Na szczepienie musi się zgłosić drugie tyle Polaków

24.05.2021
Małgorzata Solecka
Kurier MP

Do kontrolowania pandemii potrzebujemy 70–80% uodpornionych osób w populacji, a dane naukowe sugerują, że przechorowanie może dawać odporność słabszą i krótszą niż szczepienie – mówi dr Tadeusz Jędrzejczyk, specjalista w dziedzinie zdrowia publicznego, były prezes Narodowego Funduszu Zdrowia, dyrektor Departamentu Zdrowia Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego.


Dr Tadeusz Jędrzejczyk. Fot. Włodzimierz Wasyluk

Małgorzata Solecka: Województwo pomorskie jest liderem w realizacji szczepień przeciwko COVID-19, z największym odsetkiem zaszczepionej populacji i największym wskaźnikiem liczby wykonanych szczepień na liczbę mieszkańców. Jaki jest przepis na sukces?

Dr Tadeusz Jędrzejczyk: Do niedawna województwo pomorskie rzeczywiście było liderem w realizacji szczepień przeciwko COVID-19. Nie jestem pewny, czy w ostatnich dniach jednak nie straciliśmy „żółtej koszulki”. Dlaczego na Pomorzu akcja przebiega stosunkowo sprawnie, wyraźnie sprawniej niż w wielu innych województwach? Kluczowe wydają się dwa elementy. Koncentracja punktów szczepień powszechnych, czy też masowych, w Trójmieście, gdzie mieszka 60% populacji całego województwa. No i gotowość mieszkańców. Same punkty by nie wystarczyły, gdyby brakowało chętnych na szczepienie. Teraz, gdy pojawiły się problemy z dostawami szczepionek do punktu szczepień uruchomionego przez Uniwersyteckie Centrum Kliniczne (UCK), a jednocześnie dostawy do punktów prowadzonych przez podmioty Samorządu Województwa Pomorskiego znacząco się zmniejszyły, nadal w dziennych raportach zajmujemy wysokie miejsce, ale już nie pierwsze. W regionie działa co prawda niemal 400 punktów, ale największą liczbę szczepionek podają właśnie największe punkty, zlokalizowane w obrębie aglomeracji.

Co się dzieje w UCK? Słyszymy, że szczepienia wstrzymano, albo przynajmniej jest takie zagrożenie.

Pomorski Urząd Marszałkowski nie jest organem założycielskim UCK, więc nie jest moją rolą komentowanie sytuacji tego konkretnego punktu. Mogę powiedzieć, że szpitale podległe marszałkowi województwa wykonały do tej pory ponad 265 000 szczepień. Jak wspomniałem, nie można pomijać też około 400 małych punktów szczepień, przede wszystkim w poradniach podstawowej opieki zdrowotnej (POZ), jednak nasze doświadczenia pokazują, że strategia oparcia Narodowego Programu Szczepień w jego pierwszej fazie, gdy największym problemem był deficyt dawek, na niewielkich punktach, ze ściśle reglamentowaną liczbą dawek szczepionek, była nie tyle nieskuteczna, co nieefektywna w zarządzaniu. Byłoby znacznie lepiej, gdyby małe punkty włączono do programu wtedy, gdy zmalał problem niedoboru dawek. Widać zresztą już w tej chwili, że część poradni POZ już się wycofała ze szczepień, bo udział w tej akcji wiąże się z licznymi formalnościami, kontrolami, a przy niewielkiej liczbie szczepień jaką punkt może tygodniowo wykonać, całość staje się po prostu nieefektywna, a sama organizacja punktu dość mocno utrudnia codzienną pracę placówki. W tej chwili obserwujemy zmniejszenie dostaw, ale ono się pojawia również w innych regionach...

... a czy nie jest tak, że Pomorze będzie mieć teraz bardziej obcinane dostawy, żeby szczepionki poszły do regionów, które ze szczepieniami radziły sobie słabiej, żeby nadgonić dysproporcje?

Nie mamy wglądu do danych dotyczących dystrybucji dawek. Mogę powiedzieć, że w ostatnich dniach zmniejszenie dostaw w stosunku do zapotrzebowania, czyli liczby zgłoszonych lub zgłaszających się chętnych do szczepienia, było na poziomie 20–30%, czyli odczuwalne. To oczywiście przełożyło się od razu na liczbę osób zaszczepionych. Z kolei widzimy, że Dolny Śląsk i Śląsk w tym samym czasie szczepiły więcej. To są jednak tylko nasze obserwacje, z ostateczną oceną poczekamy na twarde dane. 

