzień. To proces, kosztowny proces rozłożony w czasie.

Skoro wystraszeni koronawirusem ludzie przeciągają wezwanie pomocy do zawału, to nie ma co się dziwić, że nie przychodzą na wizyty do kardiologa. Jak ich przekonać, żeby nie rezygnowali?

Niektóre wizyty można przełożyć, niektóre mogą się odbyć w ramach telemedycyny, ale nie wszystkie. Analizujemy wizyty ambulatoryjne, sprawdzamy historię chorób pacjentów. Przykładowo w naszej klinice w pierwszej połowie maja powinno się zgłosić do kontroli stymulatora serca około 80–100 pacjentów. Przeglądamy teraz ich dane w systemie i jeśli widzimy, że stymulator ma baterię, której stan zbliża się do wyczerpania, to wiemy, że na pewno wizyty takiego pacjenta nie można przesunąć. Wręcz dzwonimy, żeby mu o niej przypomnieć, może się bowiem okazać, że trzeba będzie wymienić urządzenie na nowe.
Zapewniam wszystkich naszych pacjentów kardiologicznych, że nie mają powodu, żeby obawiać się wizyt. Pilnujemy, żeby w jednym czasie nie przebywało w poczekalni za dużo osób. Wynieśliśmy część krzeseł, a te zamontowane na stałe oznaczyliśmy krzyżykami z taśmy klejącej. Można siadać na tych bez oznaczenia. Dopilnowaliśmy też tego, żeby pacjenci nie siadali naprzeciwko siebie, tylko po skosie, w większych odległościach.
Proszę, żeby chorzy – zwłaszcza przewlekle – pamiętali o tym, że przełożenie wizyty o tydzień albo miesiąc może spowodować zaostrzenie choroby. Zaostrzenie zawsze źle wpływa na dalsze rokowanie, osłabia organizm, pogarsza przebieg choroby. Trzeba robić wszystko, żeby do tego nie doszło. Pacjenci z niewydolnością serca muszą przychodzić na planowe wizyty.

rozmawiała Ewa Stanek-Misiąg

prof. dr hab. n. med. Jarosław Kaźmierczak kieruje Kliniką Kardiologii Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego, jest konsultantem krajowym w dziedzinie kardiologii

04.05.2020

Zachorowania w Polsce - aktualne dane

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Poradnik świadomego pacjenta

  • Jak pojechać do sanatorium?
    Czy można wybrać sobie miejsce, do którego chce się jechać i termin wyjazdu? Czy można wybrać sobie miejsce, do którego chce się jechać i termin wyjazdu? Czy można skorzystać z sanatorium bez zakwaterowania?
  • Jak długo ważna jest recepta w 2020?
    Pacjent, który otrzymał receptę od lekarza, musi pamiętać, że nie jest ważna bezterminowo. Każda recepta ma ściśle określony czas, w którym można ją zrealizować. Dotyczy to zarówno recepty w formie „papierowej”, jak i tzw. e-recepty.