Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

Barometr epidemii (16)

26.07.2020
Małgorzata Solecka
Kurier MP

Mija tydzień kolejnych rekordów zakażeń za granicą, również w Polsce sytuacja jest daleka od stabilizacji.

Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Gazeta

Mamy zespół ds. opracowania strategii zwalczania epidemii COVID-19. 21 lipca zostało opublikowane zarządzenie ministra zdrowia w tej sprawie, jest szansa że do końca miesiąca odbędzie się pierwsze spotkanie tego gremium, w skład którego wchodzą przede wszystkim urzędnicy resortu zdrowia i osoby. Chciałoby się powiedzieć: „lepiej późno niż później”, ale nie czas na sarkazm.

Największa porażka. 584 przypadki zakażeń zaraportowane 25 lipca. To nie jest rekord (rekordy notowaliśmy na początku czerwca), ale niewątpliwie – bardzo dużo, jak na zapewnienia, że świetnie sobie radzimy z duszeniem epidemii. Czas przeszły, oby nie dokonany, bo wskaźnik R znów w większości województw przekroczył 1. Nikt nie mówi i nikt nie myśli o lockdownie, ale niestety – nikt nie myśli również o tym, że większa liczba zakażonych to również większa szansa na transmisję wirusa do populacji szczególnie wrażliwej.

Nie można hamować gospodarki, życie społeczne musi zacząć funkcjonować na w miarę pełnych obrotach, ale czy na pewno nie warto zrewidować listy obostrzeń, od których odstąpiono? Wirus rozprzestrzenia się w ludzkich skupiskach – mamy rodzime przykłady z wesel i innych imprez, choćby rejsu katamaranem (blisko dwadzieścia już potwierdzonych przypadków), mamy przykład imprezy klubowej u naszych południowych sąsiadów, gdzie zakaziło się, prawdopodobnie od jednej osoby, kilkudziesięciu gości.

Największy błąd. „Cieszę się, że coraz mniej obawiamy się tego wirusa, tej epidemii. To jest dobre podejście, bo on jest w odwrocie. Już teraz nie trzeba się go bać”. Tak premier Mateusz Morawiecki na początku lipca zagrzewał wyborców – przede wszystkim ze starszych grup wiekowych do uczestnictwa w drugiej turze wyborów. Ekspertom włos jeżył się na głowie – dali temu wyraz choćby rektorzy uczelni medycznych, wprost łając polityków za dezinformowanie opinii publicznej w kwestii etapu epidemii, na jakim się znajdujemy. „Polacy nauczyli się żyć z koronawirusem” – to znów Mateusz Morawiecki, wypowiedź z mijającego tygodnia. Zła wiadomość – Polacy nauczyli się przede wszystkim lekceważyć zagrożenie. Można powiedzieć, że nauki, które płynęły z góry przez tyle tygodni, nie poszły w las.

Efekty? Rząd zmniejszył właśnie wymagany dystans społeczny – o pół metra. Nikt go nie przestrzega! Wystarczy przejść się po plaży, turystycznych szlakach, wystarczy przyjechać do Gdańska, gdzie 25 lipca rozpoczął się Jarmark Dominikański. Człowiek na człowieku, zdecydowana większość bez obowiązkowych (gdy nie ma możliwości zachowania owego „zarządzonego” dystansu) maseczek ochronnych.

Od co najmniej dziesięciu tygodni alarmujemy, że jest problem z egzekwowaniem zasłaniania nosa i ust w zamkniętych miejscach – tam, gdzie jest to teoretycznie obowiązkowe. W środkach komunikacji miejskiej, pociągach, sklepach, ale również w hotelach. Twierdzenie, że „Polacy nauczyli się żyć z koronawirusem” jest prawdziwe tylko wtedy, jeśli „żyć z koronawirusem” oznacza, nomen omen, „mieć go w nosie”.

strona 1 z 2