Można oszacować, kiedy na Pomorzu wszyscy chętni zostaną zaszczepieni pierwszą dawką? Tacy, których nie trzeba jakoś specjalnie mobilizować, przekonywać? 

Jeśli chodzi o pierwszą dawkę wystarczyłby miesiąc, pod warunkiem utrzymania dotychczasowego wolumenu i harmonogramu dostaw. 

Pomorze ma większy – może nie spektakularnie, ale jednak wyraźnie – odsetek najstarszych seniorów zaszczepionych pierwszą dawką. Dla Polski jest to w tej chwili niecałe 59%, na Pomorzu – niemal 65%. W porównaniu z województwem najgorzej sobie pod tym względem radzącym, czyli podkarpackim (niecałe 48%), to już prawdziwa przepaść. Skąd te różnice?

Poza kwestiami organizacyjnymi, to również moim zdaniem kwestia zaufania do szczepień, które udało się osiągnąć, czy też wypracować wspólnym wysiłkiem w tym samym kierunku. 

Przecież jeszcze kilka lat temu województwo pomorskie, zwłaszcza Trójmiasto, było silnie kojarzone z ruchami antyszczepionkowymi, co przekładało się na dużą liczbę odmów obowiązkowych szczepień dzieci. 

Tak było, ale zapewne właśnie dzięki temu, że problem nagłośniono, różne instytucje i środowiska zmobilizowały się do prowadzenia akcji edukacyjnej na rzecz szczepień ochronnych. Na długo, patrząc z perspektywy czasu, przed pandemią COVID-19. I jeszcze przed pandemią zaangażowanie pracowników medycznych, poradni, szpitali, ale też inspekcji sanitarnej kierowanej wówczas przez Tomasza Augustyniaka, w tej chwili mojego współpracownika, zaczęło procentować. Zaufanie do szczepień na Pomorzu zwiększało się, co w tej chwili na pewno pomaga się uporać z obawami czy dystansem wobec szczepień przeciwko COVID-19. Oczywiście, postawy antyszczepionkowe na Pomorzu nie zniknęły, antyszczepionkowcy nadal są aktywni, ale pozytywna mobilizacja na rzecz szczepień – można chyba zaryzykować takie twierdzenie – się powiodła. 

W ostatnich dniach mieliśmy pierwsze informacje od pełnomocnika rządu ds. programu szczepień na temat opuszczania drugich dawek. Zjawisko, jak ocenił Michał Dworczyk, jest zauważalne, choć jeszcze nie alarmujące. W poprzednim tygodniu na podanie drugiej dawki szczepionki w skali całej Polski nie stawiło się ok. 10 000 osób. Nie wiadomo dlaczego Centrum e-Zdrowia nie może wygenerować zbiorczych danych, ale jest przynajmniej reakcja – pracownicy infolinii będą dzwonić i uświadamiać o niezakończonym cyklu szczepienia. Jak to wygląda na Pomorzu? 

Nie mamy możliwości dokładnego monitorowania tego problemu, choćby dlatego, że podanie obu dawek powinno odbyć się w tym samym punkcie, ale w praktyce można je wykonać w dwóch różnych punktach. Tu rzeczywiście do analizy potrzebne są dane z Centrum e-Zdrowia. Z informacji, jakie uzyskałem w dwóch dużych punktach szczepień w naszym województwie wynika, że w ciągu ostatniego tygodnia na podanie drugiej dawki nie zgłosiło się ok. 2% szczepionych. Dane dotyczą szczepionek mRNA, bo w przypadku szczepionki firmy AstraZeneca podawanie drugich dawek właściwie dopiero się zaczyna i jest za wcześnie, żeby móc wyciągać jakieś wnioski. Przy tak małym odsetku można założyć, że część osób być może zaszczepiła się w innym punkcie – punkty nie wymieniają się informacjami, a niektórzy pacjenci być może zachorowali, niekoniecznie na COVID-19, więc podanie drugiej dawki odłożono w czasie. 

Nie wydaje się, aby w tej chwili był to jakiś ogromny problem, być może dlatego, że – jak już mówiliśmy – w tej chwili szczepią się przede wszystkim osoby bardzo silnie zmotywowane. Takie, dla których szczepienie przeciwko COVID-19 jest bardzo ważne. W tej chwili w skali kraju co najmniej jedną dawkę otrzymało 33% populacji, kolejne kilka procent czeka na swoją kolej w systemie rejestracji. Coraz mocniej wybrzmiewa pytanie, kiedy natkniemy się na ścianę – czy będzie to 40, 45 czy może 50% populacji, która do szczepienia nie będzie potrzebować żadnej, albo przynajmniej znaczącej motywacji?

