"Skończył się czas udawania, że jesteśmy twardzielami"

08.04.2021
Krzysztof Marcinkiewicz
Kurier MP

Wiele osób gra w totolotka, ale nikt nie wie, kto wygrywa. Dla niektórych tak wygląda pandemia COVID-19. Tylko akurat my widzimy zakażonych koronawirusem każdego dnia, widzimy zgony – przekonuje w rozmowie z MP.PL kpt. dr Tomasz Kubiak, wojewódzki koordynator ratownictwa medycznego PSP w Szczecinie.

Kpt. dr Tomasz Kubiak. Fot. arch. wł.

Krzysztof Marcinkiewicz: Co Pan myśli widząc codzienne statystyki zakażeń i zgonów w Polsce?

Kpt. dr Tomasz Kubiak: Przede wszystkim mam wrażenie, że są niedoszacowane. Koronosceptycy uważają, że to tylko promil wszystkich chorób. Ja im mówię: racja, ale ten promil zabija ludzi. Skoro dzisiaj z nim walczymy, to dlaczego nie chcemy się podporządkować obostrzeniom w walce o powrót do codzienności?

Widać efekty szczepień w grupie 0, w której liczba zachorowań spadła. W stacji pogotowia w Szczecinie, w której dyżuruję tych przypadków już praktycznie nie ma. Mam nadzieję, że zapowiadanie zaszczepienie całej populacji pozwoli nam pożegnać się z pandemią w tym roku, ale trzeba mieć na uwadze, że nie można zdejmować z tej okazji od razu wszystkich obostrzeń. To, że ktoś jest zaszczepiony nie oznacza, że nie zachoruje.

Czy wielu pacjentów nie przestrzega obostrzeń związanych z pandemią?

Myślę, że co najmniej 80 procent. Wszyscy widzimy przechodząc ulicą maseczki na brodzie. Dla wielu pandemia nie istnieje. Nazywają nas mafią covidową, która na pewno ma z aktualnej sytuacji epidemiologicznej jakieś pieniądze. Sam usłyszałem, że dodatki do wynagrodzeń to pieniądze na to, byśmy wszyscy pracowali 24 godziny na dobę.

Zdarza się Panu transportować „antycovidowców”?

Oczywiście, często. Ostatnio miałem przypadek pacjenta, który wezwał karetkę do bólu brzucha. W efekcie okazało się, że miał przepuklinę rozworu przełykowego. Ale na koniec kolega zaproponował, by zmierzyć mu temperaturę, bo miał wrażenie, że jest podwyższona. Było 39 stopni. Zrobiliśmy szybki test, natychmiast pojawiły się dwie kreski. Źrenice pacjenta naprawdę zrobiły się bardzo szerokie... Nie wierzył w pandemię. Uważał, że to niemożliwe.

Wiele osób gra w totolotka, ale nikt nie wie, kto tam wygrywa. Dla niektórych tak wygląda pandemia COVID-19, tylko akurat my widzimy zakażonych koronawirusem każdego dnia, widzimy zgony.

Do jakich pacjentów najczęściej wysyłane są zespoły ratownictwa medycznego?

Wiadomo, że osoby starsze nierzadko mają choroby przewlekłe i dlatego stany zagrożenia życia zdarzają się w tej grupie dużo częściej. Zauważam jednak wiele wyjazdów do błahych dolegliwości u ludzi młodych. Ale co najciekawsze, zwróciłem ostatnio uwagę na coraz większą liczbę wyjazdów pod hasłem „duszność”. To przecież nie jest choroba tylko subiektywne odczucie każdej osoby, z którą nie zawsze wiąże się niewydolność krążeniowo-oddechowa. Myślę, że spowodowały to pulsoksymetry. Pomiar 92 proc. nasycenia tlenu we krwi wskazuje na stan zagrożenia życia. Ja się z tym zgadzam, ale pod warunkiem, że pacjent wie, jak wykonać prawidłowy pomiar, nie ma lakieru na paznokciach, spokojnie usiadł do pomiaru, nie jest zmęczony i ma sprawny certyfikowany sprzęt. Polski rynek niestety zalewają pulsoksymetry z popularnych azjatyckich sklepów internetowych, a to nie jest odpowiednie narzędzie do badania. Często mamy sytuacje, że saturacja mierzona naszym urządzeniem jest dużo wyższa, niż na tych kupionych na portalu aukcyjnym.

