„Szczepienie” słowem roku 2021

07.01.2022
Małgorzata Solecka
Kurier MP

Słowem roku 2021, w plebiscycie zorganizowanym przez Uniwersytet Warszawski, zostało „szczepienie”. Korona podwójna, bo wygrało zarówno głosowanie kapituły językoznawców, jak i internautów. Jak na ironię wyniki ogłoszono w środę, czyli w dniu, w którym z Sejmu przez 4 godziny płynęła propaganda antyszczepionkowa.

Fot. istockphoto.com

W środę 5 stycznia br. w ramach posiedzenia Komisji Zdrowia odbyło się zaplanowane już w połowie grudnia wysłuchanie publiczne poselskiego projektu ustawy, która ma dać pracodawcom narzędzia kontroli bezpieczeństwa sanitarnego w firmach. Projektu, który tylko pośrednio ma związek ze szczepieniami. Jednak wysłuchanie publiczne przerodziło się w słowny lincz skierowany przeciw szczepieniom, przeciw nauce, przeciw – wreszcie – lekarzom i pracownikom medycznym. Tym, którzy promują szczepienia przeciwko COVID-19 i tym, którzy na co dzień walczą na oddziałach szpitalnych ze skutkami, między innymi, propagandy antyszczepionkowej.

Czy można było przewidzieć, że środowiska przeciwne szczepieniom zorganizują się i praktycznie zablokują wysłuchanie publiczne? Oczywiście! Nawet – przewidziano. Władysław Kosiniak-Kamysz (Koalicja Polska) podczas pierwszego czytania projektu ustawy dokładnie nakreślił i to, co się wydarzyło, i podpowiadał, co można (trzeba) zrobić, żeby nie zrealizował się najbardziej prawdopodobny scenariusz. – Prośba do pana przewodniczącego, żeby rzetelnie przygotować to wysłuchanie, bo to może być też wartościowe ze względów edukacyjnych. Tu muszą być profesorowie. Tu musi być wiedza prawdziwa. (…) To tylko wtedy będzie miało sens i za czymś takim oczywiście jako ludzie dialogu będziemy. Jednak to musi być bardzo starannie przygotowane, a tryb zdalny daje tę możliwość staranności, dyscypliny i rzetelności – apelował do Tomasza Latosa.

Żadnego „starannego przygotowania” nie było. Wśród ponad 70 podmiotów (organizacji i osób prywatnych) zgłoszonych do wysłuchania publicznego dominowali mniej lub bardziej zaciekli, mniej lub bardziej znani, antyszczepionkowcy. I przez 4 godziny ze strony Sejmu RP popłynęły „argumenty” w rodzaju „szczepionki przeciwko COVID-19 to korzystanie ze zbrodni aborcji”, groźby eskalacji przemocy, jeśli zostanie uchwalona „nieludzka” ustawa (warto przypomnieć, że daje ona pracodawcom prawo do wysyłania pracownika na test w kierunku zakażenia SARS-CoV-2, a jeśli pracownik się będzie uchylać, pracodawca ma i tak praktycznie związane ręce, nie może go np. zwolnić), oskarżenia lekarzy o udział w ogólnoświatowym spisku, zaprzeczenia istnienia pandemii. Wiśnią na torcie jest fakt, że w tym samym dniu media poinformowały o powrocie pomysłu wprowadzenia przepisu penalizacji tzw. kłamstwa covidowego – czyli m.in. podważania istnienia pandemii i zagrożenia epidemicznego w związku z COVID-19.

Już po zakończeniu wysłuchania publicznego oświadczenie w sprawie wydały władze samorządu lekarskiego: okazało się, że prof. Andrzej Matyja, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej (NRL) był na liście mówców dopuszczonych do zabrania głosu, ale zrezygnował z tej możliwości w geście solidarności z przedstawicielami innych zawodów medycznych, których na listę nie wciągnięto z powodu… limitu wystąpień. Swój głos odnoszący się do projektu zgłoszonego przez posłów PiS prezes NRL złożył do Komisji Zdrowia na piśmie.

Komisja Zdrowia projektem ustawy zajmie się w najbliższy wtorek, 11 stycznia. Wysłuchanie publiczne posłów nie wiąże – mogą przejść do porządku dziennego nad tym, co usłyszeli. Będzie to tym łatwiejsze, że merytorycznych treści podczas wysłuchania było – oględnie rzecz mówiąc – niewiele.

Jednak trudno przejść do porządku dziennego nad skandalem, jakim była organizacja wysłuchania publicznego. Mówiąc wprost, wyglądało to na wręcz na zaplanowane, celowe działanie. Na pewno udało się skompromitować ideę wysłuchania publicznego. Ale też pozwolono, by w majestacie władzy ustawodawczej, na oficjalnym sejmowym kanale, transmitowano treści, które urągają rozumowi, nauce i przyzwoitości. Lada dzień w Polsce liczba osób, które zmarły z powodu COVID-19 sięgnie 100 tys. Wiadomo, że rzeczywista liczba zgonów z powodu COVID-19 jest przypuszczalnie 2 razy większa, do tego dochodzą zgony przedwczesne z powodu zablokowanego systemu opieki zdrowotnej, który nie mógł udzielić na czas pomocy. Tymczasem w Sejmie urządzono, za publiczne środki i ku publicznemu zgorszeniu, festiwal szkodliwych treści.

Podobno – tak brzmi oficjalne wyjaśnienie – o tym, kto zabierze głos, a kto nie będzie miał do tego prawa, zdecydowała kolejność zgłoszeń. Gdyby jednak Prawo i Sprawiedliwość, rozdające karty również w Komisji Zdrowia, wysłuchało głosu rozsądku i dobrej rady lidera ludowców, lista mówców mogłaby wyglądać zupełnie inaczej. Trudno oprzeć się wrażeniu, że celowo podjęto decyzję wprost przeciwną.

Jest, oczywiście, jeszcze jedno potencjalne wyjaśnienie tego, co wydarzyło się w środę w Sejmie: celowo oddano głos wyłącznie środowiskom nastawionym wrogo wobec szczepień przeciwko COVID-19, kwestionującym pandemię i to, co o sposobach walki z nią mówi nauka – by ostatecznie i publicznie skompromitować takie podejście. Jeśli taki był plan, to powiódł się on co najwyżej połowicznie: co prawda trudno podważać opinię, że do kompromitacji doszło, ale nie stała się ona – a przynajmniej nie wyłącznie – udziałem strony podważającej szczepienia.

Reklama

Napisz do nas

Zadaj pytanie ekspertowi, przyślij ciekawy przypadek, zgłoś absurd, zaproponuj temat dziennikarzom.
Pomóż redagować portal.
Pomóż usprawnić system ochrony zdrowia.

Przegląd badań