"Niestety, epidemia nasiliła to zdecydowanie, dlatego że część oddziałów, część szpitali, w całości została przekształcona w szpitale covidowe. Według mojej wiedzy tylko w woj. śląskim wypadło 4,5 tys. łóżek przekształconych w covidowe" – powiedział prezes. Skutek jest taki – opisywał – że szukając łóżek dla poważnie chorych pacjentów, często trzeba sięgać po miejsca w innych województwach, np. pacjent z podczęstochowskiej Blachowni trafił do Lublina.
Jego zdaniem w walce z koronawirusem zbytnio skoncentrowano się na jednej tylko chorobie, należy odblokowywać oddziały dla pacjentów, którzy nie mają COVID-19.
"Pacjenci, którzy w tej chwili trafiają na internę, na chirurgię czy na laryngologię, to są pacjenci skrajnie zaniedbani, którzy przechodzili z tymi chorobami wiele tygodni, często niestety docierając za późno, nie ze swojej winy, z powodu tego, że odbijali się od zamkniętych oddziałów" – alarmuje dr Jagodziński.
Jak mówiła portalowi tarnogorski.info radna Oleś, jej ojciec od pewnego czasu chorował, ale nie miał koronawirusa. Kiedy 27 października jego stan się pogorszył, miał problemy z oddychaniem, pogotowie najpierw odmówiło przyjazdu. "Po konsultacji z zaprzyjaźnioną lekarką zadzwoniłam jeszcze raz, pogotowie przyjechało i ratownicy zapytali tatę, czy chce jeździć po całej Polsce i szukać miejsc. Odmówił" – opowiedziała.
Kilka dni później mężczyzna znów źle się poczuł, tym razem pogotowie przyjechało za pierwszym razem i zabrało go do szpitala pw. św. Kamila w Tarnowskich Górach w stanie skrajnej niewydolności oddechowej. Ponowne badania wykluczyły zakażenie koronawirusem. Mimo tleno- i farmakoterapii stan chorego pogarszał się. Jak podaje szpital, próba przekazania chorego do oddziału intensywnej terapii w 11 innych placówkach nie przyniosła efektu ze względu na brak miejsc. Resyscytacja pacjenta po nagłym zatrzymaniu krążenia nie przyniosła skutku.