Trzeba ważyć ryzyko

18.11.2021
Katarzyna Lechowicz-Dyl

Mamy dwa scenariusze – jeden zakłada szczyt czwartej fali pandemii w ciągu dwóch tygodni w granicach 25-30 tys. zakażeń dziennie, drugi odsuwa apogeum w czasie na pierwszą połowę grudnia z pułapem 35-40 tys. przypadków. Jest mało prawdopodobne, abyśmy mieli święta Bożego Narodzenia zakłócone falą COVID-19 i dodatkowymi restrykcjami – ocenia minister zdrowia Adam Niedzielski.


Minister zdrowia Adam Niedzielski. Fot. MZ

Szef resortu zdrowia mówi, że utrzymujący się przez dłuży czas poziom 35-40 tys. zakażeń dziennie – krytyczny dla wydolności systemu opieki – byłby sygnałem mówiącym o konieczności wprowadzania dodatkowych instrumentów, np. nowych obostrzeń czy pewnych form przymusu szczepiennego dla wybranych, zagrożonych grup. – Teraz nie ma żadnych przesłanek, by tak postępować – podkreśla.

Minister akcentuje, że rząd podejmując decyzje dotyczące walki z pandemią działa pragmatyczne i racjonalnie. Zaprzecza, by to polityczna kalkulacja, obliczona na utrzymanie poparcia części elektoratu była powodem niewprowadzania obowiązkowych szczepień przeciw COVID-19.

Niedzielski przypomniał w wywiadzie, że rząd czeka na decyzje Europejskiej Agencji Leków i Komisji Europejskiej w sprawie szczepienia młodszych dzieci i zapowiedział, że jak tylko one zapadną, resort wyda komunikat dopuszczający szczepienie w grupie 5-11 lat. Może to się wydarzyć, jak przekazał, jeszcze przed końcem listopada.

Minister podał, że Polska zgłosiła chęć zakupu w ramach unijnych przetargów ponad 300 tys. dawek leku przeciw COVID-19 molnupirawir i poinformował, że być może już w grudniu będzie on dostępny dla polskich pacjentów.

Minister zapowiada też przedłużenie programu Profilaktyka 40 plus, co najmniej do połowy przyszłego roku. W jego ramach, każdy Polak powyżej 40. roku życia otrzymał jednorazowy dostęp do bezpłatnego pakietu badań diagnostycznych.

Pytany o zdalną naukę, szef MZ stwierdził, że nie powie definitywnie, iż nigdy jej nie będzie, ale podkreślił, że w tej chwili takie scenariusze nie są rozważane. Utrzymanie stacjonarnej nauki – jak akcentuje minister – jest priorytetem.

Katarzyna Lechowicz-Dyl (PAP): Ostatni dzień przyniósł rekordowe dane w tej fali pandemii, jeśli chodzi o zakażenia i zgony. Dlaczego rząd nie zdecydował się na wprowadzenie obowiązku szczepień przeciw COVID-19, przynajmniej dla niektórych grup? Co z odpornością populacyjną? Najbardziej zaszczepioną przeciw COVID-19 gminą w Polsce jest Podkowa Leśna z wynikiem 70,24 proc. mieszkańców. Najlepszy wynik nie jest zbyt imponujący.

Adam Niedzielski: Poziom odporności populacyjnej przy zmieniających się mutacjach wirusa jest parametrem nieznanym. W zależności od mutacji wirusa, z jaką mamy do czynienia, czy pewnych warunków środowiskowo-społecznych, jej poziom jest odkrywany wtórnie.

Poziom wyszczepienia to jeden parametr. Drugi bardzo ważny parametr to przechorowanie COVID-19. Szczepienia, w skali kraju, jeżeli patrzymy na osoby dorosłe, to jest to 65 proc. Uwzględniając osoby, które przechorowały, możemy mówić, że odporność jest na poziomie ok. 75 proc.

Ponawiam pytanie: dlaczego nie ma obowiązku szczepień przeciw COVID-19? Ryzyko zakażenia jest duże, a koszty dla systemu gigantyczne. Specjaliści, m.in. ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej ds. COVID-19 dr Paweł Grzesiowski, podnoszą, że należałoby wprowadzić obowiązek szczepień np. pracowników ochrony zdrowia czy nauczycieli, jeśli chcą wykonywać swój zawód, a także dla osób powyżej 50. roku życia.

