Historia zachodniej myśli dietetycznej

Agnieszka Bukowczan-Rzeszut
specjalnie dla mp.pl

Zgodnie z tradycją humoralną ludzkie ciało przyjmowało cechy i właściwości spożywanych pokarmów, a trawienie rozumiane było jako podgrzewanie jedzenia w żołądku. Leczenie odbywało się zgodnie z zasadą przeciwieństw, czyli chorobę mającą cechy zimne i suche traktowano potrawami gorącymi i wilgotnymi.

Główny bohater Wesołych Kumoszek z Windsoru, Falstaff ze szklanicą i dzbanem, autorstwa Eduarda Grütznera. Fot. Eduard von Grützner, Public domain, via Wikimedia Commons

  • Dieta była zdrowa wówczas, gdy jedzono z umiarem i takie potrawy, które zgadzały się z dominującymi dla danej osoby humorami
  • Hipokrates był przekonany, że ludzie z nadmierną masą ciała cierpią na bóle, wzdęciazaparcia, a także źle śpią, dlatego zalecał im przestrzeganie ścisłej diety i zwiększenie aktywności fizycznej
  • W pierwszych wiekach po Chrystusie wielu chrześcijan wierzyło, że ciało jest wrogiem duszy, a umartwianie i poniżanie cielesnej powłoki wynosi duszę ku świętości
  • Wg Jana Chryzostoma zdrowie ciała jest koniecznie dla służby duszy i przyczynia się do zbawienia. Dobry chrześcijanin powinien troszczyć się o stan zdrowia, jednocześnie powstrzymując się od nieumiarkowania, które niszczy ciało i szkodzi duszy
  • Wilhelm Zdobywca – król Anglii z XI w. – postanowił przejść na płynną dietę alkoholową, aby stracić na wadze, po tym jak spadł z konia twarzą w dół i narobił sobie wstydu
  • Przynajmniej do schyłku renesansu wierzono, że pokarm przyrządzany ze zwierzęcia o konkretnych cechach charakteru spowoduje „przeniesienie” tych cech na człowieka
  • Ludovicus Nonnius (1553-1645) jako pierwszy systematycznie badał żywność, opierając się na danych empirycznych i pracach autorytetów ze swojej epoki
  • Melon od starożytności budził grozę jako jeden z najbardziej wilgotnych i najzimniejszych pokarmów, powodujący niestrawność i wydzielanie „złych soków”

Cztery temperamenty. Ilustracje z Fizjonomicznych fragmentów dla zwiększenia znajomości ludzi i miłości do nich (1778) – dzieła Johanna Kaspara Lavatera. Fot. Public domain, via Wikimedia Commons

Przez wieki dieta naszych przodków opierała się na czterech humorach rządzących ludzkim organizmem: krwi, żółtej żółci, czyli cholery, czarnej żółci i flegmie. Teoria humoralna wywodzi się od greckiego lekarza – Hipokratesa (V/IV w. p.n.e.) i rzymskiego lekarza – Galena, który praktykował w II w. n.e., ale jej wpływ w medycynie przetrwał do epoki oświecenia. Humory określały osobowość i stan zdrowia, odpowiadały porom roku, etapom życia człowieka oraz cechom gorąca, zimna, suchości i wilgoci. Reżim humoralny traktował naturę jako kosmos podzielony na cztery. Cztery podstawowe cechy (gorący, zimny, suchy i mokry) i cztery żywioły arystotelesowskie (powietrze, ogień, ziemia i woda), a także cztery pory roku (wiosna, lato, jesień i zima) oraz cztery etapy życia (dzieciństwo, dorastanie, dorosłość i starość) regulowały zdrowie ludzkie. Każdy człowiek cechował się przy tym dominacją jednego z czterech typów humorów, a proporcje, w jakich wymieszane były w ciele, stanowiły jego complexio albo temperamentum (sangwinik, choleryk, melancholik lub flegmatyk). Zrównoważenie humorów (ideałem było 1:4 flegmy, czyli śluzu, 1:16 żółtej żółci, czyli cholery i 1:64 czarnej żółci, czyli melancholii) było kwestią zarówno zdrowia, jak i moralności, podczas gdy obżarstwo lub niewłaściwa – a więc źle dopasowana do temperamentu – dieta mogły powodować nie tylko choroby, ale i występki.

