Ja pozostanę w przyjaźni z doktorem Judymem

23.04.2021
prof. dr hab. n. med. Krzysztof Bielecki

Jak cytować: Bielecki K.: Ja pozostanę w przyjaźni z doktorem Judymem. Med. Prakt., 2021; 4: 156–157

Słowo jest czynu testamentem.
Cyprian Kamil Norwid

Czytałem ostatnio książkę Wesleya Smitha „Kultura śmierci. Gdy medycynie wolno szkodzić”. Trudna w czytaniu. Wiele kontrowersyjnych problemów współczesnej medycyny. A oto końcowy cytat z tej książki (s. 357):

Bez względu na to, jaka nas czeka moralna przyszłość – czy zbudowana na fundamencie przysługującej wszystkim równości życia, czy na niesprawiedliwych osądach opartych na posiadanych zdolnościach lub subiektywnym rozumieniu jakości – to, co dziś zasiejemy w polityce publicznej i procedurach etycznych, z pewnością będziemy kiedyś żąć – plonem będzie sposób, w jaki potraktuje się nas samych i tych, których kochamy.

Wszyscy sie starzejemy. Chorujemy. Opadamy z sił. Stajemy się niepełnosprawni. Tak jak w nieunikniony sposób zmieniają się pływy, tak nadchodzi dzień, w którym to, czego będziemy potrzebować od innych, znacznie przeważy to, co będziemy im mogli oddać. Kiedy osiągniemy ten etap życia, czy wciąż będziemy kochani, otaczani opieką, szanowani? Czy wciąż będziemy uznawani za osoby podlegające równej ochronie prawnej? To te pytania zadecydują o moralnej kondycji medycyny na resztę dwudziestego pierwszego wieku i jeszcze dłużej.

Każdy Człowiek musi się przygotować w swoim życiu do trzech egzaminów: przeżywania cierpienia, przeżywania starości i przygotowania się do umierania.
Moja odpowiedź na powyższe pytania jest następująca: Tak, będziecie kochani, zaopiekowani i szanowani, przynajmniej przeze mnie, dopóki żyję i sił mi wystarczy, ponieważ na moim sztandarze życiowym od ponad 60 lat bycia lekarzem jest napisane „Chcę żyć w przyjaźni z doktorem Judymem”.

Lekarzem zostałem pod wpływem mojej świętej pamięci Matki. Mając 17 lat, cóż mogłem wiedzieć o etosie i powołaniu lekarskim. Ale zaufałem Matce, która mi powiedziała, że lekarz to najpiękniejszy zawód i powołanie życiowe, bo niesie pomoc drugiemu człowiekowi. Nie mówiła, że będę zarabiał dużo pieniędzy, ale że z głodu nie umrę, bo na to nie pozwolą pacjenci. Jestem pierwszym lekarzem w rodzinie. Nie było w mojej karierze zawodowej protekcji, nepotyzmu i tym podobnych sytuacji. Dochodziłem do wszystkiego dzięki wysiłkowi moich Rodziców i własną pracą. Bardzo wcześnie w moim zawodowym, lekarskim życiu pojawił się etos doktora Tomasza Judyma. Starałem się pomagać tym, którzy tej pomocy potrzebowali. Bardziej niż na stronę materialną pełnionej służby lekarza zwracałem uwagę na doskonalenie swoich umiejętności zawodowych, tak aby moje działanie było skuteczniejsze. Szpital, zakład histologii, zakład fizjologii człowieka, biblioteka lekarska, dyżury, zebrania naukowe i wreszcie rodzina – to były moje poletka, które uprawiałem.

Zawsze przy mnie był doktor Judym. Im kto był biedniejszy, tym bardziej chciałem Mu pomóc. Miałem szczęście, bo spotykałem na swej drodze wiele osób, które były moimi moralnymi autorytetami i które w chwilach zwątpienia i niepokoju wspierały mnie radą lub przykładem swojego życia. Do takich autorytetów należeli moi nauczyciele medycyny: prof. Józef Kubiak, prof. Edward Rużyłło, prof. Marcin Kacprzak. Prof. Kacprzak był rektorem Akademii Medycznej w Warszawie, kiedy na niej studiowałem w latach 1955–1960. Do dziś pamiętam Jego powiedzenia: „Nie wstydźcie się być dobrymi dla swoich chorych” i „Lekarz czasami może wyleczyć, często może pomóc, ale zawsze może pocieszać chorego”. To pocieszanie chorego i często dawanie lub nieodbieranie nadziei stało sie dla mnie ważniejsze niż zarobkowanie na medycynie. Nadzieja była i jest często jedyną wartością, którą chory posiada.

