Dermatologia na minusie

26.05.2021
Jerzy Dziekoński
Kurier MP

Leczenie ciężkich chorób dermatologicznych, szczególnie w opiece szpitalnej, jest dla menedżerów placówek dużym obciążeniem – oddziały dermatologiczne zawsze generują straty. Może szpital to nie jest taki sam biznes jak hotel, ale nie może przecież zadłużać się w nieskończoność – o potrzebie podniesienia wycen w dermatologii w rozmowie z MP.PL opowiada prof. Joanna Narbutt, konsultant krajowa w dziedzinie dermatologii.


Prof. Joanna Narbutt. Fot. Newseria

Jerzy Dziekoński: Czy w czasie pandemii dermatolodzy mają: a) mniej, b) tyle samo, c) więcej pracy? Proszę zakreślić właściwą odpowiedź.

Prof. Joanna Narbutt: Dermatolodzy w pandemii mają więcej pracy. Wiele oddziałów dermatologicznych zostało przekształconych w odziały covidowe i pracuje w nich duża część zatrudnionych w szpitalach dermatologów. Nie tylko mają więcej pracy, ale zmienił się również jej profil. Chcąc wykonywać zawód dermatologa, wielu z nas popołudniami przyjmuje pacjentów w poradniach. Natomiast lekarze poradniani łatają luki, których nie mogą zapełniać oddziały szpitalne. Podsumowując, pracy było i jest więcej. Opieram się na przykładzie własnym i lekarzy, z którymi rozmawiałam.

Trzeba też zwrócić uwagę na to, jak wielu rezydentów zaangażowało się w pracę w szpitalach tymczasowych i w punktach szczepień.

COVID-19 ma również objawy dermatologiczne.

To prawda. Widzimy sporo objawów na skórze. Nie są to jednak objawy swoiste. W przebiegu zakażenia SARS-CoV-2, tak jak w każdej innej infekcji wirusowej, pojawia się pokrzywka czy osutki, występują zmiany plamiste i grudkowe. Czasami jest to osutka z drobnymi pęcherzykami przypominającymi ospę wietrzną. No i jeszcze słynne palce covidowe, czyli zasinione, wyglądające jak odmrożone – głównie stóp, ale mogą być również rąk.

Ostatnio na dyżur u jednej ze znajomych specjalistek dobę po przyjęciu szczepienia przeciw COVID-19 trafiła kobieta ze zmianami plamisto grudkowymi na całej skórze. Prawdopodobnie była to reakcja poszczepienna. Być może z takimi zmianami będziemy się stykać.

Jak wielu pacjentów dotyczą manifestacje skórne COVID-19?

Nie jest to nagminne. Oceniono w Hiszpanii w dużej kohorcie, że do 20% pacjentów zakażonych SARS-CoV-2 ma zmiany skórne. Inni mówią nawet o 60%. Należy pamiętać o tym, że hospitalizowani pacjenci nie byli oglądani bardzo dokładnie pod kątem skórnym, a pacjenci domowi w ogóle nie byli oglądani przez lekarza. Widzimy ledwie wycinek problemu.

Jak wygląda dostęp polskich pacjentów dermatologicznych do nowoczesnych terapii? Z jakimi barierami muszą mierzyć się pacjenci i lekarze, żeby otrzymać leczenie zgodne ze standardami wyznaczonymi przez towarzystwa naukowe?

Obecnie polscy pacjenci z łuszczycą mają dostęp do leczenia biologicznego. Brakuje nam w programach lekowych kilku leków, które na świecie funkcjonują. W każdej grupie leków mamy coś do zaoferowania pacjentom. W związku z tym dostęp do nowoczesnych terapii mamy zapewniony.

Problem polega na tym, że programy lekowe zakontraktowane są przez oddziały dermatologiczne bądź przez poradnie przy oddziałach dermatologicznych. Tych ośrodków jest ok. 40 w kraju. Częstość występowania choroby obejmuje 2–3 proc. populacji – z czego 20 proc. to pacjenci z ciężką łuszczycą wymagający biologicznego leczenia. To nie jest bardzo dużo. Kłopot w tym, że leczenie w poszczególnych ośrodkach nie jest w równy sposób dystrybuowane. Są ośrodki oblegane, które mają bardzo dużo pacjentów, i są takie, które nie są w stanie wykorzystać kontraktów, bo mają po kilku chorych. Mamy pełną świadomość, że są takie rejony, gdzie jest jeden ośrodek sprawnie realizujący program lekowy. Na przykład na całym Podkarpaciu program lekowy realizuje klinika w Rzeszowie, mimo że jest w regionie kilka innych oddziałów z zakontraktowanymi programami, tyle że kontrakty pozostają niewykorzystane. W związku z tym, do tych najbardziej obleganych szpitali tworzą się kolejki.