Zgodnie z teorią humoralną ludzkie ciało przyjmowało cechy i właściwości spożywanych pokarmów, a trawienie rozumiane było jako podgrzewanie jedzenia w żołądku. Dieta była zdrowa wówczas, gdy jedzono z umiarem i takie potrawy, które zgadzały się z dominującymi dla danej osoby humorami. Właściwa równowaga humorów w ciele, jak pisał Galen, uniemożliwia powstawanie chorób, które atakują organizm pacjenta wtedy, gdy jeden lub kilka humorów ma zbyt mały lub zbyt duży wpływ na zdrowie. Zapalenie przypisywał zbyt dużej ilości krwi, katar – nadmiarowi flegmy, żółtaczkę – cholery, a raka i melancholię – czarnej żółci. Leczenie odbywało się zgodnie z zasadą przeciwieństw, czyli chorobę mającą cechy zimne i suche traktowano potrawami gorącymi i wilgotnymi. Co ważne, odpowiednie komponowanie diety nie leżało wyłącznie w gestii medyków, gdyż jak uważał Hipokrates – „mądry człowiek powinien nauczyć się, jak samemu leczyć swoje choroby”.


Deipnosophistae Atenajosa, wydanie z 1657 r. Fot. Public domain, via Wikimedia Commons

Kolebką zdrowego stylu życia i ruchu, które miały właściwą dietę uzupełniać, była starożytna Grecja, gdzie dbałość o ciało, siłę i wydolność były ważnym elementem tradycji i obyczajowości. Grecy hołdowali powiedzeniu „w zdrowym ciele zdrowy duch”, a konkretnie zdrowy umysł, stąd też otyłość uważano nie tylko za nieatrakcyjną, lecz także za oznakę braku równowagi psychicznej. Hipokrates był przekonany, że otyli ludzie cierpią na bóle, wzdęcia i zaparcia, a także źle śpią, dlatego zalecał im przestrzeganie ścisłej diety i zwiększenie aktywności fizycznej. Wzorowano się na greckich sportowcach, którzy przestrzegali diety przypominającej dietę Atkinsa (niskowęglowodanowa, z przewagą białka i tłuszczy) czy też modną obecnie dietę keto. W piętnastotomowym traktacie Uczta mędrców (Deipnosophistae) znalazł się fragment o biegaczu olimpijskim, który dzięki stricte mięsnej diecie wygrał kilka wyścigów, a także o pewnym atlecie z Teb, który osiągał lepsze wyniki od kolegów, gdyż jadł kozie mięso (niestety wyśmiewano go, ponieważ skutkiem ubocznym jego diety był wyjątkowo śmierdzący pot). Niektórzy olimpijczycy powstrzymywali się także od jedzenia chleba tuż przed zawodami. Jedzono za to czosnek, który wprawdzie nie poprawia zapachu potu, ale według Greków miał zapewniać siłę w bitwie lub zawodach. Co ciekawe, wiara w prozdrowotne właściwości czosnku była zaskakująco powszechna w świecie antyku. Egipscy faraonowie karmili nim niewolników, aby zwiększyć ich siłę i produktywność, zaś w Chinach stanowił część codziennej diety i był przepisywany m.in. na dolegliwości układu oddechowego i trawiennego. Z kolei w Europie średniowiecznej uważano, że czosnek jest doskonałym antidotum na… truciznę.

