"Działamy na granicy wydolności"

24.03.2021
Beata Kołodziej

Dziecko jest często pierwszym zakażonym koronawirusem członkiem rodziny – powiedziała pediatra i specjalista chorób zakaźnych dr Lidia Stopyra. Covidowy oddział dziecięcy, którym doktor kieruje, działa na granicy wydolności.

W Szpitalu im. Stefana Żeromskiego w Krakowie na oddziale covidowym dziecięcym jest 30 łóżek, wszystkie są zajęte. Niemal przy każdym dziecku czuwa rodzic. Dla dorosłych placówka przygotowała rozkładane fotele, na których mogą spędzić noc przy swoich pociechach. Większość rodziców również ma covid, ale nie są pacjentami szpitala, twierdzą, że czują się dobrze. Mają status osoby opiekującej się dzieckiem. Jeśli ich stan się pogarsza, trafiają na oddział covidowy dla dorosłych.

Na oddziale dziecięcym na COVID-19 leczą się przede wszystkim najmłodsi pacjenci – kilkutygodniowi i kilkumiesięczni. Liczba wypisów jest równa liczbie przyjęć – we wtorek po południu wypisano np. 11 dzieci i tyle samo przyjęto.

"Działamy na granicy wydolności" – powiedziała kierująca oddziałem dr Lidia Stopyra. Sytuację na oddziale porównała do „wojennej”. W miejscu tym w każdej chwili może zabraknąć łóżek. W związku z tym, że jest więcej zakażeń, to więcej jest i poważniejszych przypadków choroby, ale żadne dziecko nie wymaga wsparcia respiratora. Lekarze częściej niż wcześniej obserwują zapalenie krtani w przebiegu COVID-19.

"Rok doświadczenia owocuje współpracą i ze strony rodziców, i ze strony lekarzy i innych szpitali. Rodzice szybko reagują na pierwsze dolegliwości i przywożą dzieci do lekarzy POZ, ci zaś szybko zlecają odpowiednie badania, w razie konieczności hospitalizację" – mówiła dr Stopyra. Do placówki kierowane są też trudniejsze przypadki z innych szpitali. „Im wcześniej dziecko do nas trafi, tym skuteczniejsze leczenie" – zaznaczyła.

Lekarz zapytana o źródła zakażeń wśród dzieci odpowiedziała, że są to najczęściej szkoły, żłobki i przedszkola. „Dziecko często jest pierwszym zakażonym koronawirusem członkiem rodziny” – powiedziała.

Za obecną sytuację pediatra i zakaźnik nie obwinia jednak otwarcia placówek oświaty dla najmłodszych dzieci. "Zamknięcie szkół to duży problem edukacyjny, społeczny, psychologiczny. Ale wśród dorosłych była duża ignorancja wobec wprowadzanych obostrzeń. Część społeczeństwa nie przestrzegała rygorów sanitarnych i za nic miała apele o maseczki, dystans i dezynfekcję" – oceniła dr Lidia Stopyra.

Aktualna sytuacja epidemiologiczna w Polsce

COVID-19 - zapytaj eksperta

Masz pytanie dotyczące zakażenia SARS-CoV-2 (COVID-19)?
Zadaj pytanie ekspertowi!

Partnerem serwisu jest