Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

Leczenie otyłości zamiast diety cud

Renata Kołton


Prof. Magdalena Olszanecka-Glinianowicz

Renata Kołton: W Polsce u coraz większej liczby osób stwierdza się nadwagę lub otyłość, co zwiększa u nich ryzyko rozwoju cukrzycy, chorób serca, a nawet niektórych nowotworów. Z czego wynika ten wzrostowy trend otyłości w naszym kraju?

Prof. dr hab. n. med. Magdalena Olszanecka-Glinianowicz: Przede wszystkim chciałam podkreślić, że nadwaga i otyłość to choroby. Należy więc mówić o wzrostowym trendzie zachorowań na nadwagę i otyłość.

Co powoduje, że Polacy coraz częściej zapadają na tę chorobę?

To ogólnoświatowy trend, którego przyczyna jest wieloczynnikowa. Nie można wskazać jednej kluczowej przyczyny. Główne powody to z jednej strony zmieniające się nawyki żywieniowe i zwiększony dostęp do żywności wysokoprzetworzonej, która charakteryzuje się dużą zawartością węglowodanów prostych i tłuszczów, a niewielką ilością błonnika. Konsumujemy także coraz więcej cukru – w Polce w ciągu ostatnich 10 lat jego roczne spożycie per capita wzrosło o prawie 12 kg. Z drugiej strony coraz bardziej zmniejsza się aktywność fizyczna ogółu Polaków, co wynika ze zmiany charakteru pracy i powszechnej dziś mechanizacji, także dotyczącej czynności domowych.

Do czynników środowiskowych należy ponadto powszechne dziś zjawisko przenikania się kultur, które wpływa na nasze nawyki żywieniowe. Niestety w diecie przejmujemy z różnych tradycji kulturowych głównie to, co najgorsze, czyli fast foody z każdego krańca świata – szybkie do przygotowania, łatwe do kupienia i zjedzenia na ulicy. Żyjąc w pędzie, nie zwracamy uwagi na dziesiątki decyzji żywieniowych, które codziennie podejmujemy.

Należy także pamiętać o czynnikach psychologicznych. Żyjemy w świecie, w którym mamy łatwy dostęp do informacji, wiele projektów możemy bardzo szybko zrealizować, tempo życia wzrasta. Wiąże się z tym wiele korzyści, równocześnie jednak obserwuje się coraz większe narażenie na stres i pogłębiającą się izolację społeczną, ponieważ portale społecznościowe zastępują kontakty międzyludzkie. Wiedzie to do rozwoju chorób psychosomatycznych, do których coraz częściej zalicza się także otyłość. Przewlekły stres jest bowiem czynnikiem prowadzącym nierzadko do zaburzeń odżywiania, takich jak zespół kompulsywnego jedzenia, zespół nocnego jedzenia czy wreszcie nałogowego jedzenia. O uwarunkowaniach psychologicznych sprzyjających zachorowaniom na otyłość od wielu lat się dyskutuje, wciąż jednak bywają one niedoceniane.

Jaką rolę w zapobieganiu rozwojowi epidemii otyłości odgrywają lekarze?

Zapobieganie rozwojowi epidemii otyłości wymaga prowadzenia polityki zdrowotnej na wielu poziomach. Sami lekarze ani nawet cała opieka zdrowotna temu zadaniu nie podołają. Potrzebne są działania systemowe, np. wsparcie przemysłu w zakresie reformulacji żywności, czyli zmiany składu przetworzonych produktów żywnościowych. Na pewno wprowadzenie podatków na tzw. niezdrową żywność nie jest dobrym rozwiązaniem. Próbowano to robić, ale takie postępowanie się nie sprawdziło.

Oczywiście każdy lekarz jest zobowiązany do wprowadzania elementów promocji zdrowia i profilaktyki. Jednak kluczową rolą lekarza jest prewencja trzeciorzędowa, czyli leczenie choroby. Już na etapie nadwagi należy pacjentów diagnozować i leczyć, zwłaszcza że w przypadku postępującej choroby terapia staje się coraz trudniejsza. Lekarz każdej specjalności powinien rozpoznać tę jednostkę chorobową i, jeżeli sam nie podejmuje się leczenia, kierować pacjenta tam, gdzie otrzyma właściwą w tym zakresie pomoc.