Trzej biegacze, strona B amfory panatenajskiej, styl czarnofigurowy, ok. 333–332 p.n.e., British Museum. Fot. CC BY 2.5, via Wikimedia Commons

Umiar dla ciała, a głodówki dla ducha

W pierwszych wiekach po Chrystusie wielu chrześcijan wierzyło, że ciało jest wrogiem duszy, a umartwianie i poniżanie cielesnej powłoki wynosi duszę ku świętości. Św. Antoni, św. Augustyn, św. Hieronim i św. Bazyli – wszyscy zmagali się z problemami żywieniowymi, wybierając drastyczne diety lub posty. Wizje, jakich doznawali, mogły być nie tyle objawieniami, ile efektem tzw. anorexia mirabilis – „świętej anoreksji”. Często prowadziła ona do śmierci, jak w przypadku św. Katarzyny z Sieny, która 29 kwietnia 1380 r. zmarła wskutek zagłodzenia się. Inni myśliciele tej epoki zwracali uwagę, by jednak ciało odżywiać i dbać o jego zdrowie, aby mogło służyć nam na drodze do zbawienia. Jan Chryzostom (354-407) głosił, że zdrowie ciała jest koniecznie dla służby duszy i przyczynia się do zbawienia. Dobry chrześcijanin powinien jego zdaniem troszczyć się o stan zdrowia, jednocześnie powstrzymując się od nieumiarkowania, które niszczy ciało i szkodzi duszy. Żyjący na przełomie VI i VII wieku papież Grzegorz I zwany Wielkim zdefiniował nieumiarkowanie nie tylko jako nadmierne objadanie się, ale także jako czerpanie zbytniej przyjemności z wykwintnego jedzenia lub podjadanie pomiędzy posiłkami. Stwierdził, że winni grzechu obżarstwa są także „wybredni smakosze”.


Relikwie głowy Katarzyny Sieneńskiej. Fot. Giovanni Cerretani, CC BY-SA 3.0, via Wikimedia Commons

Na dietę jako fundament zdrowia i leczenia zwracał uwagę również perski lekarz i autorytet medyczny średniowieczna – Awicenna (980–1037) w Kanonie medycyny. Potrawy podzielił na lekkie, ciężkie i umiarkowane. Do pierwszej kategorii przyporządkował jedzenie, które rozrzedzało krew, podczas gdy ciężkie pokarmy ją zagęszczały. Do lekkiej pełnowartościowej żywności zaliczał wino, gotowane mięso czy gotowane żółtko jajka. Za ciężkie jedzenie, pozbawione wartości odżywczych, uznawał m.in. ser i suszone mięso. Starszym osobom zalecał spożywanie posiłków kilka razy dziennie w małych ilościach, a także unikanie pokarmów gorących, wysuszających lub ostrych oraz potraw z dodatkiem octu, soli, przypraw i marynat.

Na przełomie XI i XII wieku spisano słynny traktat Regimen Sanitatis Salernitanum, zawierający w wierszowanej formie wskazówki odnoszące się do diety i higieny. W ogólnych zaleceniach czytamy: „jeśli zabraknie ci lekarzy, niech staną się nimi dla ciebie: radosny umysł, odpoczynek i umiarkowana dieta”. Do ogólnie wartościowych pokarmów zaliczono jajka, gotowane mięso, czerwone wino, tłuste zupy, mleko, świeży ser, chleb czy winogrona, za niezdrowe zaś uznano smażone i pieczone mięso oraz słone potrawy, które wywoływały wysuszenie ciała, osłabiały wzrok, zmniejszały ilość nasienia i przynosiły świąd. Przestrzegano przed spożywaniem grzybów, uznanych za ciężkostrawne, wywołujących problemy żołądkowe, ociężałość, zmęczenie. Lato było idealną porą na spożywanie dań wilgotnych i zimnych, od września należało jeść owoce, a w kolejnych miesiącach – potrawy mięsne, mączne, mleko kozie i owcze. W listopadzie i grudniu sugerowano włączenie do jadłospisu miodu (najbardziej odpowiedniego dla temperamentów zimnych, flegmatyków i osób starszych jako rozgrzewającego, oczyszczającego i wpływającego na wytwarzanie dobrej krwi), imbirucynamonu – zresztą całkiem rozsądnie, bo i dziś wiemy, że mają one wpływ na odporność.