Zwracajmy uwagę na europejskie certyfikaty, które są potwierdzeniem jakości sprzętu. To pozwala mieć poczucie, że wskazania urządzenia nie są przekłamane. Pamiętajmy, że jeden zespół ratownictwa medycznego spędza na jednej wizycie średnio 40 minut. To jest czas, kiedy ktoś może potrzebować pomocy w ratowaniu życia.

Czy oprócz wspomnianych duszności zdarzają się inne nieuzasadnione wyjazdy?

Niestety zdarzają się perfidne pobudki wzywania karetki, jak np. niepotwierdzone bóle w klatce piersiowej. Pomimo pandemii COVID-19 wciąż panuje przeświadczenie: „pojadę na SOR, zrobię wszystkie badania, będę miał wyniki szybciej”. Niestety zdarzają się przypadki cynicznego wezwania pogotowia, czasami możemy usłyszeć od pacjentów: „ja chcę do szpitala, po to was wezwałem, proszę nie dyskutować, płacę na was podatki, musicie wykonywać moje polecenia”. Na szczęście to cwaniactwo stanowi margines wszystkich wyjazdów.

Kolejnym problemem jest samotność starszych pacjentów. Takie osoby najczęściej nie wiedzą, co robić, gdzie szukać pomocy, nie mają do kogo się odezwać, a cierpią na przewlekłe choroby i wzywają karetkę – bo się boją. Bardzo często kończy się na rozmowie, uspokojeniu pacjenta i pozostawieniu go w domu, wydając zalecenia. W takich sytuacjach zdarza się, że ratownicy medyczni dzwonią do lekarza rodzinnego, dopytując o więcej informacji.

My naprawdę nie chcemy być wrogami ludzi, którzy nieumiejętnie lub nieświadomie wezwali zespół ratownictwa medycznego, ale trzeba nas zrozumieć, że pracując w naprawdę ciężkich warunkach, mając na sobie kombinezon po parę godzin, jesteśmy po prostu zmęczeni. Nawet siedzenie w kombinezonie w oczekiwaniu na przekazanie pacjenta nie jest w takich warunkach odpoczynkiem. To wysiłek dla całego organizmu.

Z jednej strony mamy pacjentów, którzy wzywają ZRM z niczym niepopartego lęku o swoje zdrowie, a z drugiej cyniczne wykorzystywanie sytuacji.

Zdarza się, że trzeba wzywać policję. Czasami pacjenci nie pozwalają nam wykonywać czynności ratujących życie. Nie możemy również powiedzieć pacjentowi bez żadnego uzasadnienia: „nic panu nie jest, proszę się zamknąć w domu”. Jeżeli pacjent sobie życzy, musimy go przewieźć na Szpitalny Oddział Ratunkowy. W Polsce ratownictwo medyczne zostało tak zbudowane, że co do zasady każdy wyjazd ma na celu ratowanie życia i jest podstawą do zabrania pacjenta do szpitala, ale proszę zwrócić uwagę na to, jaką mamy teraz sytuację w szpitalach. Nawet świadomość, że w dobie pandemii pacjent będzie siedział obok drugiego, który najpewniej ma koronawirusa, potwierdzonego testem lub nie, kompletnie nie przemawia do pacjentów życzących sobie przewiezienia do szpitala.

Wielokrotnie miałem do czynienia z cynicznymi pacjentami, którzy dodatkowo składają skargi do dyrekcji. Dużym problemem stają się anonimowe donosy na pracę ratowników medycznych, na które trzeba odpowiadać. To dla mnie niezrozumiałe, tym bardziej, że skargi często dotyczą zbyt szybkiej jazdy karetką, a przecież my ratujemy wtedy życie. Takie sytuacje ukazują, że wciąż brakuje nam schematów postępowania, cały czas kierujemy się naszą wiedzą i doświadczeniem.

strona 1 z 2

Aktualna sytuacja epidemiologiczna w Polsce

COVID-19 - zapytaj eksperta

Masz pytanie dotyczące zakażenia SARS-CoV-2 (COVID-19)?
Zadaj pytanie ekspertowi!

Partnerem serwisu jest