Na poziomie europejskim trwa obecnie dyskusja oraz prowadzone są innowacyjne badania dotyczące organizacji opieki zdrowotnej nad chorymi na otyłość, z uwzględnieniem zwłaszcza indywidualnego podejścia do pacjenta. Indywidualizacja jest bardzo ważna, myślę jednak, że będzie możliwa dopiero wtedy, kiedy stworzymy system, w którym zostanie jasno pokazana ścieżka chorego na otyłość. Dzisiaj praktycznie każdy lekarz powinien coś robić, żeby w tej kwestii pacjentowi pomóc. Nie ma jednak specjalistów, do których moglibyśmy kierować pacjentów, tak jak ma to miejsce w przypadku chorego na cukrzycę, którego kierujemy do diabetologa, czy pacjenta z chorobami sercowo-naczyniowymi, któremu wypisujemy skierowanie do kardiologa.

Chorego na otyłość pozostawiono samego sobie. Leczenie otyłości jest wpisane w obowiązki lekarza rodzinnego, ale zajmuję się tym problemem od 20 lat i widzę, że nawet pełni dobrej woli lekarze w naszym obecnym systemie nie są w stanie efektywnie leczyć otyłości, zwłaszcza u tych pacjentów, u których występują zaburzenia odżywiania i cała gama innych problemów.

Czy lekarze powinni kierować pacjentów chorych na otyłość do gabinetów dietetyków?

Dietetyk nie jest osobą, która zajmuje się leczeniem. Pacjent chory na otyłość powinien być pod opieką zespołu terapeutycznego – lekarza, dietetyka, psychologa i fizjoterapeuty. Do kompetencji dietetyka należy udzielenie pacjentowi porad w zakresie edukacji żywieniowej i praca nad jego dietą. Jeżeli chory cierpi na zaburzenia odżywiania, powinien trafić do psychoterapeuty specjalizującego się w prowadzeniu terapii w tym zakresie.

Dlatego na świecie dąży się dziś do tworzenia wieloprofilowych ośrodków terapeutycznych angażujących wspomniane już zespoły terapeutyczne. Z piśmiennictwa medycznego i z własnego doświadczenia wiem, że u pacjentów z zaburzeniami odżywiania, którzy trafiają tylko do dietetyków, dochodzi do pogłębienia zarówno samych zaburzeń odżywiania, jak i otyłości.

Kto w takim razie Polsce już dziś może pomóc chorym na otyłość?

Obecnie działa program certyfikacji Polskiego Towarzystwa Badań nad Otyłością (PTBO). Na naszej stronie dostępna jest lista lekarzy, którzy otrzymali już certyfikat i deklarują, że zajmują się leczeniem otyłości. Program ruszył zaledwie kilka miesięcy temu, a na stronie mamy już ponad 400 nazwisk osób, które ukończyły nasze szkolenie.

Program certyfikacji PTBO to pierwszy krok w kierunku cyklicznych, szerszych szkoleń, które planujemy w ciągu najbliższych miesięcy. W tej chwili szkolenie obejmuje 6 bezpłatnych wykładów, które w sumie trwają kilka godzin. W przyszłości chcemy, aby zmierzało to w kierunku utworzenia odrębnej specjalizacji z zakresu profesjonalnego leczenia nadwagi i otyłości – tzw. obesitologii. Nasze działania spotkały się z uznaniem Europejskiego Towarzystwa Badań nad Otyłością (ang. European Association for the Study of Obesity – EASO), które przyznało Polskiemu Towarzystwu Badań nad Otyłością nagrodę w kategorii najlepszy program szkoleniowy dla lekarzy w Europie w 2018 r.

Rozpoczynanie od szkolenia lekarzy jest wprawdzie podejściem do problemu niejako od tyłu, chcemy jednak pokazać Ministerstwu Zdrowia i Narodowemu Funduszowi Zdrowia, że w Polsce jest dostępna wyspecjalizowana kadra, która może pracować w ośrodkach leczenia otyłości, jeśli te tylko zaczną powstawać. Lekarze chętnie sięgają po wiedzę z zakresu leczenia otyłości, jednak w realiach naszego systemu jest im trudno ją wdrażać. Często spotykam się z opiniami np. lekarzy rodzinnych, że znacznie chętniej diagnozowaliby pacjentów w kierunku otyłości i rozpoczynali terapię, gdyby wiedzieli, że w razie potrzeby mogą skierować chorego do specjalisty czy do ośrodka, w którym będzie miał zapewnioną dalszą, kompleksową opiekę.