Co istotne, przestrzegano przed brakiem umiaru, także w piciu wina uznawanego za zdrowe i dobroczynne dla organizmu. Jak czytamy: „Jednak ilekroć pije się je, przekraczając rozsądną granicę, albo aż do stanu upojenia, powoduje zaburzenie myślenia, głupotę, epilepsję, paraliż, drgawki, spazmy i temu podobne. Dzieje się tak, ponieważ żyły i komory mózgu napełniają się nim i dochodzi do zgaszenia ognia naturalnego. (...) Dobry lekarz, chcąc ratować zdrowie pacjenta, powinien pouczyć go o piciu”. Być może właśnie takiego pouczenia zabrakło Wilhelmowi Zdobywcy – królowi Anglii z XI wieku, który postanowił przejść na płynną dietę alkoholową, aby stracić na wadze, po tym jak spadł z konia twarzą w dół i narobił sobie wstydu. Był tak otyły, że nie mógł samodzielnie wdrapać się na siodło. Niestety dieta nie była skuteczna, skoro zmarłego władcy nie dało się upchnąć do przygotowanego wcześniej grobowca. Ostatecznie zwłoki pękły, a z rozerwanego brzucha wydzielał się tak straszliwy odór, że żałobnicy uciekali w popłochu. Jak czytamy w ówczesnej kronice: „Tak oto ów monarcha, który siał postrach wśród mieszkańców tylu prowincji, został porzucony nago i bez łoża, opuszczony przez dzieci i tych, których utrzymywał. (…) jego ciało żywione samymi przysmakami rozpadło się, uświadamiając mędrcom i głupcom, ile znaczy doczesna potęga”.


Zasady leczenia serca według Awicenny. Fot. CC BY 4.0, via Wikimedia Commons

Woda dla zdrowia, a karczoch, batat i kakao dla „spraw cielesnych”

W dobie renesansu wywodząca się z czasów antyku medycyna humoralna szła w parze z magiczną wiarą w określone właściwości pożywienia. Jak czytamy w Kuchni królów Agnieszki Bukowczan-Rzeszut: „przynajmniej do schyłku renesansu wierzono, że pokarm przyrządzany ze zwierzęcia o konkretnych – pożądanych lub nie – cechach charakteru spowoduje «przeniesienie» tych cech na człowieka. Stąd też mięso kozie mogło uczynić z mężczyzny rozpustnika, mięso zajęcze – tchórza, gołębie zaś miały wzmocnić niewinność i pobożność u dziewicy. Ostatnim elementem było powiązanie koloru i formy danych produktów z ich działaniem pro- lub antyzdrowotnym, panowało bowiem przekonanie, że Bóg w dziele stworzenia ukrył porady, jak należy określone pokarmy stosować, by sobie pomóc, a nie zaszkodzić. Czerwone produkty miały zatem korzystnie wpływać na krew, żółte na żółć, a te o liściach czy owocach w konkretnym kształcie mogły zbawiennie oddziaływać na organy, które przypominały (jak orzechy na mózg)”.

W dobie renesansu nadwaga nadal była uważana za efekt zbytniego poluzowania hamulców i niemoralnego prowadzenia się, choć nie brakowało koronowanych głów z nadmiarem kilogramów. Z wiekiem roztyli się choćby dwaj niezwykle przystojni i sprawni fizycznie za młodu angielscy władcy – Edward IV (1442–1483) i Henryk VIII (1491–1547), francuska królowa pochodzenia włoskiego – Katarzyna Medycejska (1519–1589) czy Ludwik XIV zwany Królem Słońce, który ponoć był tak gruby, że nie mógł zmieścić się w jednym powozie ze swoją równie otyłą wnuczką – Marią Ludwiką Elżbietą Orleańską, przezywaną „pyzatą księżną”.

