Polska na drodze brytyjskiej?

25.11.2021
Małgorzata Solecka
Kurier MP

Granica wydolności systemu opieki zdrowotnej to średnia zakażeń na poziomie 40 tys. – przekonuje minister zdrowia. Adam Niedzielski zapowiada, że apogeum obecnej fali powinniśmy osiągnąć w ciągu najbliższych dwóch tygodni. I nie wykluczył wprowadzenia „pewnych obostrzeń”, jeśli „w najwyższym stopniu niepokojąca sytuacja” będzie się utrzymywać. Jednak, jak mówił, Polska idzie w tej sprawie „drogą brytyjską”. Sprawdzamy, czy na pewno.


Minister zdrowia Adam Niedzielski. Fot. Krystian Maj/ KPRM

Omówieniu sytuacji epidemiologicznej była poświęcona duża część popołudniowej konferencji w Ministerstwie Zdrowia.

– W naszym przekonaniu, i mówię o perspektywie tego tygodnia i przyszłego, będziemy mieć apogeum zakażeń – przekazał Niedzielski. Dodał, że jeśli to będzie obecny tydzień, to będzie to około 25 tys. zakażeń, a jeśli przyszły – około 30-35 tys. – W przypadku jeśli nie będziemy mieli sygnałów, które mówią o tym, że osiągamy apogeum i mamy do czynienia z perspektywą spadków, to na pewno wdrażane instrumenty będą musiały przewidywać zwiększanie restrykcji – zapowiedział.

Problem z zapowiedziami Adama Niedzielskiego jest taki, że niezwykle rzadko się one sprawdzają. Jednak akurat te, że średnia zakażeń – oficjalnych, raportowanych w systemie – nie osiągnie granicy 40 tys., za którą minister widzi załamanie systemu opieki zdrowotnej, zapewne się sprawdzą. Potwierdzają to najnowsze dane dotyczące odsetka pozytywnych testów w ogólnej liczbie przeprowadzonych: o ile jeszcze w ubiegłym tygodniu wskaźnik ów spadł w Polsce z ponad 22 do niespełna 12 proc. (a więc dość przyzwoitego, na tle krajów naszego regionu, poziomu), o tyle w tym tygodniu średnia siedmiodniowa utrzymuje się na poziomie 24 proc., przy czym w ostatnich dniach liczba wykonywanych testów oscyluje wokół 100 tys. Ministerstwo Zdrowia chwali się radykalnym zwiększeniem testowania (i to jest prawda), ale ten odsetek pozytywnych testów wskazuje, że jesteśmy daleko od poziomu testowania, który pozwala kontrolować epidemię – powinniśmy wykonywać przynajmniej dwa razy więcej testów. Wtedy jednak, prawdopodobnie, granica 40 tys. zakażeń dziennie nie byłaby wcale trudna do przebicia.

Jest jeszcze jedno zagrożenie: eksperci już wczesną jesienią prognozowali, że obecna fala może charakteryzować się długim przebiegiem wysokiego poziomu zakażeń. Jeśli średnia będzie się utrzymywać przez kilkanaście dni (do świąt, kiedy znów nastąpi „poprawa”, związana z dniami wolnymi), system opieki zdrowotnej może takiego jednostajnego naporu nie wytrzymać tak samo, jak nie wytrzymałby, gdyby przez krótki okres notowano 40-50 tysięcy zakażeń. Zwłaszcza, że można się – jak rok temu – spodziewać poświątecznego odbicia liczby zakażeń i hospitalizacji.

strona 1 z 2