A więc grupa pacjentów, którzy chorują na otyłość jest coraz liczniejsza, ale do lekarza zgłaszają się z powodu innych dolegliwości. Jednak otyłość wpływa na proces terapeutyczny różnych chorób.

Dokładnie tak. I niestety powstaje błędne koło. Leczymy powikłania otyłości, a nie leczymy jej przyczyny. Terapia powikłań nie przynosi natomiast takich efektów, jakich byśmy oczekiwali. Choć i tak muszę przyznać, że w ciągu ostatnich 10 lat dokonała się niemal rewolucja w spojrzeniu lekarzy na nadwagę i otyłość. Coraz częściej nazywają ją chorobą, widzą potrzebę jej diagnozowania, i wiedzą, że stanowi ona przyczynę powikłań, które leczą.

Czy lekarze, np. lekarze rodzinni, są odpowiednio szkoleni, by udzielać pacjentom porad dotyczących prawidłowego odżywiania? Skąd powinni czerpać wiedzę?

Jak już wspomniałam, lekarz nie jest tym specjalistą, który powinien edukować pacjenta w zakresie prawidłowego odżywiania. Jest to zadanie głównie dla dietetyka. Do obowiązków lekarza należy rozpoznanie choroby, zdiagnozowanie jej przyczyny, np. zaburzeń odżywiania, depresji czy przyjmowania leków zwiększających łaknienie i w rezultacie powodujących przyrost masy ciała. Następnie lekarz powinien nadzorować proces terapeutyczny, kontrolować, czy pacjent realizuje zalecenia dotyczące zmian sposobu odżywiania, w razie potrzeby zalecić psychoterapię, zastosować wsparcie farmakologiczne czy skierować pacjenta na leczenie chirurgiczne.

Jeżeli lekarz działa sam i chciałby udzielać porad dotyczących prawidłowego odżywiania, to wyniesioną jeszcze ze studiów podstawową wiedzę w tym zakresie może poszerzyć. W piśmiennictwie dostępne są liczne artykuły dotyczące wpływu różnych składników pokarmowych na zdrowie człowieka. W zasadzie każdy lekarz powinien umieć po przeprowadzeniu krótkiego wywiadu żywieniowego określić elementy diety korzystne i niekorzystne dla pacjenta i zalecić pożądane zmiany żywieniowe. Nie ma jednak jednej, idealnej recepty na prawidłowe odżywianie. Z każdym pacjentem powinno się pracować, indywidualnie oceniając jego możliwości wdrożenia zmian czy potrzeby smakowe. Nie jest to więc proste wyzwanie.

Wiele osób próbuje samodzielnie pozbyć się zbędnych kilogramów. Czy bezpieczne jest korzystanie z różnych „diet cud”, które można dziś dobrać do własnych preferencji – np. jedzenie głównie produktów białkowych albo prawie samych owoców lub unikanie glutenu czy laktozy?

Niemal każdy pacjent, który stosuje „diety cud”, wcześniej czy później trafi do lekarza z różnymi powikłaniami. Niestety wielu ludzi żeruje na chorobie, jaką jest otyłość. W różnych książkach i opisach diet ich autorzy obiecują fenomenalne efekty, a w rezultacie obserwujemy pogarszający się stan zdrowia coraz młodszych osób. Żadna z takich cudownych kuracji nie przynosi długotrwałych rezultatów. Ich ostatecznym efektem jest kolejny przyrost masy ciała. Byłoby korzystniej, gdyby pacjenci się nie odchudzali, a tylko utrzymywali stabilną masę ciała. Fundowanie sobie kolejnych spadków i przyrostów masy ciała jest bardzo szkodliwe dla zdrowia.

Należy podkreślić różnicę pomiędzy odchudzaniem a leczeniem otyłości. Odchudzanie nastawione jest na szybki, spektakularny efekt. Niestety na ogół krótkotrwały. Decyzję o zastosowaniu jakiejś diety podejmujemy często pod wpływem impulsu, np. gdy zbliżają się wakacje. Ale nad tym, co będzie jesienią, już się nie zastanawiamy. Natomiast w leczeniu otyłości cel stanowi ogólna poprawa stanu zdrowia pacjenta. Tempo spadku masy ciała nie jest tu najistotniejsze.