I choć większość społeczeństwa nie mogła się cieszyć jedzeniem w nadmiarze, w 1550 r. John Halle (ok. 1529/1530 – ok. 1568) – chirurg i autor wielu dzieł medycznych – pisał, że „więcej mrze z obżarstwa niż od miecza czy zarazy”. Zapewne zgodziłby się z nim inny lekarz – Andrew Boorde (ok. 1490–1549), który w 1542 r. wydał niezwykle popularny poradnik Breviary of Healthe. Przykładowo melancholikom zalecał unikanie smażonego, suchego i słonego mięsa na rzecz gotowanego, „wstrzymanie się od ulegania nieumiarkowaniu w piciu trunków” (zwłaszcza czerwonego wina) na rzecz wina białego, mleka krowiego, migdałowego czy spożywania żółtek jaj oraz stosowanie ziół. Zachwalał karczocha – popularny w dobie elżbietańskiej afrodyzjak, zalecając łączenie go z nasionami rukoli: „Spożywaj je na wieczerzę, gdyż wzmagają naturalne popędy i skłaniają mężów do ulegania sprawom ciała”. Sam również go stosował – i to na tyle gorliwie, że wywołał skandal, gdy wyszło na jaw, że w swoim domu w Winchesterze trzymał trzy panie wątpliwych obyczajów. Innym popularnym w dobie renesansu afrodyzjakiem były bataty, które przywieziono z Nowego Świata, a które wychwalał Szekspirowski Falstaff w piątym akcie Wesołych kumoszek z Windsoru: „Niech teraz niebo deszczy kartoflami, niech grzmi na nutę «Zielone rękawki», niech jak grad sypią się cukierki, a jak śnieg marcypany, niech przyjdzie burza pokus, tu będę szukał schronienia!”.


Maria Ludwika Orleańska – „pyzata księżna”. Fot. Public domain, via Wikimedia Commons

Co ciekawe, za afrodyzjak uważano także czekoladę pitną, która popularyzowała się w Europie w kolejnym stuleciu. Angielski prawnik i polityk – William Coles pisał w 1657 r., że „Napój sporządzany z kakao zwany czekoladą lub chocoletto, który można nabyć w Londynie za rozsądną cenę, jest wybitnie skuteczny dla poczęcia potomstwa, jako że nie tylko zachęca ku sprawom cielesnym, lecz także sprzyja poczęciu u niewiasty”.

Tymczasem Europę zalewały poradniki dietetyczne, pisane przez lekarzy, ale również osoby, które same znalazły sposób na zadbanie o zdrowie. W połowie XVI w. swoje niezwykle poczytne dzieło pt. Discorsi della vita sobria (1558) wydał Luigi Cornaro. Nie był on lekarzem, lecz weneckim szlachcicem, który hołdował za młodu obżarstwu, rozpuście i pijaństwu, wskutek czego dorobił się poważnej nadwagi w wieku lat 40. Zmęczony tym, że stracił kontrolę nad własnym ciałem, przeszedł na dietę redukcyjną, na której zjadał dziennie tylko 350 g pokarmu (w tym chleba, żółtka jaj, mięsa i zupy) oraz pił ok. 400 ml wina. Cornaro dożył setki w świetnej formie.