Punkt widzenia ekspertów z wąskiej dziedziny nauki w tym medycyny ma tę wadę, że w żaden sposób nie bierze pod uwagę realiów życia społeczno-gospodarczego. To cenne rady, ale podejmowanie decyzji na poziomie rządu nie może uwzględniać punktu widzenia jednej grupy, jednego grona ekspertów.

Trzeba sobie zdawać sprawę, że u nas pewne środki przymusu nie tylko są źle odbierane, ale potrafią działać przeciwskutecznie i zniechęcać ludzi, uruchamiać postawę jeszcze bardziej negatywną, czy wręcz agresywną. Ruch antyszczepionkowy w Polsce – z przykrością to muszę powiedzieć – jest stosunkowo silny i w pewnym sensie sprofesjonalizowany. Występują tu incydenty, które mają charakter agresywny. Naszym celem nie jest teraz sprowokowanie ludzi do wyjścia na ulicę i mówię tu o zacznie szerszych grupach niż w Austrii, Francji czy Niemczech.

Rząd, podejmując decyzje, patrzy, jakie będą jej konsekwencje – korzyści i koszty, w tym te społeczne. Trzeba podejmować decyzje, które są pragmatyczne i racjonalne. Trzeba ważyć ryzyko.

Staramy się stosować taką politykę, która weryfikuje, czy zarządzając infrastrukturą zapewniającą leczenie i wsparcie dla chorych oraz mając dosyć wysoki – choć zawsze mógłby być wyższy – poziom zaszczepienia i odporności w populacji, jesteśmy w stanie przejść tę falę.

Patrząc na przykład na woj. podlaskie i lubelskie widzimy, że nasza polityka jest niezwykle pragmatyczna. Tam właśnie zakażenia zaczynają spadać, obserwujemy spadki dynamiki od ponad tygodnia. Widzimy więc, że nie zwiększając restrykcji możemy poniekąd falą zakażeń zarządzać.

A może spadki to efekt tego, że ludzie nie robią testów, a nie tego, że zakażeń nie ma... Co z hospitalizacjami w tych województwach?

W obu województwach w ostatnim dniu hospitalizacje netto spadły o kilkadziesiąt osób. Ludzie, jeśli mają skłonność do niebadania się, to ona jest przez całą falę, a nie na jej końcu. Jeśli widzimy spadek infekcji, to można przyjąć, że taki jest przebieg fali. Paradoksalnie wykonujemy teraz więcej badań, niż wykonywaliśmy w poprzednich falach. Dziś mamy blisko 100 tys. testów na dobę, co w poprzednich falach było szczytem badań przy poziomie zakażeń ponad 30 tys.

Jak Pan odpowie osobom, które uważają, że niewprowadzanie przymusu szczepień to polityczna kalkulacja, obliczona na utrzymanie poparcia części elektoratu?

To kompletnie chybiona teza. Patrzymy i analizujemy różne badania. Widzimy, że jeśli chodzi o stosunek do szczepień czy restrykcji, to największą grupą przeciwników w sensie podziału politycznego są ci, którzy nie uczestniczą w ogóle w życiu politycznym.

Projekt o weryfikowaniu szczepień przez pracodawców był w wykazie prac rządu, teraz jest inicjatywa poselska PiS w tym obszarze. Pracodawcy powinni mieć takie narzędzie?

To dobry kierunek. Restrykcje w postaci zawężania czy ograniczania prowadzenia działalności gospodarczej to nie jest dobry kierunek, bo to odbieranie sobie perspektywy rozwojowej kraju. Natomiast zmiany dotyczące organizacji pracy, wykorzystujące informacje, kto jest zaszczepiony, a kto nie, to kierunek skuteczny. Narzędzia zawsze stosuje się adekwatnie do sytuacji, w której się znajdujemy. Musimy dać pracodawcom narzędzie do zarządzania możliwą transmisją we własnej firmie. Nie możemy dopuszczać do zamykania firm.

strona 1 z 2