Czyli dla osoby chorej na otyłość większym sukcesem będzie utrata 10 kg w ciągu 3 miesięcy niż 3 tygodni?

Na sukces w leczeniu otyłości nie trzeba patrzyć poprzez pryzmat utraconych kilogramów. Istotniejsza jest poprawa stanu zdrowia i jakości życia pacjenta. To nie jest bieg po utratę kilogramów – spadek masy ciała może następować w wolniejszym tempie. Ważne, aby po kilku tygodniach czy miesiącach nie przytyć, i to z nawiązką, bo to spowoduje pogorszenie stanu zdrowia. Sukces polega na utrzymaniu niższej masy ciała uzyskanej w czasie leczenia przez kolejne miesiące i lata.

Jakie są zatem najważniejsze zasady zdrowego odżywiania i zarazem zdrowego odchudzania?

Jeszcze raz podkreślę: nie istnieje zdrowe odchudzanie. Mówimy o leczeniu otyłości.

Zasady zdrowego odżywiania można podsumować w kilku punktach. Po pierwsze, ograniczenie spożycia węglowodanów prostych, a zwiększenie spożycia błonnika. Zaznaczam, że błonnik to także węglowodany. Powtórzę więc, że nie chodzi o ograniczenie wszystkich węglowodanów, ale tylko tych prostych. Należy zatem jeść razowy chleb, graham, kasze, brązowy ryż, razowe makarony.

Po drugie, warto sięgać po produkty o mniejszej zawartości tłuszczu. Zalecane jest spożywanie chudych wędlin, unikanie mielonych. Wybierajmy kawałki mięsa, które nie są przerośnięte tłuszczem. Okazuje się, że spożywając podwójną porcję tuńczyka w puszce w sosie własnym, dostarczymy tę samą ilość kalorii co 1 porcja tuńczyka w oleju. Spożywajmy też chudy nabiał. Tłusty twaróg można zastąpić chudym, śmietanę – jogurtem. Jedna łyżka śmietany odpowiada pod względem kalorycznym 12 łyżkom jogurtu.

Po trzecie, ograniczmy spożycie cukru, np. słodzonych napojów czy soków owocowych. Nie dosładzajmy kawy, herbaty czy różnych potraw. Wypicie 6 szklanek herbaty, z których każdą osłodzimy 2 łyżeczkami cukru, to jak zjedzenie bułki z szynką. Nie oznacza to, że w ogóle nie powinniśmy jeść słodyczy, ale należy to spożycie kontrolować, np. wyznaczyć sobie dwa dni w tygodniu, kiedy można zjeść niewielką porcję czegoś słodkiego. Wszystko można od czasu do czasu zjeść, nawet hamburgera, ale powiedzmy 3 razy w roku, a nie 3 razy w tygodniu.

Po czwarte, pamiętajmy, żeby produkty zamieniać w zakresie znanych smaków. Jeśli dotychczas komuś smakował tłusty twaróg, niech po prostu spróbuje jeść chudy. Wśród moich pacjentów jest już wielu miłośników wiejskiego chudego twarożku. Nie szukajmy też produktów, które są dla nas obce, i których dotychczas nie jedliśmy tylko dlatego, że w Internecie napisano, że trzeba je jeść.

Po piąte, pamiętajmy, że jakość naszego jedzenia zależy także od sposobu przyrządzania posiłków. Mięsa nie należy smażyć, tylko piec bez użycia tłuszczu, gotować lub grillować, drób jeść bez skóry. Schabowy bez panierki upieczony w piekarniku ma 30% kalorii mniej niż tradycyjnie smażony. Ważne jest także niejedzenie pomiędzy posiłkami. A jeżeli bardzo tego „podjadania” potrzebujemy, to sięgajmy wtedy wyłącznie po warzywa, bez dodatków jakichkolwiek dipów czy sosów, które mogą nam dostarczyć dodatkowej energii. Pamiętajmy też, że owoce nie są dobrą formą dojadania pomiędzy posiłkami. Owoc to jest posiłek – drugie śniadanie albo podwieczorek, na pewno nie przegryzka.