Podobnie długim życiem (92 lata) i bogatym doświadczeniem dietetycznym, a przy okazji dyplomem lekarza mógł się poszczycić Ludovicus Nonnius. Urodził się w Antwerpii w 1553 r., w 1620 r. został współzałożycielem pierwszego towarzystwa lekarskiego w południowych Niderlandach – Collegium Medicum Antverpiense. Leczył m.in. Rubensa, który chętnie korzystał z jego porad dietetycznych. Jako lekarz, przyrodnik, pisarz, poeta, numizmatyk i znawca autorów greckich i łacińskich, Nonnius jest doskonałym przykładem renesansowego humanisty. Zachowały się jego liczne pisma, w tym te, dzięki którym można go uznawać za twórcę dietetyki medycznej. Jako pierwszy systematycznie badał żywność, opierając się na danych empirycznych i pracach autorytetów ze swojej epoki. Pierwsza z książek Nonniusa o dietetyce – Ichthyophagia, opisuje 37 gatunków ryb, których jedzenie autor uważał za bardzo zdrowe. Głównym dziełem Nonniusa jest jednak Diaeteticon sive de re cibaria libri IV (pierwsze wydanie – 1627 r.). Cztery części Diaeteticonu Nonnius poświęcił podstawowym zasadom zdrowego żywienia z odniesieniami do źródeł i komentarzami do nich. Zawiera on opis czterech rodzajów chleba, wyliczenie warzyw i owoców wraz z opisem ich działania wedle dietetyki humoralnej, omówienie mięs, które autor zaleca spożywać w umiarkowanych ilościach, ryb, skorupiaków i mięczaków słodko- i słonowodnych oraz napojów. Nonnius odradzał mieszanie win, za to propagował picie wody mineralnej, która jego zdaniem oferowała znaczne korzyści zdrowotne, lecząc m.in. kamienie nerkowe. Dzieła Nonniusa cieszyły się sporym rozgłosem już w jego czasach, a niektóre zasady sformułowane przez niego na temat zdrowej żywności – choćby o jedzeniu ryb i piciu wody – są nadal aktualne.


Diaeteticon sive de re cibaria libri IV. Fot. Rijksmuseum, CC0, via Wikimedia Commons

Dieta śródziemnomorska, melon na indeksie i prekursorzy wegetarianizmu

Do innych popularnych w tym okresie dzieł należy wydane w 1614 r. Brieve racconto di tutte le radici, di tutte l'erbe e di tutti i frutti che crudi o cotti in Italia si mangiano autorstwa Giacomo Castelvetro, poświęcone włoskim warzywom, ziołom i przyprawom. Autor krytykował w nim Anglików za spożywanie zbyt dużej ilości mięsa i cukru oraz wypromował włoską tradycję jedzenia świeżych warzyw. Jego niezwykle wartościowa jako źródło historyczne książka legła u podwalin popularności diety śródziemnomorskiej, uważanej za jedną z najzdrowszych diet świata. Ledwie rok wcześniej w Polsce wydał swoje dzieło lekarz i autor traktatów medycznych – Sebastian Petrycy. W pracy pt. Instructia abo nauka, jak się sprawować czasu moru, znajdziemy nie tylko remedia na epidemię, ale też wskazówki dotyczące pokarmów i napojów sprzyjających zdrowiu. „Jak wiele mamy jeść, naznacza nam uśmierzenie głodu – pisze Petrycy – jadła bowiem wielość taka ma być, która by nie czyniła żołądkowi obciążenia i nadęcia. Tako też picie pomierne jest, które nie czyni opuchnienia i kruczenia w brzuchu”. Cały problem w tym, że człowiek postępuje inaczej niż zwierzęta, które nie jedzą ani nie piją bez umiaru. Ma jednak rozum i to dzięki niemu powinien wiedzieć, że należy wystrzegać się obżarstwa i pijaństwa. Petrycy zalecał również, by unikać zbyt gorących i wilgotnych potraw, wybierać te lekkostrawne i nie mieszać wielu potraw przy jednym posiłku: „rozmaitość potraw barzo szkodzi. Naprzód do trawienia, gdyż jedne pokarmy będą łacno strawione, drugie nie rychło się strawiają, ma być jednostajne trawienie; druga, iż więcej pospolicie jednej niż drugiej potrawy używamy”. Wedle tradycji humoralnej, która wciąż obowiązywała w jego epoce, poszczególne składniki dobierać należało do temperamentu. Jak pisze Petrycy: „Melancholikom służy pokarm mierno ciepły i wilgotny. Cholerykom ma być chłodzący i wilgotny. Flegmatykom gorący a subtelny, zaś w których się krew zbytnia rodzi, mają pokarm miewać chłodzący i małego tuczenia”. Dieta miała być także odpowiednia do pory roku, np. zimą należało jeść solidniejsze porcje, zaś latem unikać nadmiaru i ciężkostrawnych posiłków.