W pewnym okresie życia poznałem Pana Profesora Andrzeja Szczeklika. Przeczytałem Jego książki. Od razu Go pokochałem. Napisałem do Niego list – odpisał od razu. Listy pisaliśmy nie na komputerze, ale odręcznie. To coś bardzo osobistego. Pewnego razu wysłuchałem Jego wykładu na Uniwersytecie Warszawskim. Byłem już pewien, że nadajemy na podobnych falach. Postanowiłem nic nie zmieniać w swoim życiu. Modliłem się, abym tylko wytrzymał...

Bardzo podoba mi się twierdzenie, że istnieją tylko dwa powołania w życiu publicznym, a mianowicie powołanie kapłańskie i lekarskie. Medycyny można się nauczyć, ale lekarzem trzeba się urodzić. Dobry lekarz to przede wszystkim dobry człowiek. A dobroci nie można się nauczyć. Albo się jest dobrym, albo się nie jest. Albo się jest egoistą, albo sprawy innych są ważniejsze od własnego ego. Uważam, że bycie lekarzem to nie tylko zawód. Medycyna nie jest towarem na sprzedaż. Dominacja ekonomii w służbie zdrowia jest, moim skromnym zdaniem, nieetyczna. Naród powinien być przede wszystkim zdrowy i mądry. Na straży zdrowia Narodu stoją lekarze, pielęgniarki i inny personel medyczny. Służby te powinny mieć zapewnione materialne i organizacyjne warunki właściwego pełnienia swego powołania. To głównie lekarze walczą o poprawę sytuacji w służbie zdrowia, a to powinien być priorytet dla polityków, przy czynnym merytorycznym wsparciu lekarzy. Wmanewrowanie lekarzy w walkę o poprawę systemu służby zdrowia spowodowało, że wielu zgubiło to, co w powołaniu lekarskim jest najważniejsze, a mianowicie misję niesienia pomocy potrzebującym i chorym, niezależnie od tego, na ile ktoś wyceni naszą pracę. To też spowodowało, że wielu zapomniało między innymi o doktorze Judymie. Nie zapominajmy o moralnych drogowskazach naszego powołania.

Cierpimy na brak autorytetów. Życie ludzkie jest za krótkie, aby samemu wypracować własne zasady etyczne i moralne. Szukajmy wokół siebie tych, których możemy naśladować. Moim zdaniem do takich autorytetów należał doktor Judym, pomimo często tragicznych zmagań z otaczającym go światem. Mimo wielu rozczarowań w swoim życiu doktor Judym znajdował szczęście w niesieniu pomocy najbiedniejszym. Tego uczucia sobie i innym lekarzom życzę.

A oto jeden z najgłębszych sekretów życia, który brzmi: „Naprawdę warto robić w życiu tylko to, co robimy dla innych ludzi” (Lewis Carroll). Przestańmy się roztkliwiać nad swoją sytuacją, rozejrzyjmy się wokół i zobaczymy, że są bardziej potrzebujący wsparcia i opieki. Misję lekarzy pięknie wyraziła Edyta Stein, patronka Europy: „Jesteśmy na świecie, aby służyć ludzkości”. I jeszcze inny piękny cytat: „W pogoni za szczęściem pół świata jest na niewłaściwym tropie. Ludzie Ci myślą, że polega ono na posiadaniu i otrzymywaniu oraz na tym, żeby im służono. A naprawdę szczęście znajduje się w dawaniu i służeniu innym” (Henry Drummond). Nasz wielki rodak, papież, Święty Jan Paweł II, którego tak chętnie i często przywołujemy, tak powiedział: „Człowiek jest wielki nie przez to, co posiada, lecz przez to, kim jest, nie przez to, co ma, lecz przez to, czym dzieli się z innymi”.

Jestem pewien, że wielu Czytelników po przeczytaniu powyższego tekstu pomyśli sobie, co ten starszy Kolega wypisuje, jakie górnolotne myśli. Ale zapewniam, że naprawdę tak myślę i staram się postępować. Nie zawsze było mi w życiu lekko, ale pomagał mi ksiądz Twardowski, który zwykł mawiać: „Jeśli w życiu jest stale dobrze, to niedobrze, ale jeśli jest dobrze i niedobrze, to jest dobrze”.

I na zakończenie tych wynurzeń 80-latka: nie żegnajmy doktora Tomasza Judyma zbyt pochopnie, bo już wielu lekarzy na świecie pożegnało również Hipokratesa!

Z wyrazami należnego szacunku dla wszystkich, którzy podobnie albo odmiennie myślą,

prof. Krzysztof Bielecki