Naszych pacjentów powinniśmy więc uczyć racjonalnych wyborów. Ogólnie chodzi o zmianę jakości tego, co jemy. Mówienie „jedz mniej” to błąd, powinno się raczej mówić „jedz inaczej”. Ważne, żeby organizmowi dostarczyć mniejszej ilości kalorii. Objętość posiłków może być duża. Kiedy człowiek widzi, że talerz jest pełny, jego mózg notuje, że posiłek będzie wystarczająco obfity.

Czy zasada mniejszego, ale napełnionego po brzegi talerza jest w tej sytuacji skuteczna?

Z dłuższej obserwacji wynika, że ta zasada nie przynosi oczekiwanych efektów. Nasz mózg szybko się orientuje, że jest oszukiwany. Lepiej na większym talerzu położyć dużo produktów o niskiej kaloryczności, tak aby całość sprawiała wrażenie obfitości. Nie sprawdza się także bardzo popularna zasada „jedz połowę tego, co zazwyczaj”. Podobnie jak w przypadku mniejszego talerza, mózg nie pozwala się długo oszukiwać. Lepiej przygotowywać sobie objętościowo duże porcje, ale składające się np. z małego kawałka mięsa, 50 gramów kaszy i stosu sałaty z pomidorami czy różnych innych warzyw.

Zdecydowana większość ludzi nie waży jedzenia. Niektórzy ewentualnie kierują się liczbą standardowych porcji. Tym pojęciem operują także pragmatyczne wytyczne czy zalecenia. Co to jest standardowa porcja? Czy taka metoda ułatwia pacjentom przestrzeganie zaleceń żywieniowych?

Wielkość porcji jest rzeczą względną, trudno tu mówić o standardach. Posługując się choćby miarą łyżki, możemy odmierzyć różną objętość danego produktu. Łyżki z poszczególnych kompletów różnią się wielkością, a do tego można nabrać łyżkę płaską bądź czubatą. Szklanki kiedyś miały objętość 250 ml, ale dziś już tak nie jest. Nie jesteśmy w stanie określić, jakiej wielkości jest standardowy plasterek czy kromka – może być przecież ukrojona z początku chleba bądź ze środka, a dostępne pieczywo jest bardzo zróżnicowane.

Ważenie posiłków jest więc jak najbardziej wskazane. Pozwala to podważyć zakodowane gdzieś w głowie wyobrażenie tego, co jest małe, średnie czy duże. Powinny się zgadzać liczby, wtedy wiadomo, ile rzeczywiście jemy. Szczególnie że mamy też tendencję do postrzegania rzeczy, które lubimy, a których nie powinniśmy dużo jeść, jako małych, a te, które nam nie smakują, urastają w naszej głowie do wielkich rozmiarów. Z jabłka, które waży 250 gramów, robi się nam jabłuszko, za to marchewka wydaje nam się tak ogromna, jakby była wyhodowana pod Czarnobylem. Ważyć pokarmy powinniśmy przynajmniej przez jakiś czas. Większość osób po kilku miesiącach potrafi już „na oko” w miarę poprawnie ocenić ciężar danego produktu.

Wspominała Pani o potrzebie spożywania większych ilości błonnika. Co konkretnie może zalecić lekarz, aby pacjent stosował się do tych zaleceń? Czy optymalne według badań dzienne spożycie błonnika pokarmowego – 25–29 g/d – można uzyskać, jedząc tyle porcji, ile zaleca piramida zdrowego żywienia?

W praktyce trudno powiedzieć, ile porcji powinien pacjent zjadać, aby dostarczyć zalecane ilości błonnika. Piramidę zdrowego żywienia traktowałabym bardziej jako pewnego rodzaju zachętę do wprowadzenia właściwego sposobu odżywiania się niż konkretną informację. Nawet pracownicy opieki zdrowotnej nie zawsze potrafią jej zalecenia dobrze zinterpretować. Takie wyliczenia są na ogół dla chorych zbyt szczegółowe.

Myślę, że wystarczy, jeśli lekarz po prostu zachęci pacjenta do jedzenia tych produktów, które zawierają dużo błonnika pokarmowego. Nie musi nawet podkreślać, że chodzi o dostarczenie błonnika. Może przekonywać do jedzenia tych produktów na przykład dlatego, że zwiększają objętość posiłku i dają poczucie sytości.

Wśród produktów o dużej zawartości błonnika znajduje się np. brukselka – ma go w przybliżeniu tyle, ile bób – czy suszone owoce – jabłka, śliwki, morele. Panuje jednak przekonanie, że błonnik zawierają niemal wyłącznie produkty pełnoziarniste i rośliny strączkowe. Gdzie można szukać wiarygodnych informacji na ten temat?

