Zdrowy, nomen omen, rozsądek podpowiada, że nie ma w tej chwili powodu, by dokonywać zmiany na stanowisku ministra zdrowia… i być może dlatego w ostatnich dniach nasiliły się spekulacje, że taka zmiana może stać się faktem.
Wariant budżetowy NFZ na 2026 r. z pozoru imponuje, ale realnie skrywa groźny deficyt w wysokości 50–60 mld zł.
Pisząc o tym, ile lekarze zarabiają, trzeba zawsze pisać też – ile pracują. Niekoniecznie dlatego, że napędza ich chciwość, bo zbyt często jest to świadomość, że nikt inny na dyżur nie przyjdzie, więc alternatywą jest zamknięcie oddziału.
Zapewnienie jakości kształcenia jest wyzwaniem już przy obecnej liczbie miejsc rezydenckich, a ich zwiększenie, dodajmy – gwałtowne, tak samo jak gwałtownie zwiększano liczbę miejsc na kierunkach lekarskich – może tylko pogłębić problemy.
Bez nowelizacji ustawy budżetowej „dotacja z budżetu” będzie oznaczać przesunięcie środków pozostających w dyspozycji ministra zdrowia do kasy NFZ. Środków na ochronę zdrowia nie przybędzie, choć budżet płatnika wzrośnie. Kosztem inwestycji – czy to w infrastrukturę, czy w kadry.
Potrzebujemy twardej, opartej na faktach dyskusji o pieniądzach na zdrowie, jeszcze bardziej potrzebujemy decyzji w tym zakresie. Wstęp już jest: analiza NIK z wykonania budżetu na 2024 rok. Wynika z niej, że publiczne wydatki na zdrowie zaplanowano na niespełna 5,1 proc. PKB. Daleko mniej niż papierowy, zafałszowany cel.
Izabela Leszczyna może liczyć, że jeśli wygospodaruje pieniądze we własnym zakresie, przejdzie obronną ręką przez rekonstrukcję rządu, a odświeżenie mandatu od premiera wzmocni jej pozycję w relacjach z ministrem finansów.
Rzeczywiście wstrząsających raportów ekspertów na temat zagrożeń płynących z powiększania się luki w finansach NFZ nie dostrzegano, nie analizowano, nie wyciągano wniosków. I – niestety – nic nie wskazuje, by miało się to w dającej się przewidzieć przyszłości zmienić.
Nie wszystkie słabości systemu ochrony zdrowia można sprowadzić do niskiego finansowania, ale bez uznania, że na zdrowie wydajemy znacząco za mało środków, nie da się zrozumieć ani tego, jak system funkcjonuje, ani jego wad (o właściwym zdefiniowaniu sposobów sanacji nie mówiąc).
Co czeka zdrowie? Przede wszystkim warto mieć w tyle głowy, że ani dla rządu, ani dla nowego prezydenta nie będzie to obszar priorytetowy.
Choć lekarze są w czołówce zawodów z największym prestiżem i ciągle cieszą się ogromnym zaufaniem społecznym, rośnie odsetek specyficznie „wyedukowanych” pacjentów, którzy podważają diagnozy czy wdrożone procedury.
1 czerwca wybierzemy prezydenta. Co zapamiętamy, a co powinniśmy pamiętać z wątków „zdrowotnych”, które przewinęły się w czasie kampanii?
Wyobrażam sobie, co by spotkało ministra zdrowia, który wychodzi do ludzi i mówi, że pozamyka szpitale. Ale nie muszę sobie wyobrażać, co dzieje się teraz, w tych wielu niepozamykanych szpitalach.
Realizacja ustawy o wynagrodzeniach minimalnych będzie trudną operacją i wyzwaniem w wymiarze finansowym, ale prawdziwe trudności nadejdą potem, gdy trzeba będzie wypracować akceptowalny i możliwy do zrealizowania model na przyszłość.
Scenariusz, w którym zmiana w Pałacu Prezydenckim otworzy rządowi Donalda Tuska możliwości uchwalania ustaw, do tej pory blokowanych – realnie lub potencjalnie – przez Andrzeja Dudę, stanął pod potężnym znakiem zapytania.
Przygotowanie nowej wersji ustawy podwyżkowej, która nie uruchomi protestów, może okazać się zadaniem o wiele trudniejszym, niż pilotowanie ustawy szpitalnej (ta jest na czwartym rządowym okrążeniu i nie wiadomo, czy i kiedy wyląduje).
Wybory prezydenckie nie są „o zdrowiu”, a tym bardziej nie są „o pieniądzach na zdrowie”. Na szczęście.
Przemoc wobec medyków jest krytycznym i rosnącym problemem ze względu na jej dotkliwe skutki nie tylko dla pracowników służby zdrowia, ale i systemów opieki zdrowotnej oraz samych pacjentów.
Podczas sobotniego protestu bardzo mocno wybrzmiał przekaz, że ostatnich aktów skrajnej przemocy nie można rozpatrywać bez uwzględnienia aspektu zdrowia psychicznego naszego społeczeństwa.
Choć ogłoszenie weta najlepiej pokazuje, że powody decyzji Andrzeja Dudy wynikają przede wszystkim z polityki, nie ma wątpliwości, że sama decyzja jest właściwa. Kto na niej (najbardziej) skorzysta?