Nie mamy ani szczepionek przeciw COVID-19, ani leków przeciwwirusowych dla pacjentów, którzy wymagają leczenia. Zalecenia ekspertów, sformułowane już na początku roku, Ministerstwo Zdrowia zignorowało – mówił podczas wtorkowej konferencji „Wizja Zdrowia” prof. Robert Flisiak, specjalista w dziedzinie chorób zakaźnych.
Prof. Robert Flisiak. Fot. Wojciech Latawiec / MP
- Rekomendacje ekspertów dotyczyły przygotowania mechanizmu zakupu szczepionek przeciwko COVID-19 oraz zakupu leków przeciwwirusowych
- Prof. Flisiak ocenił, że szczepionki przeciwko COVID-19 będą dostępne dla osób chcących się zaszczepić nie wcześniej niż w połowie listopada
- Główny Inspektor Sanitarny przypomniał, że wyjście Polski ze wspólnego mechanizmu zakupu szczepionek było decyzją poprzedniego rządu i obecny stan, w którym Polska musi je kupować w drodze przetargu, jest wynikiem tamtych zaszłości
- Fatalnie jest również z lekami, których zakupu do tej pory NFZ nie refunduje szpitalom
W styczniu minister zdrowia Izabela Leszczyna powołała zespół, który miał jej doradzać, jak skutecznie walczyć z chorobami zakaźnymi, w tym z COVID-19. W skład zespołu weszli eksperci znani z krytycznej oceny walki z pandemią w latach 2020–2021, a przewodniczącym zespołu został prof. Robert Flisiak, jeden z głównych krytyków działań poprzedniego rządu w obszarze COVID-19.
We wtorek podczas panelu poświęconego chorobom zakaźnym prof. Flisiak nie krył jednak rozgoryczenia, wprost stwierdzając, że rekomendacje, które zespół przedstawił w pierwszym kwartale roku, zostały przez resort zdrowia zignorowane. Ekspert przypomniał, że dotyczyły one przygotowania – zawczasu – mechanizmu zakupu szczepionek przeciwko COVID-19, wraz z ewentualnym schematem grup, które będą miały do nich dostęp w pierwszej kolejności, oraz zakupu leków przeciwwirusowych. Z tym już w poprzednim sezonie infekcyjnym był duży problem. – Nie posłuchano doradców. Nie zrobiono niczego – stwierdził ekspert.
Prof. Flisiak ocenił, że szczepionki przeciwko COVID-19 będą dostępne dla osób chcących się zaszczepić nie wcześniej niż w połowie listopada. – Również te, które miały być wcześniej, kupione z Łotwy. Nic o nich nie wiadomo – podkreślił. W tej chwili jedyną opcją są szczepionki komercyjne, o których informowaliśmy (p. Szczepionka przeciwko COVID-19 dostępna odpłatnie w aptekach?). Pojedyncze apteki mają bowiem w sprzedaży preparat Comirnaty JN.1, zarejestrowany przez EMA latem. Cena za dawkę? 400-500 zł. Trudno mówić o dostępności, bo – jak stwierdził prof. Flisiak – gdy chciał sprawdzić, gdzie ewentualnie mógłby się zaszczepić, najbliższa apteka była w odległości ponad 40 km.
Polityki rządu w sprawie zakupu szczepionek bronił dr Paweł Grzesiowski, Główny Inspektor Sanitarny (GIS), który przypomniał, że wyjście Polski ze wspólnego mechanizmu zakupu szczepionek było decyzją poprzedniego rządu i obecny stan, w którym Polska musi je kupować w drodze przetargu, jest wynikiem tamtych zaszłości. Nie mamy również wpływu na decyzje koncernu (z firmą Pfizer jesteśmy cały czas w sporze prawnym), który nie zdecydował się na złożenie oferty w przetargu, natomiast wprowadził szczepionkę do komercyjnej sprzedaży. – Szczepionki są dostępne ze stuprocentową odpłatnością i wydawane na podstawie recepty wystawionej przez lekarza – potwierdził GIS.
Fatalnie jest również z lekami, których zakupu do tej pory NFZ nie refunduje szpitalom. – To oznacza, że szpitale mogą, czy może wręcz powinny, kupować leki z myślą o pacjentach, którzy ich bezwzględnie potrzebują, ale z założeniem, że leczenie pacjentów chorych na COVID-19 będzie generować straty. Tymczasem praktycznie wszystkie szpitale, ze względu na fakt, że NFZ nie płaci za nadwykonania i świadczenia nielimitowane, albo płaci z bardzo dużym opóźnieniem, mają niezwykle trudną sytuację finansową – tłumaczył prof. Flisiak.
W tej chwili kończą się prace nad zarządzeniem prezesa NFZ, na podstawie którego szpitale będą mogły rozliczyć z Funduszem leczenie bardzo drogim remdesivirem, jednak będzie to dotyczyło tylko pacjentów z określonymi wskazaniami – i nadal szpital najpierw będzie musiał lek zakupić ze środków własnych, a następnie liczyć na refundację na podstawie faktury.