Razowe produkty zbożowe rzeczywiście cechuje duża zawartość błonnika. Do diety warto wprowadzić także otręby owsiane – zamiast płatków śniadaniowych można zjeść np. owsiankę na chudym mleku. Bogatym źródłem błonnika są również warzywa i nasiona strączkowe – czyli np. groch, fasola, zielony groszek. Warzywa należy dodawać do każdego głównego posiłku. Jeśli chodzi o nasiona strączkowe, to zalecane jest spożycie 3 razy w tygodniu około 60 gramów.

Jako źródła błonnika nie polecam natomiast suszonych owoców, ponieważ zawierają bardzo dużo kalorii. Przykładowo suszone morele są 10 razy bardziej kaloryczne niż świeże; 100 gramów suszonych owoców to około 300–500 kalorii.

Szczegółowe informacje na ten temat można znaleźć w tabelach składu i wartości odżywczej żywności Instytutu Żywności i Żywienia.

Które produkty bogate w błonnik najchętniej wybierają Pani pacjenci?

Generalnie sięgają po produkty zbożowe i warzywa. Wybór konkretnych warzyw to już kwestia indywidualnych upodobań. Wpływa na to także ich dostępność o danej porze roku.

Czy zwiększanie spożycia błonnika w diecie powinno się odbywać stopniowo? Na przykład w obawie przed ewentualnymi dolegliwościami ze strony układu pokarmowego, jak wzdęcie, gazy, ból brzuch, biegunka. Co można doradzić pacjentom, którzy mają problemy z tolerancją produktów zawierających błonnik?

Myślę, że trudno mówić o nietolerancji produktów zawierający dużo błonnika. Mówi się raczej o zmianach w przewodzie pokarmowym, które powodują pewne dolegliwości. Błonnik przyspiesza perystaltykę jelit. Może to spowodować wzdęcia, gazy, bóle brzucha czy biegunkę. Ale to naprawdę bardzo rzadko występujące zaburzenia.

Ewentualne dolegliwości obserwowałam u pacjentów z chorobami przewodu pokarmowego, takimi jak zespół jelita drażliwego, uchyłkowatość jelita czy nieswoiste zapalenie jelit, ale to były naprawdę pojedyncze przypadki. Jeżeli ktoś nie cierpi na tego rodzaju schorzenia, to zwiększenie ilości spożywanego błonnika nie spowoduje u niego problemów. Należy tylko więcej pić.

Wspomniała Pani o ograniczeniu spożycia cukru. Czy cukrów prostych powinien unikać każdy dbający o swoje zdrowie człowiek, czy dotyczy to głównie osób chorujących na nadwagę i otyłość, zagrożonych wystąpieniem zaburzeń gospodarki węglowodanowej?

Zasada unikania cukrów prostych dotyczy każdego. To, że dzisiaj nie chorujemy na nadwagę czy otyłość, nie znaczy, że za jakiś czas nas to nie spotka. Nie ma ludzi, którzy mogą bezkarnie pochłaniać wszystko, nawet jeśli w danym momencie są bardzo szczupli.

Polskie Towarzystwo Diabetologiczne zaleca, by rozważyć stosowanie metforminy u osób w stanie przedcukrzycowym, zwłaszcza tych ze wskaźnikiem masy ciała (BMI) ≥35 kg/m2 i <60. roku życia oraz u kobiet po przebytej cukrzycy ciążowej, w ramach prewencji farmakologicznej cukrzycy. Czy istnieją jakieś dowody wskazujące, że leczenie metforminą, poprzez zmniejszenie insulinooporności, może ułatwiać otyłym pacjentom redukcję masy ciała?

Podobnie jak w odniesieniu do otyłości za początek tej choroby można uznać nadwagę, tak w przypadku cukrzycy jej początek stanowią stany przedcukrzycowe, czyli nieprawidłowa glikemia na czczo i nieprawidłowa tolerancja glukozy. Ustaliliśmy tylko pewne punkty odcięcia dla różnych stanów patologicznych. Z patofizjologicznego punktu widzenia cukrzyca rozpoczyna się wraz z rozwojem insulinooporności i niewątpliwie metformina przyczynia się do zahamowania jej postępu. Jednak przyczynowe leczenie insulinooporności to leczenie otyłości, a nie stosowanie metforminy.

