Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal

13.12.2013
Z dr med. Iloną Małecką i dr med. Joanną Stryczyńską-Kazubską, z Oddziału Obserwacyjno-Zakaźnego SZOZ nad Matką i Dzieckiem w Poznaniu, rozmawia Sylwia Szparkowska

Dr med. Ilona Małecka, specjalista pediatria, adiunkt w Katedrze i Zakładzie Profilaktyki Zdrowotnej Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu. Pracuje jako starszy asystent na Oddziale Obserwacyjno-Zakaźnym Specjalistycznego ZOZ nad Matką i Dzieckiem w Poznaniu oraz w funkcjonującej w tej placówce Poradni Chorób Zakaźnych z Konsultacyjną Poradnią ds. Szczepień Ochronnych. Członek Zarządu Polskiego Towarzystwa Wakcynologii.


Dr med. Joanna Stryczyńska-Kazubska, specjalista pediatra, adiunkt w Katedrze i Zakładzie Profilaktyki Zdrowotnej Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu. Pracuje także w Specjalistycznym ZOZ nad Matką i Dzieckiem w Poznaniu na Oddziale Obserwacyjno-Zakaźnym oraz w Poradni Konsultacyjnej ds. Szczepień Ochronnych. Jest sekretarzem Zarządu Polskiego Towarzystwa Wakcynologii.



Czy często trafiają na Państwa oddział dzieci, których chorobie można byłoby zapobiec, gdyby zostały zaszczepione?

Joanna Stryczyńska-Kazubska: Oczywiście. Największą grupę stanowią dzieci z biegunką rotawirusową. Pacjentów hospitalizowanych z tego powodu mamy na oddziale praktycznie zawsze. Leczymy także dzieci z powikłaniami ospy wietrznej oraz chorych z zapaleniem opon mózgowo-rdzeniowych spowodowanym zakażeniem pneumokokami lub meningokokami.

Czy mam rozumieć, że trafiają do Państwa tylko pacjenci, którzy nie wykonali szczepień zalecanych?

JS-K: Najczęściej tak, ale zwiększyła się też liczba niemowląt, które skierowano do szpitala z powodu ciężkiego przebiegu krztuśca. To najczęściej dzieci, których jeszcze nie zdążono zaszczepić lub u których szczepień nie wykonano z powodu przeciwwskazań, niestety nie zawsze właściwie ustalonych.

Czy ruch antyszczepionkowy ma wpływ na profil hospitalizowanych u Państwa pacjentów?

JS-K: W pewnym sensie tak. Na razie nie mamy co prawda wielu pacjentów, którzy trafiają na oddział z powodu niewykonania szczepień obowiązkowych, ale rezygnacja ze szczepień zalecanych to nie tylko względy ekonomiczne, ale również lęk rodziców przed szczepieniami czy przekonanie, że nie są one potrzebne. Niektórzy rodzice rezygnują ze szczepień zalecanych za radą osób, które profesjonalnie zajmują się dziećmi. Trafiło do nas na przykład ciężko chore dziecko, z poważnymi powikłaniami ospy wietrznej, którego szczepienie odradziła rodzicom… przedszkolanka. Z relacji rodziców wynika, że była przy tym dość autorytatywna.

Słyszałam, że szczepienia odradzają także niektórzy pracownicy placówek ochrony zdrowia?

Ilona Małecka: Niestety tak. Zdarza się nawet, że szczepienia odradzają lekarze. Przy czym, na co warto zwrócić uwagę, są to z reguły znajomi rodziców, często lekarze wielu różnych specjalności, którzy na co dzień nie zajmują się problematyką szczepień ochronnych i chorób infekcyjnych.

Często rodzice, którzy do nas przychodzą, mają ogromną wiedzę, wiele wiadomości, niestety w dużej mierze nie mają one nic wspólnego z aktualną wiedzą medyczną. Z reguły wiedzą niemal wszystko o niepożądanych odczynach poszczepiennych, a prawie nic o chorobie, której zapobiegamy, o ryzyku zachorowania i o jej możliwych powikłaniach.

Trudno jest z ich opiniami walczyć?

IM: Bardzo trudno. Po pierwsze, odradzając szczepienia, wykorzystują autorytet lekarza. Po drugie, będąc osobami z kręgu znajomych, są przez rodziców darzeni zaufaniem. Rodzicom wydaje się, że oficjalnie podawana wiedza nie do końca jest prawdziwa, a fakty wyglądają inaczej.

JS-K: Bardzo wiele osób trafia do nas z postawą braku zaufania. Uzyskali oni wiedzę, czy raczej pseudowiedzę z Internetu i są trochę „zagubieni”. Często jednak okazuje się, że spokojna rozmowa, oparta na merytorycznych argumentach wystarcza, aby zmienili stanowisko. Niestety niektórzy rodzice uważają, że informacje przekazywane z ust do ust są bardziej wiarygodne niż to, co mówi się publicznie, dokumentując argumenty naukowymi faktami.