Poza tym w programie leczenia łuszczycy zwyczajnej część nowoczesnych preparatów ma administracyjne ograniczoną długość leczenia do dwóch lat. Obejmuje to także leki zarejestrowane w łuszczycowym zapaleniu stawów. W tej jednostce chorobowej, w programach prowadzonych przez reumatologów dostęp do leczenia jest nieograniczony w czasie. Decyzję o długości leczenia podejmuje lekarz wspólnie z pacjentem. W przypadku programu prowadzonego przez dermatologów leczenie trwa dwa lata i później musi nastąpić narzucona administracyjnie przerwa. Powrót do programu następuje dopiero po pogorszeniu stanu. Ponieważ bardzo często te dwie choroby – łuszczyca i łuszczycowe zapalenie stawów – współistnieją, mamy w systemie pewną niesprawiedliwość – jeżeli pacjent ma więcej zmian na skórze to trafia do dermatologa; mimo że ma również ŁZS wchodzi w program, który po dwóch latach musi zostać przerwany, żeby do programu wrócić, kiedy stan się pogorszy. Jeśli dominujące objawy mają charakter stawowy, plus zmiany skórne, i pacjent trafi do reumatologa, tymi samymi lekami może być leczony tak jak leczy się na całym świecie, czyli bez przerw.

To dotyczyło chorych na łuszczycę. Obecnie oczekujemy na decyzję odnośnie do leczenia biologicznego pacjentów z atopowym zapaleniem skóry. Ta grupa chorych obecnie w Polsce pozbawiona jest możliwości leczenia biologicznego, rutynowo stosowanego już na świecie.

Czy rekomendacje towarzystw naukowych pokrywają się z zapisami programów lekowych?

Rekomendacje wszystkich towarzystw naukowych są takie, że leczenie należy prowadzić tak długo, dopóki pacjent potrzebuje leczenia, dopóki chce się leczyć i dopóki nie ma działań niepożądanych. Decyzję podejmuje lekarz wspólnie z pacjentem, a nie urzędnicy z resortu zdrowia.

Żeby jednak jasno przedstawić sprawę, pacjent, który administracyjnie ma ograniczony udział w programie, nie kończy leczenia. Zostaje zawieszony i w przypadku pogorszenia wraca. To nie jest tak, że zostaje całkowicie porzucony przez system.

Dosyć to nielogiczne: leczyć pacjenta po to, żeby mu się pogorszyło, żeby następnie móc go znowu leczyć.

Leczeni pacjenci odzyskują jakość życia, funkcjonują normalnie, planują przyszłość, pracę, życie. Kiedy kończy się drugi rok leczenia zaczynają się denerwować, bo nie wiedzą, co się stanie. Nie mogą już snuć planów, bo może okazać się, że zadania w pracy nie będą możliwe do zrealizowania przez nawrót choroby. Wyobraźmy sobie – pacjent jest dziennikarzem telewizyjnym, wypada z programu, ma bardzo ważny event i właśnie wtedy zostaje wysypany. To bardzo niekomfortowa sytuacja.

strona 1 z 2

Gdzie kierować

Przedstawiamy aktualny wykaz dermatologicznych oddziałów klinicznych posiadających umowę z NFZ oraz dane kontaktowe konsultantów (stan na 01.05.2021 r.).

Konferencje i szkolenia dermatologiczne

Bez Krawata - Rozmowy o chorobach skóry 2021 11-12.06.2021 r.

IV Konferencja Akademii Dermatoskopii 18-19.06.2021 r.

American Academy of Dermatology Summer Meeting 05-08.08.2021 r.

EADV’s 30th Anniversary Congress 29.09-02.10.2021 r.

WAWDERM 2021 Warszawskie Dni Dermatologiczne 14-16.10.2021 r.

11th World Congress on Itch (WCI) 22-23.10.2021 r.

11. Konferencja CURRENT & FUTURE PERSPECTIVES OF MM & other hematological malignancies treatment 19-20.11.2021 r.

Napisz do nas

Zadaj pytanie ekspertowi, przyślij ciekawy przypadek, zgłoś absurd, zaproponuj temat dziennikarzom.
Pomóż redagować portal.
Pomóż usprawnić system ochrony zdrowia.