×
COVID-19: wiarygodne źródło wiedzy

Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

Nie ma odwiedzin

Ewa Stanek-Misiąg

Musimy zrobić wszystko, żeby uniknąć włoskiego scenariusza. Mamy taką szansę – zapewnia prof. Brygida Knysz.


Prof. Brygida Knysz. Fot. MP

Ewa Stanek-Misiąg: Życie w Polsce zamiera na wzór tego, jak zamarło w Chinach. U nas szkoły i uczelnie zamknięto na 2 tygodnie, a w Austrii do Wielkanocy. Czy nie powinniśmy iść tym śladem?

Prof. Brygida Knysz: Nie wykluczam, że tak będzie. Dwa tygodnie mogą dać nam mniejszą liczbę zakażeń, jednak nie spowodują, że epidemia się skończy.

W tej chwili oswajamy się z nową, przedziwną sytuacją, ale pewno niedługo zacznie się znużenie, może też irytacja z powodu narzuconych ograniczeń i coraz częściej padać będzie pytanie: jak długo to jeszcze potrwa? Można to spróbować oszacować?

Nie. Nikt nie wie, ani jak długo potrwa epidemia, ani jaki będzie jej zasięg czy nasilenie.

Obyśmy uporali się z nią jak najszybciej. Ale żeby tak się stało, potrzebny jest wspólny wysiłek nas wszystkich. Tego nie załatwi personel medyczny. To jest mój apel: musimy się podporządkować poleceniom i restrykcjom. One nie są przecież na zawsze. Zostańmy w domu, nie korzystajmy ze środków komunikacji miejskiej, nie spotykajmy się ze znajomymi. Może się okazać, że ktoś nie uprzedził nas, że wrócił niedawno z Włoch i ta informacja wyjdzie dopiero w rozmowie. Co wtedy? Konsternacja. Strach: „może mnie zaraził?” Musimy zrobić wszystko, żeby uniknąć włoskiego scenariusza. Mamy taką szansę.

Dziś z powodu COVID-19 zmarła pierwsza osoba na Ukrainie, 71-letnia kobieta. 1 marca wróciła z Polski. To by znaczyło, że koronawirus był z nami na długo przed tym, jak ogłoszono u nas pierwszy przypadek.

Koronawirus rozprzestrzenia się po świecie od 2 miesięcy. W lutym do Włoch na narty wyjechało wiele osób z Polski. Wiemy, że nie wszyscy zakażeni mają objawy. Być może ta pani miała kontakt z kimś takim.

Być może ten ktoś nie zdaje sobie sprawy z tego, że w ogóle był zakażony.

Tak może się zdarzyć. W zdecydowanej większości przypadków choroba ma łagodny bieg.

Ale dziś już raczej nikt nie mówi, żeby się nie emocjonować, bo na zwykłą grypę umiera więcej osób niż z powodu koronawirusa.

To nie był i nie jest żaden argument. Żadne porównanie. Wciąż mamy sezon grypowy, o czym nie należy zapominać i prawdą jest, że grypa może mieć ciężki przebieg oraz prowadzić do śmierci, natomiast mamy tu i teraz epidemię koronawirusa, który jest nowym, nieznanym wirusem i absolutnie nie można go lekceważyć.

Słyszeliśmy do tej pory, że dla osób poniżej 70. roku życia koronawirus nie jest specjalnie groźny, ale ostatnie doniesienia z Włoch mówią, że pod respiratorami leżą także znacznie młodsi chorzy. Wiadomo dlaczego?

Wirus „lubi” osoby starsze. Im ktoś starszy, tym większe ryzyko, że będzie ciężko przechodzić chorobę i obawa, że skończy się to źle. Natomiast przykład pacjentki z Poznania pokazuje, że dotyczyć to może też osób młodszych. Ta pani miała 57 lat. Była za młoda jak na typowy śmiertelny przebieg COVID-19. Ale jak się dowiedzieliśmy, miała poważne zaburzenia odporności, a to jest sytuacja niezwykle sprzyjająca replikacji (czyli namnażaniu się – przyp. red.) wirusa. Jej organizm nie miał się w ogóle jak bronić.

