Jak dodał, wariant koronawirusa „Omikron, ze swoją niezwykłą, bezprecedensową zdolnością do przenoszenia się, ostatecznie dopadnie prawie wszystkich”, a wyeliminowanie choroby powodowanej przez wirusa jest nierealne.
Według Fauciego USA wejdą niedługo w nowy etap, „w którym będzie wystarczająco środków ochrony w społeczeństwie, wystarczająco dostępnych lekarstw, więc jeśli u kogoś z grupy podwyższonego ryzyka dojdzie do zakażenia, bardzo łatwo będzie go wyleczyć”.
– Gdy już tam dotrzemy, nastąpi przemiana, a w tym momencie możemy znajdować się u jej progu – przekazał Fauci. Dodał jednak, że w sytuacji, gdy dziennie w USA wykrywa się prawie milion nowych zakażeń, rejestruje prawie 150 tys. hospitalizacji i ponad 1200 zgonów związanych z COVID-19, kraj nie znalazł się jeszcze na tym etapie.
Według oficjalnych danych w USA hospitalizowanych jest obecnie ponad 145,9 tys. osób z COVID-19, przy czym znaczący odsetek trafił do szpitala z innych przyczyn, np. z powodu urazu, a zakażenie wykryto u tych osób po wykonaniu rutynowego testu na obecność koronawirusa.
41-letnia nauczycielka z Houston w Teksasie usłyszała zarzuty po tym, gdy umieściła syna w bagażniku auta, by uniknąć narażenia na zakażenie koronawirusem w drodze do punktu testów drive-thru – podała telewizja CNN. Kobieta została oskarżona o narażenie dziecka na niebezpieczeństwo.
Według CNN do zdarzenia doszło 3 stycznia, kiedy pracownica punktu testów w Houston, zbierając informacje o pacjentach, odkryła że w bagażniku jednego z samochodów stojących w kolejce znajduje się 13-letnie dziecko.
Jak się okazało, był to syn kobiety prowadzącej samochód, lokalnej nauczycielki Sarah Beam. Beam umieściła go tam, by uniknąć infekcji. Syn był zakażony koronawirusem, ale jego matka chciała przeprowadzić dodatkowe badanie.
Kobieta została później zatrzymana i usłyszała zarzuty o narażenie dziecka na niebezpieczeństwo. Chłopcu nic się nie stało. Według sądowych dokumentów, Beam wyszła z aresztu po wpłaceniu kaucji w wysokości 1,5 tys. dolarów.