Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

Myśleliśmy, spodziewaliśmy się, ocenialiśmy... - strona 2

12.10.2020
Małgorzata Solecka
Kurier MP

Bo tak naprawdę nie wydarzyło się w ostatnim tygodniu, dziesięciu dniach, nic, o czym nie mówiliby eksperci jeszcze podczas wakacji! Zespół ekspertów PAN przestrzegał – nie tyle przed otwarciem szkół, co konsekwencjami ich otwarcia bez może nie radykalnych, ale na pewno realnych środków bezpieczeństwa. Zamiast nich zaoferowano szkołom papierowe rozwiązania – zasady bezpieczeństwa dla uczniów i personelu. Dyrektorów pozbawiono nie tylko możliwości zarządzania szkołą w sytuacji kryzysowej, ale nie dano im nawet narzędzia w postaci dobrze napisanego rozporządzenia, na podstawie którego mogliby od uczniów, a jeszcze bardziej od ich rodziców, egzekwować przestrzeganie zasad bezpieczeństwa sanitarnego.

Rząd w tej sprawie przyjmuje strategię strusia, ale chowanie głowy w piasek nie zmieni faktów. O ile do połowy września problemem były ogniska zakażeń, w tej chwili głównym problemem jest transmisja rozproszona. Nie można ustalić drogi zakażenia, bo zakazić można się wszędzie. Naukowcy dają narzędzie – w postaci mapy zakażeń nałożonej na mapę szkół, ale premier i tak będzie powtarzać, że strategia przyjęta w sierpniu się sprawdza, a dzieci się nie zakażają. Wbrew faktom (bo nie tylko się zakażają, ale i przenoszą wirusa), będziemy podtrzymywać mit bezpiecznej szkoły tak długo, jak długo się da. Bo do innych rozwiązań jesteśmy nieprzygotowani (nie tylko MZ straciło czas, MEN ustanowiło w tym zakresie osobny rekord). I nie, nie chodzi o wysłanie wszystkich uczniów na naukę zdalną – do czego nieuchronnie prowadzi strategia „nicnierobienia”.

Nadstawianie ucha pochlebcom, a w każdym razie tym, którzy stronią od krytyki, jest przypadłością chyba wszystkich decydentów. O ile jednak w bezpiecznych czasach to przywara, która poddaje się anegdotom, o tyle w kryzysach staje się ona fundamentem błędnych decyzji o nieprzewidywalnie groźnych skutkach – i są podstawy, by przypuszczać, że z takim scenariuszem mamy w tej chwili do czynienia.

Papierowe rozwiązywanie realnych problemów

Brakuje specjalistów na oddziałach intensywnej terapii? Minister zdrowia podpisuje rozporządzenie, zgodnie z którym mogą tam samodzielnie pracować lekarze po 4. roku specjalizacji. A że ci lekarze już tam pracują? Że faktycznie (niekoniecznie zgodnie z dokumentacją) pełnią samodzielne dyżury? Że, w związku z tym realny przyrost kadr na OIT-ach dzięki ogłoszonemu z dumą rozporządzeniu będzie oscylować wokół okrągłego zera?

Inny przykład: zapanowanie na epidemią jest uzależnione od zredukowania wskaźnika reprodukcji wirusa. Znaczącego zredukowania, bo w tej chwili w skali kraju wynosi on 1,7. Jeśli nie zapanujemy nad szerzeniem się wirusa, w największym niebezpieczeństwie znajdą się seniorzy i osoby obciążone chorobami przewlekłymi. Remedium proponowane przez rząd – godziny dla seniorów w sklepach. Rozwiązanie o bardzo niskiej, jeśli w ogóle jakiejkolwiek, skuteczności.

Brak odpowiedzialności za słowa

O tym powiedziano i napisano już bardzo wiele. Że premier odwołał pandemię. Że ogłosił zwycięstwo nad koronawirusem. Ale to nie lipcowe słowa, jak można wnioskować z obserwacji negacjonistów pandemii, zapadły najgłębiej w serca tym, którzy w wirusa nie wierzą i nie chcą stosować się do zasad sanitarnych (maseczki!). – Maseczki nie pomagają. Zdrowi ludzie nie powinni zakrywać nosa i ust. Nie wiem, dlaczego ludzie je noszą – mówił 26 lutego minister zdrowia Łukasz Szumowski. Profesor medycyny, co – wynika to z wielu rozmów z „antycovidowcami” jest potężnym argumentem w ich toku myślenia. Że nie jest on do końca spójny, wiadomo. Ale pokazuje, jak bardzo na wypowiadane słowa powinni uważać wszyscy, zaś ci, którzy funkcję polityczną czy administracyjną łączą z profesją medyczną czy stopniem naukowym – w sposób szczególny. Łatwiej przełknąć prezydenckie „nie szczepię się, bo nie” (bo Andrzej Duda jest medycznym laikiem) niż tyradę prof. Szumowskiego dotyczącą maseczek.

Fatalna komunikacja

O ile wiosną komunikacja była – przez pierwsze tygodnie – mocną stroną polskiej walki z pandemią, od dłuższego czasu jest przeciwnie. Nie można mieć dobrej komunikacji ze społeczeństwem, jeśli się jej... nie prowadzi. Gdzie są, na przykład, spoty na temat reżimu sanitarnego albo przybliżające specyfikę COVID-19, emitowane w stacjach telewizyjnych i internecie? Spoty nakręcone z myślą, podnieśmy poprzeczkę, o różnych grupach odbiorców? Gdzie kampania skierowana do młodych, którzy nie czują zagrożenia dla siebie, więc nie widzą go dla nikogo?

Nie można mieć dobrej komunikacji, jeśli się kłamie w sprawie danych (premier, zaledwie w sobotę, dziesięciokrotnie zaniżył liczbę szkół działających w trybach „pandemicznych”), jeśli się bagatelizuje jedne problemy, a utylitarnie traktuje inne (ponownie premier, o możliwym podwajaniu się liczby zakażonych w przeciągu trzech dni, co – jak komentowali eksperci – byłoby fizycznie niemożliwe).

Nie można mieć dobrej komunikacji, jeśli się nie przeprosi za wpadki, błędy i mniej lub bardziej świadome wprowadzanie w błąd. To jedna z podstawowych zasad pedagogiki. Autorytetu nie buduje się na nieomylności, ale na umiejętności przyznania się do błędu i przeproszenia – zwłaszcza jeśli błąd pociągnął za sobą negatywne skutki.

Nie można mieć dobrej komunikacji, wreszcie, gdy zastępuje się ją propagandą.

strona 2 z 2