Konsumpcja alkoholu w Polsce rośnie, a działania podejmowane w tym obszarze przez państwo wydają się nie tylko nieskuteczne, co wręcz, w dużym stopniu – pozorowane.
Moim celem od samego początku było zagwarantować finansowanie systemu ochrony zdrowia na poziomie 7 proc. PKB, co się udało – stwierdził minister zdrowia Adam Niedzielski. Gdyby to był stand-up, po tych słowach powinna nastąpić eksplozja śmiechu.
Czy możliwy jest sukces we wprowadzaniu zmian w systemie ochrony zdrowia bez rudymentarnego zaufania między ministrem zdrowia a lekarzami?
Kluczowych (a tak naprawdę żadnych) rozwiązań rzutujących na system ochrony zdrowia nie można – w bezpieczny dla wszystkich interesariuszy sposób – tworzyć w kontrze do pracowników.
Gdy wszystko idzie jak po maśle, do orderów pręży się rząd piersi. Gdy zaczynają się problemy, rząd wypiętych do orderów piersi znika. Zaczyna się szukanie kozła ofiarnego, a przy okazji takich poszukiwań łatwo obudzić stare demony.
Dwukrotne różnice między Polską a UE nie dotyczą przecież tylko pojedynczego wskaźnika – 4,8 proc. PKB na zdrowie wydatków publicznych w Polsce i unijna średnia 9 proc. PKB jakoś nie przebijają się w wypowiedziach szefa resortu zdrowia.
Medyczny exodus za granicę w ostatnich latach był dość stabilny, jednak rok 2022 przyniósł ponad 50-proc. wzrost liczby wydawanych zaświadczeń potrzebnych lekarzom do wyjazdu z kraju – czytamy na EURACTIV.pl.
Trudno dojść, czy brak poważnych propozycji programowych jest wynikiem braku faktycznego zainteresowania po stronie społeczeństwa, czy może odwrotnie – ponieważ takich propozycji na stole nie ma, zdecydowana większość Polaków nie wierzy, że problemy udałoby się rozwiązać.
Niemcy nie mają ustawy X proc. PKB na zdrowie, po prostu finansują – czy też refinansują – z budżetu rosnące (przede wszystkim w związku ze starzeniem się społeczeństwa) koszty zapewnienia obywatelom właściwego dostępu do opieki zdrowotnej.
Czy lekarze i pacjenci znajdują się po dwóch stronach barykady? Nie, ale politycy chętnie ich w ten sposób rozstawiają, by przesłonić własne błędy i złe decyzje.
Medyczne konta oszczędnościowe mogą być rozwiązaniem przełomowym, gdyż nie muszą być postrzegane jako bezpośrednie zagrożenie dla systemu publicznego.
Dane pokazujące, że Polska jest w ostatnich trzech latach wśród krajów UE i OECD jednym z liderów tragicznych statystyk, zdają się być dla szeroko rozumianej opinii publicznej i jej liderów równie przezroczyste, jak czwarty wiceminister dla systemu ochrony zdrowia.
Co o roku wojny w Ukrainie, jeśli chodzi o system ochrony zdrowia, mówią suche liczby? Co mogłyby mówić, gdyby zadać dodatkowe pytania – i dlaczego one nie padają, choć wydają się oczywiste?
Czy naprawdę wszyscy uwierzyli w przekaz o rosnących nakładach na zdrowie i gwarancjach ustawy 7% PKB na zdrowie? Czy to raczej kwestia dość powszechnego przekonania, że „jakoś to będzie”, „nie może być aż tak źle”, „pożyjemy, zobaczymy”? Czy to niechęć do wychylania się ze zbyt krytycznymi wypowiedziami?
Nawet jeśli nieporadnie językowo, AI daje radę. I wręcz imponuje tym, że nie uwierzył w przekaz o radykalnie i skokowo rosnących nakładach na zdrowie i w baśń o ustawie 7 proc. PKB na zdrowie.
WOŚP nie rozwiązuje już problemów polskiego systemu ochrony zdrowia. Podtrzymuje złudę jednorazowego wypełnienia obywatelskiego obowiązku.
O tym, co znaczy osławiony „pacjentocentryzm”, przekonują się właśnie lekarze, którzy w swoich decyzjach kierowali się dobrem pacjenta, nie wiedząc (albo nie dowierzając), że Fundusz upomni się o „swoje”.
„Gdybyśmy mieli blachę, zrobilibyśmy konserwy, ale nie mamy mięsa” – żartowano w PRL. Obecnie również nie mamy ani lekarzy, ani pieniędzy, by premiować ich pozostanie na jednym miejscu pracy w systemie publicznym.
Jeśli minister mówi, że można między bajki włożyć lepszą dostępność lekarzy w systemie prywatnym, to niestety miejsca na półce z bajkami brak, bo całość jest zajęta przez opowieści o tym, że w tym roku już będzie przekroczone 6 proc. PKB, a w zasięgu ręki jest 7 proc. PKB.
Ponieważ od stycznia finanse Narodowego Funduszu Zdrowia bazują wyłącznie na składkach zdrowotnych, wolniejszy od zakładanego wzrost płac w grudniu musi niepokoić.