Szkolne regulaminy vs koronawirus

31.08.2020
Małgorzata Solecka
Kurier MP

Wydaje się, że szkoły są przygotowane na nowy rok szkolny – mówi minister edukacji narodowej na dzień przed rozpoczęciem roku szkolnego. Trudno nie zauważyć paraleli z weselami – w ich przypadku również przedstawicielom rządu wydawało się, że będą bezpieczne.

Fot. Maciej Jaźwiecki / Agencja Gazeta

Dlaczego szkoły były zamykane, gdy liczba zakażonych w Polsce sięgała dwustu osób ogółem, a będą otwarte, gdy dzienny przyrost zakażeń to kilkaset (średnio siedemset) przypadków? Dariusz Piontkowski uważa, że powód jest prozaiczny – na początku nie byliśmy gotowi na zapewnienie opieki medycznej tym, którzy zakażenie przechodzą najciężej, trudno było też przewidzieć rozwój epidemii. – Kiedy okazało się, że jesteśmy w stanie zahamować gwałtowny rozmiar epidemii, to jako polski rząd zaczęliśmy zmniejszać obostrzenia. To dotyczy także szkół, bo skoro w innych dziedzinach życia możemy w miarę normalnie funkcjonować, to nie ma powodu, by szkoły były zamknięte, same szkoły nie zakażają – powiedział w rozmowie z poniedziałkową „Rzeczpospolitą”.

Szkoły nie zakażają, a bezpieczeństwo uczniów i pracowników placówek oświatowych i opiekuńczo-wychowawczych mają gwarantować regulaminy przygotowane przez dyrekcje szkół. Powinny być one – jak mówi minister – przedyskutowane również z przedstawicielami rodziców, co niestety nie jest regułą. Powód? Prozaiczny. Szkoły do ostatniego momentu czekały na wytyczne z MEN i od organów założycielskich – i na konsultacje i szerokie uzgodnienia zabrakło czasu.

Efekty? Do regulaminu funkcjonowania w czasie pandemii w jednej z warszawskich podstawówek (zapewne nie jest to wyjątek), zapisano – zgodnie z wytycznymi MEN i GIS – że „do szkoły może przychodzić tylko: uczeń/pracownik zdrowy, bez objawów wskazujących na infekcję dróg oddechowych, (w przypadku przewlekłych objawów alergicznych rodzic zobowiązany jest przedstawić dyrektorowi szkoły zaświadczenie lekarskie)”, zaś na listę objawów wpisano: podwyższoną temperaturę ciała, ból głowy i mięśni, ból gardła, kaszel, duszności i problemy z oddychaniem, uczucie wyczerpania, brak apetytu, brak węchu/smaku”. Sama lista budzi wątpliwości części doświadczonych nauczycieli, bo po pierwsze u małych dzieci (poza alergikami) jednym z pierwszych objawów infekcji jest katar. Ten jednak nie jest typowym objawem zakażenia SARS-CoV-2 (typowym, czyli zaobserwowanym u dorosłych), więc nie ma podstaw, by wpisywać go na listę.

Regulamin przewiduje też, że jeśli w trakcie dnia szkolnego nauczyciel zaobserwuje u dziecka niepokojące objawy (podwyższoną temperaturę ciała, ból głowy i mięśni, ból gardła, kaszel, duszności i problemy z oddychaniem, uczucie wyczerpania), uczeń zostanie odizolowany w odrębnym pomieszczeniu pod opieką pracownika szkoły wyznaczonego przez dyrektora. Rodzic zostaje niezwłocznie poinformowany telefonicznie o wystąpieniu u dziecka niepokojących objawów i jest zobowiązany do pilnego odebrania dziecka, zaś po odebraniu ze szkoły „dziecka z objawami chorobowymi ma obowiązek poinformowania dyrektora o wyniku badania ucznia przez lekarza”.

strona 1 z 2
Zobacz także
  • 1/3 rodziców uważa, że szkoły nie są przygotowane na przyjęcie dzieci
  • Katowice - sanepid nie zgodził się na hybrydową naukę w szkołach
  • Rodzice zdezorientowani przed rokiem szkolnym
  • "Nie ma powodów, by nie mogły działać szkoły"
Aktualna sytuacja epidemiologiczna w Polsce Covid - aktualne dane

COVID-19 - zapytaj eksperta

Masz pytanie dotyczące zakażenia SARS-CoV-2 (COVID-19)?
Zadaj pytanie ekspertowi!