Czy zatem lekarzom podstawowej opieki zdrowotnej potrzebna jest dodatkowa edukacja dotycząca szczepień?

JS-K: Jest na pewno wielu lekarzy rodzinnych, którzy rzetelnie rozmawiają z rodzicami swoich pacjentów na temat szczepień zalecanych i widzą ich potrzebę. Często jest też tak, że lekarze pierwszego kontaktu realizują szczepienia obowiązkowe, ale sami nie są przekonani do potrzeby poszerzenia programu szczepień. W związku z tym albo wcale nie rozmawiają z pacjentami na ten temat, albo są mało przekonujący. Mam wrażenie, że dzieje się tak dlatego, że pracując w placówkach podstawowej opieki, po prostu nie widzą chorych trafiających do szpitala z powodu chorób, którym można zapobiegać poprzez szczepienia. Dziecko z posocznicą, ropnym zapaleniem opon mózgowych, zapaleniem móżdżku i ropowicą zazwyczaj nie przechodzi przez gabinet lekarza rodzinnego. Często jest w tak ciężkim stanie, że trafia bezpośrednio do szpitalnej izby przyjęć, a potem na oddział specjalistyczny. Stąd mniejsza świadomość lekarzy, do czego mogą prowadzić choroby zakaźne. Jak się widzi cierpienie tych dzieci i lęk, a czasem rozpacz ich rodziców, to taki obraz na długo pozostaje w pamięci.

Pracują Panie nie tylko na oddziale specjalistycznym, ale także w poradni szczepień. Jakimi pacjentami się zajmujecie?

IM: Naszych pacjentów można podzielić na trzy grupy: dzieci z grup ryzyka (np. chorujące przewlekle), które trafiają do nas w celu ustalenia indywidualnego kalendarza szczepień. Druga grupa to dzieci, u których wystąpił niepożądany odczyn poszczepienny i lekarze proszą nas o pomoc w dalszej kwalifikacji do szczepień. Trzecia grupa to rodzice, którzy nie wyrażają zgody na szczepienia. Kierując takich rodziców do poradni konsultacyjnej, lekarz realizujący szczepienia ma nadzieję na zmianę ich postawy. Traktują więc naszą poradnię trochę jak „ostatnią deskę ratunku”.

Widać tu konsekwencje ruchu antyszczepionkowego?

IM: Tak. Choć w skali całego kraju to szczęśliwie nadal dość marginalne zjawisko, to rodziców, którzy nie chcą zaszczepić swoich dzieci, z roku na rok nam przybywa. Przychodzą do nas także tacy rodzice, którzy odmówili zaszczepienia dziecka już na oddziale noworodkowym w 1. dobie życia. To znaczy, że ich decyzja o nieszczepieniu jest decyzją „przemyślaną”, do której przygotowywali się jeszcze w okresie ciąży.

Co można przekazać takim rodzicom?

JS-K: Staramy się rozpowszechniać wiedzę, że ciężkie powikłania w przebiegu choroby są dużo częstsze niż ciężkie powikłania po szczepieniu. O ile skutki odczynu poszczepiennego są przemijające, to choroba może mieć trwały wpływ na zdrowie pacjenta. Z niezrozumiałych powodów dla niektórych rodziców przekonujący jest argument, że „skoro kiedyś się nie szczepiło…” to i dziś nie ma takiej potrzeby. Potem trafia do nas dziecko z zapaleniem móżdżku w przebiegu ospy lub rozległą ropowicą, którego rodzicom ktoś doradził „przechorowanie”. Albo niemowlę z ciężkim krztuścem, które zaraziło się od starszego brata, bo nikt wcześniej nie pomyślał, że szczepienie osób z najbliższego otoczenia jest metodą ochrony najmłodszych, którzy jeszcze nie mogą być szczepieni, a chorują bardzo ciężko.

Przynosi to efekt? Udaje się Paniom przekonać rodziców do szczepień?

IM: Naszym zadaniem jest nie tyle przekonywanie rodziców, a raczej ich edukowanie. Chodzi mi tu nie tylko o skuteczność i bezpieczeństwo szczepień, ale – co bardzo ważne – o wyjaśnienie obaw, które leżą u podłoża rezygnacji ze szczepień i przedstawienie zagrożeń jakie mogą być konsekwencją ich odmowy. Często rodzice, którzy do nas przychodzą, mają ogromną wiedzę, wiele wiadomości, niestety w dużej mierze nie mają one nic wspólnego z aktualną wiedzą medyczną. Z reguły wiedzą niemal wszystko o niepożądanych odczynach poszczepiennych, a prawie nic o chorobie, której zapobiegamy, o ryzyku zachorowania i o jej możliwych powikłaniach. Podsumowując, naszym zadaniem jest spokojne, bez zbędnych emocji, rzetelne informowanie o faktach.

A jakie trwałe konsekwencje chorób zakaźnych mają Panie na myśli?