Co ciekawe, nie tylko lekarze, ale i kuchmistrzowie odnosili się w swoich dziełach do tych zaleceń. Stanisław Czerniecki we wstępie wydanego w 1682 r. Compendium ferculorum podkreślał, że dobry kuchmistrz musi pracować tak, by swemu panu przypadkiem „cholerycznego nie dodał humoru”. O wiele więcej miejsca humoralnej dietetyce poświęcił Wojciech Wielądko w wydanym sto lat później Kucharzu doskonałym. Zalecał np. potrawy „z mleka, migdałów, galaret i rosołów” dla „ułagodzenia ostrości humorów”, przestrzegał zaś przed nieświeżymi jajkami, które miały być „przyczyną niespokojności ludziom temperamentu gorącego i cholerycznego”. Ćwikłę zalecał młodym ludziom na oczyszczenie krwi, zaś odradzał starym i flegmatykom o słabych żołądkach, pisząc, że „nie powinni tego używać często”. Polemizował z Galenem, który nie cenił wołowiny, pisząc, że wzmacnia ona „grube” humory, co czyni ją bardzo dobrym pożywieniem dla melancholików oraz ludzi o delikatnej i słabej konstrukcji.


Compendium ferculorum, Fot. Polona.pl, Public domain, via Wikimedia Commons

A jakie produkty uważano za groźne dla zdrowia i to bez względu na temperament? Melon od starożytności budził grozę jako jeden z najbardziej wilgotnych i najzimniejszych pokarmów, powodujący niestrawność i wydzielanie „złych soków”. Wielu medyków optowało, żeby całkowicie jedzenia melonów zakazać – obwiniano je o nagłą śmierć m.in. Fryderyka III, Henryka VII, papieża Pawła II, Guya de La Brosse’a (słynnego botanika i medyka Ludwika XIII) oraz dwudziestoczteroletniej, wspomnianej wcześniej Marii Ludwiki, wnuczki Króla Słońce, która „odebrała sobie życie w sposób równie pewny, jak gdyby przyłożyła sobie pistolet do głowy: w sekrecie najadła się melonów i fig, które popiła mlekiem”. Nieco bardziej wyważoną opinię na temat śmiercionośnego owocu miał francuski chemik i botanik Louis Lemery, lekarz w ufundowanym przez Ludwika XIII paryskim szpitalu Hotel Dieu, który pisał, że melon: „jest odpowiedni w upalne dni, dla młodych ludzi, którzy mają zdrowy żołądek i gorący temperament. Szkodzi starcom, flegmatykom i melancholikom. (...) Jeśli chodzi o bóle i inne niedogodności, które melon powoduje w podbrzuszu, pochodzą one z lepkiego soku i kwasu, który zawiera”.

W XVII i XVIII wieku nadwagę i otyłość wyśmiewano jako efekt nieumiarkowania, pijaństwa i rozrywkowego trybu życia. Wskutek takich zaniedbań utył na przykład król Jerzy IV Hanowerski (1762-1830) przezywany „Księciem Wielorybów”. Wyśmiewany podczas publicznych wystąpień władca chorował m.in. na podagrę, miażdżycę, zaćmę i prawdopodobnie również dziedziczną w jego rodzinie porfirię. Chore serce leczył ogromnymi ilościami whisky i ponczu, wskutek czego miał purpurową twarz, a puchlina uczyniła go podobnym do „puchowej kołdry”, jak czytamy w jednej z relacji. Po śmierci króla w „The Times” pisano: „Nigdy nie było bardziej pożałowania godnego stworzenia niż zmarły król. (…) Czy ktoś pogrążył się w smutku na wieść o jego śmierci? Jeśli miał jakiegoś przyjaciela – oddanego przyjaciela na jakimkolwiek etapie życia – publicznie ogłaszamy, że jego lub jej imię nigdy do nas nie dotarło”.