Wydaje się, że raczej nie będzie to 50%, a właśnie między 40% a 45%. To grupa tych, którzy rozpoczęli lub zakończyli proces szczepienia, albo się zarejestrowali lub w najbliższym czasie to zrobią – nie czekając ani na jakąś kampanię edukacyjną, ani na dodatkowe zachęty. Biorąc pod uwagę, że do kontrolowania pandemii potrzebujemy według aktualnych oszacowań ekspertów 70–80% uodpornionych osób w populacji, a dane naukowe sugerują, że przechorowanie może dawać odporność słabszą i prawdopodobnie krótszą niż szczepienie, zwłaszcza wobec nowych wariantów wirusa – tak naprawdę do programu szczepień musi się zgłosić niemal drugie tyle Polaków. I oni potrzebują zachęt, motywacji, wyjaśnienia ich wątpliwości. Przede wszystkim może – wiedzy: co szczepienie im gwarantuje, przed czym chroni, dlaczego jest ważne, nie tylko dla nich. Że jest bezpieczne, bezpieczniejsze niż rezygnacja z niego.

Już w tej chwili widać, że prawdopodobnie odsetek zaszczepionych będzie różny w poszczególnych regionach Polski. W tej chwili w województwie pomorskim pierwszą dawką zaszczepiono 44% populacji, województwo świętokrzyskie – nieco ponad 34%. Oczywiście, różnica być może jest trochę mniejsza – w pewnym momencie do Trójmiasta przyjeżdżali się szczepić mieszkańcy choćby Warszawy, ale nie wydaje się, by ta migracja szczepionkowa bardzo mocno przełożyła się na statystyki. 

Świętokrzyskie, podkarpackie, lubelskie, warmińsko-mazurskie, ale też małopolskie radzą sobie wyraźnie słabiej niż pomorskie, dolnośląskie czy zachodniopomorskie. Przypadek? 

Widać wyraźnie, że część naszych rodaków potrzebuje dodatkowych zachęt. I szkoda, że o nich zawczasu nie pomyślano. 

Jeden z pomysłów – dzień wolny na szczepienie. 

Doskonały, tylko musiałby być wprowadzony przed rozpoczęciem szczepień. Wprowadzenie go w tej chwili mogłoby uruchomić frustrację tych, którzy się już zaszczepili. 

Może więc loteria? W Stanach Zjednoczonych poszczególne stany ogłaszają loterie z gigantycznymi nagrodami. Nie jest to wprost płacenie za szczepienie...

... i to jest dobry pomysł na promocję szczepień. Wiadomo, że cenne nagrody przemawiają silnie do wyobraźni i część osób mogłaby zostać bardzo silnie zmotywowana. 

A może rację mają przedstawiciele samorządów, którzy proponują, aby wypłacanie finansowych benefitów – takie jak na przykład 14. emerytura, która ma zostać wypłacona jesienią, czy też 500+, były uzależnione od szczepienia? 

Jak w każdym przypadku należy uruchamiać w pierwszej kolejności bardziej dyskretne działania, weryfikować ich efektywność i dopiero wtedy sięgać po kolejne. Na początek zatem wystarczyłoby, żeby na przykład jasno powiedzieć: w przypadku, gdy trafisz do szpitala i będzie konieczne wykonanie testu, zostanie on wykonany na twój własny koszt. Chcesz odwiedzić kogoś w szpitalu: nie jesteś zaszczepiony, więc test obowiązkowy i odpłatny. Usługodawcy prywatni, przewoźnicy będą mogli wprowadzić odpowiednie zmiany w regulaminach, żeby mogli zweryfikować, czy ktoś się zaszczepił i w przeciwnym przypadku nałożyć obowiązek noszenia maseczki ochronnej. Oczywiście wszystkie takie działania powinny być przygotowane i ogłoszone jak najszybciej, jednak wprowadzone w życie dopiero wtedy, gdy każdy będzie miał już szansę na szczepienie.

Pojawia się wreszcie postulat, aby szczepienie przeciwko COVID-19 były obowiązkowe. 

