Według informacji przekazanych w piątek (14.03.2025 r.) przez media, 6-letnie dziecko, które nie było szczepione, zachorowało na błonicę po powrocie z wakacji. – To dziecko, choć było nieszczepione, przez 6 lat przebywało w Polsce i wychowywało się wśród osób zdrowych, bo zaszczepionych. Jak tylko znalazło się w innych warunkach, sytuacja się zmieniła – podkreślał prof. Leszek Szenborn w rozmowie z PAP.
Wojewódzki Szpital Specjalistyczny we Wrocławiu. Fot. dolnoslaskieezdrowie.pl
W poniedziałek (17.03.2025 r.) lek. Bożena Głowska, kierująca oddziałem anestezjologii i intensywnej terapii noworodków i dzieci Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego im. Gromkowskiego we Wrocławiu, poinformowała PAP, że stan dziecka chorego na błonicę jest ciężki, ale stabilny. Z kolei prof. Krzysztof Simon, ordynator oddziału chorób zakaźnych, przekazał, że w szpitalu hospitalizowany jest też dorosły pacjent z podejrzeniem błonicy, który miał kontakt z chorym dzieckiem. Wyniki badań w kierunku błonicy u dorosłego pacjenta będą znane we wtorek lub w środę.
Stan dziecka w piątek lekarze określali jako ciężki, zostało zaintubowane i poddane intensywnej terapii. Pacjent, według informacji przekazanych przez dr. Pawła Grzesiowskiego, Głównego Inspektora Sanitarnego, podczas wieczornego webinarium poświęconego aktualnej sytuacji epidemiologicznej i wybranym zagadnieniom naukowym z zakresu epidemiologii, otrzymuje antybiotyki, została mu też podana antytoksyna błonicza (DAT). Dr Grzesiowski podkreślił, że dostępność DAT jest ograniczona, a lek znajduje się wyłącznie w rządowych rezerwach strategicznych – tymczasem kluczowe jest jak najszybsze podanie leku. W tym przypadku zareagowano bardzo szybko, bo lekarz, do którego trafiło dziecko z objawami choroby (ból gardła, nalot [błony rzekome], gorączka), trafnie zaczął podejrzewać błonicę, którą na tym etapie można pomylić z anginą. Dzięki temu leczenie rozpoczęto szybko.
Jak mówił dr Grzesiowski, w tej chwili prowadzone jest dochodzenie, ustalane są osoby, które miały kontakt z dzieckiem zarówno w trakcie powrotu do Polski jak i w kraju. Postępowanie ma też wyjaśnić, dlaczego dziecko nie było zaszczepione.
Błonica to bakteryjna choroba zakaźna o ostrym przebiegu wywoływana przez szczepy maczugowca błonicy (Corynebacterium diphtheriae). Najczęstszą postacią jest błonica gardła, w przebiegu której rozwijają się błony rzekome obejmujące migdałki podniebienne, ale również tylną ścianę gardła lub podniebienie miękkie. W konsekwencji rozprzestrzeniania się zmian na dalsze odcinki dróg oddechowych może dojść do niewydolności oddechowej. Choroba, w wyniku działania toksyny wytwarzanej przez bakterię, może prowadzić do ciężkich powikłań, w tym zapalenia mięśnia sercowego, martwicy cewek nerkowych skutkującej różnego stopnia niewydolnością nerek, a także powikłań neurologicznych. W skrajnych przypadkach może dojść do niewydolności oddechowej lub zatrzymania krążenia (p. Błonica). Od dekad choroba jest w Europie praktycznie wyeliminowana dzięki wprowadzonym, po II wojnie światowej, szczepieniom. Jednak, jak przypomniał GIS, jeszcze w latach 50. w Polsce odnotowywano ok. 40 000 zachorowań na błonicę i ok. 3000 zgonów z jej powodu rocznie.
Aktualnie, poza Albanią, Rosją i krajami byłego Związku Radzieckiego, zachorowania zdarzają się sporadycznie i dotyczą osób nieszczepionych (p. ECDC opublikowało kolejny raport dotyczący zachorowań na błonicę w Europie). Zgodnie z polskim Programem Szczepień Ochronnych szczepienie przeciwko błonicy jest obowiązkowe, a dzieci powinny otrzymać 4 dawki szczepionki w pierwszych miesiącach życia oraz dawki przypominające w 6., 14., i 19. roku życia. Szczepienie dawkami przypominającymi zaleca się również dorosłym – co 10 lat (zaleca się stosować preparat skojarzony przeciwko błonicy i tężcowi lub błonicy, tężcowi i krztuścowi). Błonica jest chorobą, która najczęściej przenosi się drogą kropelkową, rzadziej przez bezpośredni kontakt z wydzieliną dróg oddechowych lub owrzodzenia osoby chorej.