Stwierdził, że w ciągu najbliższych dni czy tygodni kwestie związane z finansowaniem zostaną uzgodnione. Trwające ustalenia – jak wyjaśnił - wynikają m.in. faktu, że sekwencjonowanie nie jest świadczeniem zdrowotnym, inaczej niż test w kierunku wykrycia obecności wirusa SARS-CoV-2. "Te zadania będą pewnie finansowane z innych źródeł niż NFZ" – dodał.
Dyrektor Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego - Państwowego Zakładu Higieny wyjaśniał na posiedzeniu komisji, że sytuacja jest na bieżąco monitorowana. "Widać, że w większości krajów udział wariantu brytyjskiego w sekwencjonowanych próbkach rośnie" – stwierdził.
"Na chwilę obecną w Polsce z tych sekwencji zgłoszonych do bazy (…) w ciągu ostatnich 21 dni (…) mamy 458 tych tzw. submisji, czyli zgłoszonych wariantów, gdzie łącznie wariant brytyjski zidentyfikowano w 121 próbkach, a w 112 w ciągu 21 dni. Szacujemy, że w takiej próbie ogólnopolskiej udział jest 25 proc." – powiedział.
Podał, że z badań prowadzonych w woj. podlaskim wynika, że tam ten odsetek wynosi 26 proc., z kolei w Warszawie – 18,5 proc.
"Wznosimy się z poziomu 7-8 czy 9 proc. proc., o którym informowaliśmy wcześniej w kierunku 25 – 30 proc. I to jest trajektoria, która charakteryzowała ten wariant w większości krajów. Takie dane podają Brytyjczycy, Duńczycy, także takie są dane ze Szwajcarii czy Stanów Zjednoczonych" – dodał.
Akcentował, że szczególna uwaga jest także zwracana na wariant południowo-afrykański. Zwrócił uwagę, w poszczególnych krajach pojedyncze sekwencje zawierają ten wariant.
Dyrektor NIZP-PZH podał ponadto, że monitorowany jest także wariant, który roboczo nazwano czeskim, bo czescy wirusolodzy go zidentyfikowali. "On nie ma szczególnych właściwości w ocenie epidemiologicznej różnicujących zakaźność, czy wpływ na przebieg choroby, natomiast widzimy, że ten wariant pojawia się w próbach sekwencjonowania, zatem występuje również w Polsce” - poinformował.