Nie znam dowodów wskazujących, że stosowanie metforminy wspomaga redukcję masy ciała. Z punku widzenia Evidence Based Medicine nie jest to lek wspomagający leczenie otyłości, natomiast leczy jej skutki.

Pani Profesor jest Przewodniczącą Komitetu Organizacyjnego i Naukowego VII Zjazdu Polskiego Towarzystwa Badań nad Otyłością i 7th Central European Congress on Obesity (CECON), które odbędą się w dniach 12–14 września tego roku w Centrum Kongresowym Zamek Kliczków koło Bolesławca. Temat wiodący tych spotkań to „Fakty i mity na temat otyłości”. Do jakiej grupy lekarzy te wydarzenia są adresowane, kogo mogą zainteresować?

Zjazdy Polskiego Towarzystwa Badań nad Otyłością organizujemy co drugi rok już od 14 lat. To bardzo interdyscyplinarne spotkania, które mogą zainteresować różnych specjalistów, zarówno lekarzy rodzinnych, jak i diabetologów, endokrynologów, kardiologów, ginekologów, psychiatrów czy chirurgów, którzy interesują się chirurgią bariatryczną. Tematyka wykładów jest bardzo szeroka i myślę, że każdy, kto jest zainteresowany leczeniem otyłości i jej powikłań, znajdzie w naszej propozycji coś ciekawego dla siebie. Spotkanie może też stać się inspiracją do nowych badań czy działań praktycznych.

W zjeździe, głównie w charakterze uczestników, ale także prelegentów, uczestniczą ponadto dietetycy, psycholodzy oraz fizjoterapeuci. Staramy się pokazać różne oblicza otyłości i przedstawić tę chorobę i możliwości jej leczenia z punktu widzenia wielu grup specjalistów.

Tematem wiodącym spotkania są „Fakty i mity na temat otyłości”. Podobnie jak podczas naszej rozmowy, będziemy się starać mówić o tym, co jest prawdą, a co prawdą nie jest w odniesieniu do otyłości. Chcemy uświadomić lekarzom, że często oni sami przekazują pacjentom mity, które potem utrudniają im pracę. Zależy nam na obaleniu fałszywych przekonań i przedstawieniu faktów w taki sposób, aby było łatwiej przekazać tę wiedzę pacjentom. Jako Polskiemu Towarzystwu Badań nad Otyłością zależy nam również, aby środowisko medyczne mówiło na temat tej choroby jednym językiem, żeby pacjent, który trafia do różnych specjalistów, nie miał poczucia szumu informacyjnego i wątpliwości, co jest prawdą.

Prof. dr hab. n. med. Magdalena Olszanecka-Glinianowicz – specjalista chorób wewnętrznych i zdrowia publicznego, Prezes Polskiego Towarzystwa Badań nad Otyłością, Kierownik Katedry Patofizjologii i Zakładu Promocji Zdrowia i Leczenia Otyłości Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach, autorka i współautorka 210 artykułów opublikowanych w recenzowanych czasopismach naukowych polskich i zagranicznych, dwóch rozdziałów w książkach wydanych za granicą oraz 15 rozdziałów w książkach polskich, członek Rady Generalnej Europejskiego Towarzystwa Badań na Otyłością (ang. General Council European Association for the Study of Obesity) i Międzynarodowego Towarzystwa Badań nad Otyłością (ang. International Association for the Study of Obesity).

Rozmawiała: Renata Kołton

07.06.2019
Zobacz także

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Na co choruje system ochrony zdrowia

  • Pięć minut dla pacjenta
    Lekarze rodzinni mają na zbadanie jednego pacjenta średnio po kilka minut. Taka sytuacja rodzi frustracje po obu stronach – wśród chorych, bo chcieliby więcej uwagi, oraz wśród lekarzy, bo nie mogą jej pacjentom poświęcić.
  • Dlaczego pacjenci muszą czekać w kolejkach?
    Narodowy Fundusz Zdrowia wydaje rocznie na leczenie pacjentów ponad 60 mld zł. Ale ani te pieniądze, ani rozwiązania wprowadzane przez Ministerstwo Zdrowia – tzw. pakiet onkologiczny i pakiet kolejkowy – nie zmienią sytuacji. Dlaczego?