Z otyłością i depresją zmagał się także żyjący nieco wcześniej czołowy intelektualista swoich czasów, Samuel Johnson (1709-1784), który określał swą nadwagę mianem „mojego czarnego psa”, doskonale uświadamiając sobie fakt, że zapracował na nią obżarstwem. Także poeta Samuel Taylor Coleridge (1772-1834) opisywany był przez współczesnych jako „gruby” i „zwiotczały”, a że nie cieszył się dobrym zdrowiem, to latami szukał lekarstwa na różnego rodzaju dolegliwości trawienne i depresję. Otyłość była również zmorą doktora George’a Cheyneya (1672-1743) – autora wydanej w 1724 roku książki An Essay of Health and Long Life. Przeszedł on na dietę laktowegetariańską (mleko i warzywa), a gdy po zakończeniu diety doświadczył efektu jojo – zdecydował się pozostać wegetarianinem do końca życia. W wydanej w 1740 roku The Essay on Regimen umieścił opinię, która z powodzeniem mogłaby paść z ust współczesnego obrońcy praw zwierząt: „Choroby nerwowe człowieka pochodzą od zwierząt trzymanych w zamknięciu. Oglądanie drgawek, agonii i tortur biednego stworzenia, umierającego dla zaspokojenia luksusu i nasycenia bezdusznych, cuchnących organów, wymaga kamiennego serca oraz ogromnego okrucieństwa i dzikości. Nie potrafię znaleźć żadnej różnicy pomiędzy żywieniem się mięsem ludzkim a mięsem zwierzęcym z wyjątkiem nawyku”.

Druga część artykułu ukaże się na portalu MP.PL wkrótce.

Agnieszka Bukowczan-Rzeszut – antropolog kultury, dziennikarka, tłumaczka i autorka związana z krakowskimi wydawnictwami Astra, Znak i Otwarte, autorka książki „Jak przetrwać w średniowiecznym Krakowie” (Astra 2018), a wspólnie z Barbarą Faron książki „Siedem śmierci. Jak umierano w dawnych wiekach” (Astra 2017).

Literatura:

  1. Bittman, M., Animal, Vegetable, Junk, Houghton Mifflin Harcourt 2021
  2. Boycem Ch. & Fitpatrick J., A History of Food in Literature, Routledge 2017
  3. Bukowczan-Rzeszut, A., Kuchnia królów, Wydawnictwo Astra 2020
  4. Davidson, A., The Oxford Companion to Food, 3rd ed., Oxford University Press 2014
  5. Freedman P. (ed.), Food. The History of Taste<,i>, California Press 2007
  6. Selby, A., Food through the Ages, Pen & Sword Books 2008
  7. The Cambridge World History of Food, ed. K.F. Kiple, K.C. Ornelas, Cambridge University Press 2000
  8. Toussaint-Samat, M., Historia naturalna i moralna jedzenia, WAB 2002
24.12.2024
Doradca Medyczny
  • Czy mój problem wymaga pilnej interwencji lekarskiej?
  • Czy i kiedy powinienem zgłosić się do lekarza?
  • Dokąd mam się udać?
+48

w dni powszednie od 8.00 do 18.00
Cena konsultacji 29 zł

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.
Poradnik świadomego pacjenta
  • Flebolog - czym się zajmuje, jakie choroby leczy?
    Flebolog to lekarz zajmujący się diagnostyką i leczeniem chorób żył. Zajmuje się m.in. żylakami, pajączkami naczyniowymi, zakrzepicą żył głębokich, obrzękami i przewlekłą niewydolnością żylną. Flebologia w Polsce nie jest osobną specjalizacją.
  • Ginekolog – czym się zajmuje, jakie choroby leczy
    Ginekolog to lekarz zajmujący się profilaktyką, diagnostyką i leczeniem chorób żeńskiego układu rozrodczego. Opiekuje się pacjentkami w każdym wieku – przeprowadza regularne badania kontrolne, pomaga w doborze metod antykoncepcji, diagnozuje przyczyny zaburzeń miesiączkowania oraz niepłodności, rozpoznaje i leczy choroby nowotworowe żeńskiego układu rozrodczego. Dba również o prawidłowy przebieg ciąży, porodu i połogu.