W mojej ocenie zanim wyciągniemy tego rodzaju broń atomową należałoby sprawdzić, jak działają miękkie narzędzia perswazji. Weźmy choćby odwiedziny w szpitalu. Osoba zaszczepiona, z zachowaniem reżimu sanitarnego – dystans, dezynfekcja, maseczka – miałaby możliwość odwiedzenia bliskiej osoby. Niezaszczepiona – tylko z ujemnym wynikiem testu wykonanym na własny koszt.

Obowiązkowe szczepienia, o których mówią samorządowcy, pojawiają się w konkretnym kontekście – nie dotyczyłyby wszystkich, a osób, które w swojej pracy mają kontakt z wieloma osobami. Czyli, oczywiście, pracownicy sektora ochrony zdrowia, ale również szeroko rozumianej oświaty, pomocy społecznej. Również sektora usług. Chodzi o minimalizowanie ryzyka powstawania ognisk epidemicznych, ale również nie możemy tracić z pola widzenia tego, że musimy osiągnąć próg 70–80% uodpornionych, przy czym – jak już wspomniałem – odporność po przechorowaniu można wzmocnić szczepieniem. Biorąc pod uwagę zagrożenie związane z nowymi wariantami wirusa, próg dający zabezpieczenie przed kolejną, dużą falą zachorowań znajduje się chyba bliżej 80%. 

A jeśli się nie uda go osiągnąć? 

To przyjdzie czwarta fala i może kolejne. Oczywiście – możemy założyć z dużym prawdopodobieństwem – że nie będą mieć takich rozmiarów, jak druga i trzecia, ale to nie znaczy, że ich nie odczujemy. To kolejne dziesiątki tysięcy w szpitalach i tysiące zmarłych. To również kolejne tygodnie całkowitej, albo częściowej blokady systemu ochrony zdrowia i utrudnienia w dostępie do diagnostyki i leczenia dla pacjentów z innymi problemami zdrowotnymi. To, że dzienne liczby zakażeń nie osiągną 30 000, nie powinno nas uspokajać. System wchodzi w turbulencje już przy 10 000–12 000. 

Eksperci mówią też, że kolejna fala może dotknąć w różnym stopniu poszczególne regiony – a to zróżnicowanie byłoby widoczne jeszcze bardziej, niż przy falach, które są za nami. Nie tylko pod względem liczby zakażeń, ale też ciężkiego przebiegu COVID-19 i śmiertelności. Powód to oczywiście różnice w odsetku zaszczepionych w grupach dużego ryzyka, czyli przede wszystkim najstarszych seniorów. 

To jest niestety trafna prognoza. A liczba zgonów, z którą musielibyśmy się liczyć, tych zgonów nadmiarowych, niekoniecznie potwierdzonych jako zgony z powodu COVID-19, od września do grudnia 2021 roku może się zwiększyć – jeśli nie uda się nam uniknąć czwartej fali – o kilkadziesiąt tysięcy. 

Dlatego rzeczywiście priorytetem jest w tej chwili zaszczepienie jak największego odsetka osób po 70. i 80. roku życia. Tu akurat kluczowe wydaje się zaangażowanie poradni POZ, które powinny otrzymać wsparcie finansowe i organizacyjne w zakresie, na przykład, transportu seniorów. Można też dofinansować, realnie pokrywając koszty, dojazd zespołu do seniora w jego miejscu zamieszkania. 

Polski wynik, niespełna 60% seniorów zaszczepionych pierwszą dawką, chyba powinniśmy traktować jako wstydliwy. Hiszpania, kraj z większą liczbą mieszkańców, według danych European Centre for Disease Prevention and Control (ECDC) zaszczepiła 100% swoich najstarszych obywateli. Włochy, żeby pozostać tylko przy państwach z największymi populacjami w Unii Europejskiej, niemal 90%. Nasz wynik dobitnie pokazuje, że po pierwsze – w Polsce systemu opieki nad seniorami nie ma, po drugie – że na ten brak nałożyliśmy wyjątkowo nieprzyjazny dla seniorów system zgłoszeń do programu szczepień. 

To już się stało. Teraz trzeba jak najszybciej naprawić ten błąd.

Rozmawiała Małgorzata Solecka

Reklama

Napisz do nas

Zadaj pytanie ekspertowi, przyślij ciekawy przypadek, zgłoś absurd, zaproponuj temat dziennikarzom.
Pomóż redagować portal.
Pomóż usprawnić system ochrony zdrowia.

Przegląd badań