Szkolne regulaminy vs koronawirus - strona 2

31.08.2020
Małgorzata Solecka
Kurier MP

Tu zaczynają się problemy. Czy regulamin szkoły – który nie jest źródłem prawa – jest wystarczającą podstawą do tego, by nakazać rodzicowi udanie się z dzieckiem do lekarza? Wielu rodziców tak zapewne zrobi. Są jednak i rodzice, którzy zostawią dziecko w domu, zwłaszcza jeśli jego stan ich zdaniem lekarskiej interwencji nie będzie wymagać, ograniczając się do zalecanego leczenia infekcji wirusowych w sezonie jesienno-zimowym: odpoczynek, nawadnianie, lekkostrawna dieta.

Niewykluczone jednak, że tam, gdzie dyrektor nie może, pośle sanepid. Bo w tym samym regulaminie widnieje punkt, że o przypadkach dzieci z podejrzeniem zakażenia (zabranych przez rodziców/opiekunów ze szkoły z objawami infekcji) dyrektor informuje organ prowadzący, rodziców z klasy ucznia, u którego podejrzewa się zakażenie oraz Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego.

Reasumując: jeśli w czasie dnia szkolnego u ucznia (ale też pracownika szkoły) zostaną zaobserwowane objawy mogące świadczyć o zakażeniu, uruchamiane są dodatkowe środki bezpieczeństwa. A rodzice, którzy posłali dziecko potencjalnie chore do szkoły, muszą się liczyć z komplikacjami. Zderzą się też z realiami dostępności POZ: trudno zakładać, by poradnie podstawowej opieki zdrowotnej szeroko otworzyły drzwi przed pacjentami infekcyjnymi, zwłaszcza takimi, którym – ujmując rzecz zdroworozsądkowo – niebezpieczeństwo ciężkiego przebiegu zakażenia nie grozi.

Regulamin nic jednak nie wspomina o uczniach, u których rodzice zaobserwują niepokojące objawy – temperaturę, kaszel, trudności w oddychaniu etc. – i zgodnie z zaleceniami nie poślą ich do szkoły. W takiej sytuacji rodzic, czytając przygotowany dokument literalnie, nie musi powiadamiać ani wychowawcy, ani dyrekcji szkoły o przyczynach, dla których dziecko zostało w domu. Można więc śmiało wyobrazić sobie sytuację, że Jaś Kowalski, u którego w środę rano wystąpił kaszel i temperatura 38,5 stopnia, chodził do szkoły w poniedziałek i wtorek bez objawów infekcji, ale już zakażając – i nikt się o tym zawczasu nie dowie. Zawczasu, czyli zanim wirus dotrze do osób narażonych na ciężki przebieg zakażenia. Wszystko zaś odbędzie się zgodnie z regulaminem i wytycznymi.

– Wydawało się nam, że wesela będą bezpieczne – mówił na początku sierpnia Główny Inspektor Sanitarny. Nie były i nie są, o czym przekonała się najbardziej Małopolska, gdzie największe ogniska zakażeń związane były właśnie z uroczystościami weselnymi. Gdy więc na dobę przed pierwszym dzwonkiem minister edukacji mówi: „Wydaje się, że szkoły są przygotowane na nowy rok szkolny”, trzeba mieć nadzieję, że gdy Iga Kaźmierczyk, ekspertka z Fundacji Przestrzeń dla Edukacji, ocenia, że „szkoły to wesela razy 500”, nie ma racji. Byłoby lepiej, gdyby nie miała.

strona 2 z 2
Zobacz także
  • 1/3 rodziców uważa, że szkoły nie są przygotowane na przyjęcie dzieci
  • Katowice - sanepid nie zgodził się na hybrydową naukę w szkołach
  • Rodzice zdezorientowani przed rokiem szkolnym
  • "Nie ma powodów, by nie mogły działać szkoły"
Aktualna sytuacja epidemiologiczna w Polsce Covid - aktualne dane

COVID-19 - zapytaj eksperta

Masz pytanie dotyczące zakażenia SARS-CoV-2 (COVID-19)?
Zadaj pytanie ekspertowi!