Przedstawiciele rządu mówią, że choć na razie regionalizacja obostrzeń się sprawdza, sytuacja pogarsza się na tyle, że nie można wykluczyć powrotu do ogólnokrajowego lockdownu. Liczby są przeciwko nam – w tym tygodniu średnia dobowa liczby zakażeń może, jak wynika z części analiz, zbliżyć się do 20 tysięcy. – Czekają nas trudne tygodnie. Pilnujmy się – rekomenduje minister zdrowia.
Fot. Jakub Porzycki / Agencja Gazeta
Dane za poniedziałek, czyli niemal 11 tysięcy nowych przypadków, to wzrost w stosunku do poprzedniego poniedziałku o ponad 75 proc. I o ile dane poniedziałkowe niewiele mówią o stanie epidemii (mniejsza liczba testów, opóźnienia w ich raportowaniu), porównanie dwóch poniedziałków wydaje się dobrze uzasadniać przewidywania ministra zdrowia, tak odległe od jeszcze niedawno formułowanych prognoz o 12-tysięcznej średniej dziennej nowych przypadków w szczycie pandemii. W tej chwili Ministerstwo Zdrowia oficjalnie nie prognozuje już niczego, ale pojawiają się opinie – formułowane na podstawie obserwacji modeli matematycznych – że już w tym tygodniu średnia dzienna może wynieść 19-20 tysięcy, zaś od środy liczba nowych przypadków może przekraczać, i to znacząco, 25 tysięcy.
Średnia z siedmiu ostatnich dni, jeśli chodzi o liczbę nowych przypadków w przeliczeniu na liczbę mieszkańców w Polsce wynosi ponad 420 i jest jedną z najwyższych w Europie, choć o wiele gorzej jest w Czechach i Estonii (ponad tysiąc) oraz Serbii i na Węgrzech. W Niemczech wskaźnik ten wynosi w tej chwili niecałe 120. Wielka Brytania, z sukcesem prowadząca kampanię szczepień – nota bene, głównie szczepionką AstraZeneca – ma już wskaźnik na poziomie 85.
Jednak same dane dotyczące liczby nowych przypadków w przeliczeniu na wielkość populacji nie mówią wszystkiego: wskaźnik dla Polski jest obiektywnie wysoki, ale nie można zapominać, przy jak skąpym testowaniu jest on osiągnięty. Pod względem liczby wykonanych testów w przeliczeniu na milion mieszkańców – nadal 87. miejsce na świecie, przedostatnie w Unii Europejskiej. Serbia wykonuje niemal 100 tysięcy testów więcej niż Polska w przeliczeniu na milion osób, Węgry – ponad 150 tysięcy. Niemcy, które wskaźnik zakażonych mają ok. 3,5 razy niższy, testują dwukrotnie więcej niż Polska. Mamy też jeden z najwyższych w Europie (i na świecie) odsetek pozytywnych testów wobec wszystkich wykonanych: obecnie to 25 procent. Wyższy w Europie ma tylko Serbia (ok. 27 proc.), a na świecie – Paragwaj, Ekwador i Demokratyczna Republika Konga (choć gwoli sprawiedliwości – większość krajów Afryki, Azji i Ameryki Południowej nie raportuje danych).
Również pod względem wskaźników nowych zgonów Polska znajduje się – i w Europie, i w świecie – w grupie państw z najtrudniejszą sytuacją. Średnia zgonów z powodu COVID-19 z siedmiu dniu, w przeliczeniu na liczbę mieszkańców, wynosi w tej chwili 7,15. W Europie gorsze wskaźniki mają Czechy (najwyższy wskaźnik na świecie, ponad 20), Słowacja, Węgry, Bułgaria, Mołdawia, Czarnogóra, Północna Macedonia oraz Bośnia i Hercegowina. Na świecie Polskę wyprzedza jedynie Brazylia (8,61) – ale trudno tu mówić o ogromnym dystansie.
W liczbach bezwzględnych, biorąc pod uwagę nowe zakażenia i nowe zgony, jesteśmy w światowej czołówce: w ostatnich dniach regularnie zajmując 5-6 miejsce w obu kategoriach, wśród państw o populacji znacząco, lub wielokrotnie większej niż Polska.