Wykonywane przez niego operacje często kończyły się zgonem chorych, a jego decyzje kliniczne były dla współpracowników zupełnie niezrozumiałe. Doszło do tego, że asystenci przychodzili do pracy bladym świtem,
aby zdążyć zoperować chorych przed przybyciem profesora i tym samym uchronić ich przed wielce
prawdopodobną śmiercią spowodowaną błędami szefa popełnionymi podczas operatywy.