Luka w systemie raportowania przypadków zakażeń SARS-CoV-2 wynosiła 22 tys. w skali kraju. Połowa przypadków dotyczy województwa mazowieckiego. Przyczyny? Opóźnienia oraz ręczne wpisywanie danych do systemu z powodu opóźnień w informatyzacji sanepidu.
Fot. pixabay.com
Rozbieżności w statystykach dotyczących liczby zakażeń SARS-CoV-2 wykrył Michał Rogalski, który stworzył niezależną, cieszącą się ogromną popularnością bazę danych statystycznych dotyczących koronawirusa. To on zaalarmował, że oficjalne dane podawane przez Ministerstwo Zdrowia (za danymi WSSE) odbiegały od podawanych przez powiatowe sanepidy. Największe rozbieżności, które mogły zaważyć na ogólnych statystykach zakażeń (i co za tym idzie, przybliżyć Polskę do przekroczenia współczynnika 70 nowych zakażeń na milion mieszkańców, co oznaczałoby narodową kwarantannę), wykrył na Mazowszu i na Śląsku. Minister Adam Niedzielski zażądał wyjaśnień od szefa GIS – miały być znane w ubiegłym tygodniu, najpierw w środę, potem w piątek, ale w piątek szef GIS Jarosław Pinkas, podał się do dymisji i konferencję przełożono na poniedziałek.
Wątpliwości wokół raportowania pojawiały się jednak znacznie wcześniej niż alarm ze strony Michała Rogalskiego. I na wiosnę, i – zwłaszcza – jesienią alarmowano, że dane wprowadzane są do systemu z dużym opóźnieniem, a część pozytywnych wyników, które laboratoria przekazują na bieżąco, ginie w sanepidach – bo po pewnym czasie pracownicy nie wprowadzają ich z powodu dezaktualizacji. Chaos, nie ma co do tego żadnych wątpliwości, spowodowany jest potężną zapaścią kadrową, ale też opóźnieniami technologicznymi: sanepid co prawda już został doposażony w komputery, ale z systemem informatycznym ciągle nie jest najlepiej.
Zastępczyni GIS, Izabela Kucharska, przedstawia to tak: - Zbadaliśmy przyczyny takiego stanu. Najważniejsze kwestie to pewne rozbieżności między różnymi raportami. To raporty, które zbieramy i przygotowujemy w różnych celach.