Na liście chorób, które powodują spadek odporności - a mogą na nie chorować osoby młodsze - są nowotwory, choroby leczone lekami immunosupresyjnymi, cukrzyca, choroby układu krążenia i układu oddechowego.

Nie daje mi spokoju to, że w Polsce wykonuje się dużo mniej testów niż w innych krajach i ogranicza się je do określonych przypadków...

Zdecydowanie popieram jak najszersze badania, jak najszersze testowanie, bo to pozwoli na identyfikację jak największej liczby zakażonych osób, zwłaszcza tych, które nie mają żadnych objawów. Będzie można je odizolować i dzięki temu nie zarażą innych.

No właśnie, bo przecież koronawirusem można się zakazić w autobusie komunikacji miejskiej, którym na przykład z lotniska w Balicach do centrum Krakowa jadą pasażerowie samolotu z Mediolanu/Bergamo. Wczoraj, kiedy we Włoszech zmarło prawie 200 osób, wylądował w Krakowie taki samolot. I dziś.

To fatalnie. Takie loty powinny być odwołane. I na pewno nie jeździłabym takim autobusem. Czy pojazdy są dezynfekowane? Po każdym takim kursie powinny się nimi zająć służby, które dbają o transport. Muszę powiedzieć, że nie rozumiem, dlaczego ludzie nie rezygnują z podróży. Rozmawiałam właśnie z pacjentem, który oświadczył, że jedzie do Niemiec:
„- Po co pan jedzie?
- Bo mam wesele w rodzinie.
- Proszę nie jechać.
- Ale to taka mała impreza.”

To nie jest żaden argument. I nawet jeśli ktoś się wybiera samochodem, to przecież zatrzyma się na stacji benzynowej, skorzysta z publicznej toalety. Wszędzie tam może się zakazić. O podróżach autobusem nie będę nawet mówić. Apeluję do wszystkich: nie ma odwiedzin. Niech wszyscy zostaną tam, gdzie są. Wytrzymajmy trochę.

To dotyczy także wizyt u dziadków?

Tak, oczywiście. Dziadkowie to zazwyczaj starsi ludzie.

Włosi mają optymistyczne informacje na temat leku, który może być pomocny w walce z koronawirusem, to lek stosowany w reumatoidalnym zapaleniu stawów. Państwo zdecydowali o podawaniu leków na HIV i malarię.

Chodzi o chlorochinę i leki antyretrowirusowe. Ten pierwszy ma działanie przeciwzapalne i przeciwwirusowe, a leki antyretrowirusowe hamują proteazę wirusową (enzym, który produkuje wirus, żeby namnażać się w organizmie – przyp. red.).

Czyli to raczej nie jest ratunek dla kogoś, kto trafia na OIT?

Zobaczymy. Musimy dopiero sprawdzić ich skuteczność. Zbadać, czy to będą leki, które podane lekko chorym wyeliminują wirusa, a u ciężko chorych zmniejszą ilość czynnika patogennego (czyli koronawirusa – przyp. red.), który powoduje te wszystkie objawy. Dysponujemy danymi, które mówią, że tak to może działać, ale efekty terapii poznamy najwcześniej za kilka tygodni.

Rozmawiała Ewa Stanek-Misiąg

prof. dr hab. Brygida Knysz kieruje Katedrą i Kliniką Chorób Zakaźnych, Chorób Wątroby i Nabytych Niedoborów Odpornościowych na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu.

14.03.2020

Zachorowania w Polsce - aktualne dane

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Poradnik świadomego pacjenta

  • Jak pojechać do sanatorium?
    Czy można wybrać sobie miejsce, do którego chce się jechać i termin wyjazdu? Czy można wybrać sobie miejsce, do którego chce się jechać i termin wyjazdu? Czy można skorzystać z sanatorium bez zakwaterowania?
  • Jak długo ważna jest recepta w 2020?
    Pacjent, który otrzymał receptę od lekarza, musi pamiętać, że nie jest ważna bezterminowo. Każda recepta ma ściśle określony czas, w którym można ją zrealizować. Dotyczy to zarówno recepty w formie „papierowej”, jak i tzw. e-recepty.