JS-K: Najczęściej do trwałych powikłań dochodzi w wyniku bakteryjnych zapaleń opon mózgowo-rdzeniowych. Padaczka, uszkodzenie słuchu, niedowład oraz zmiany organiczne, takie jak ropnie mózgu, wodogłowie, wodniaki i ropniaki podtwardówkowe, często wymagające interwencji neurochirurga. Wszystkie te sytuacje mogą zaburzać dalszy rozwój dziecka. Musimy sobie zdawać sprawę ze skali zjawiska: u około 30% dzieci hospitalizowanych na naszym oddziale z powodu ropnego zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych, mimo prawidłowego leczenia od początku choroby, dochodzi do powikłań.

Wróćmy do konsekwencji niezaszczepienia pacjentów. Jak reagują rodzice, którzy nie zaszczepili dziecka i widzą poważne konsekwencje choroby?

JS-K: Niektórzy z nich niestety nie wiedzieli o pewnych szczepieniach – ci rodzice mają żal do lekarzy pierwszego kontaktu, że ich nie poinformowali o takich możliwościach. Inni po prostu nie mogli wykonać szczepień zalecanych z powodów finansowych. Ale większość tłumaczy, że nie chcieli zaszczepić dziecka, bo wydawało im się, że choroba jest łagodna albo bali się szczepień. My na oddziale często słyszymy: „…gdybym wiedziała, że ta choroba może tak ciężko przebiegać, na pewno bym zaszczepiła…”.

IM: Warto też zaznaczyć, że część rodziców, mimo przekazywanych przez nas informacji, nie zmienia swojej postawy. Przychodzą z już tak ugruntowanymi przekonaniami, że ich decyzji nie udaje się zmienić.

Ale większość tłumaczy, że nie chcieli zaszczepić dziecka, bo wydawało im się, że choroba jest łagodna albo bali się szczepień. My na oddziale często słyszymy: „… gdybym wiedziała, że ta choroba może tak ciężko przebiegać, na pewno bym zaszczepiła …”.

Jak reagują rodzice na propozycję, aby sami się zaszczepili, na przykład przeciwko krztuścowi lub grypie?

JS-K: Rodzice pacjentów, którzy trafili do szpitala z ciężkimi zakażeniami, lepiej rozumieją potrzebę szczepień, zwłaszcza osób kontaktujących się z dzieckiem. Często jeszcze w trakcie pobytu na oddziale szczepią pozostałe dzieci oraz domowników. Natomiast rodzice pacjentów, którzy trafiają do poradni konsultacyjnej, zdecydowanie rzadziej decydują się na zaszczepienie siebie i pozostałych członków rodziny.

Jakie zmiany należałoby wprowadzić do systemu ochrony zdrowia, aby skuteczniej walczyć z chorobami zakaźnymi?

JS-K: Jako pediatra, lekarz pracujący na oddziale zakaźnym, bardzo chciałabym, aby polski program szczepień został rozszerzony o szczepienia przeciwko pneumokokom, ospie wietrznej i meningokokom. W tej chwili wielu rodziców rezygnuje ze szczepień zalecanych, bo jest to dość duży wydatek. Trochę inaczej powinien też wyglądać program szczepień obowiązkowych. Polska jest jednym z ostatnich krajów w Europie, który nadal stosuje całokomórkową szczepionkę przeciwko krztuścowi. Wprowadzenie preparatów z bezkomórkowym składnikiem krztuścowym zmniejsza ryzyko niepożądanych odczynów poszczepiennych.

Niepożądane odczyny poszczepienne wpływają bezpośrednio na decyzję rodziców o nieszczepieniu dzieci?

JS-K: Z całą pewnością to ryzyko budzi lęk u niektórych rodziców, co sprawia, że starają się oni przesunąć szczepienie lub modyfikują program szczepień według własnego uznania. Często przyczyną takich zachowań jest jednak brak wiedzy. Wszyscy ci rodzice chcą jak najlepiej dla swojego dziecka. Dlatego rozmawiając o szczepieniach, zawsze trzeba pokazać korzyści, jakie odniesie dziecko oraz zagrożenia wynikające z rezygnacji ze szczepień. Nie można jednak zapomnieć o rzetelnym poinformowaniu o ewentualnych odczynach poszczepiennych.

Czy we wszystkich województwach działają przychodnie zajmujące się szczepieniami, takie jak Wasza?

IM: Od kilku lat działamy w strukturach poradni chorób zakaźnych, bo poradnie konsultacyjne do spraw szczepień ochronnych przestały być oddzielnie kontraktowane przez NFZ. W województwie wielkopolskim nasza działalność jest dobrze ugruntowana i znana nie tylko lekarzom pierwszego kontaktu. Są jednak takie regiony w Polsce, w których podobne do naszej poradnie nie funkcjonują i uzyskanie specjalistycznej porady dotyczącej szczepienia jest tam niemożliwe.

Dziękuję za rozmowę.

Reklama

Napisz do nas

Zadaj pytanie ekspertowi, przyślij ciekawy przypadek, zgłoś absurd, zaproponuj temat dziennikarzom.
Pomóż redagować portal.
Pomóż usprawnić system ochrony zdrowia.

Przegląd badań