Lekarskie wołanie o pomoc

26.04.2021
Jolanta Grzelak-Hodor
Kurier MP

Czasem lekarze zgłaszając się do mnie mają już bardzo nasilone objawy, np. natręctw czy depresji, jednak latami tak żyją, praca jest ostatnim bastionem ich pozornie normalnego funkcjonowania. Długo nie dopuszczają myśli, że z czymś sobie nie radzą – mówi Magdalena Flaga-Łuczkiewicz, psychiatra, psychoterapeuta, pełnomocnik ds. zdrowia lekarzy w Okręgowej Izbie Lekarskiej w Warszawie.

Magdalena Flaga-Łuczkiewicz. Fot. arch. wł.

Jolanta Grzelak-Hodor: Kilka miesięcy temu opinię publiczną poruszyła informacja o wynikach badań, w których aż kilkanaście procent polskich lekarzy zadeklarowało odejście z zawodu po ustąpieniu COVID-19. Czy pandemia w aż tak wielkim stopniu wpłynęła na psychikę personelu medycznego?

Magdalena Flaga-Łuczkiewicz: To nie jest efekt jedynie walki z koronawirusem. Pandemia jeszcze bardziej obnażyła codzienne niedomogi polskiego systemu ochrony zdrowia oraz problemy relacyjne, czyli to, jak w tym systemie traktowany jest lekarz. Jak? Na ogół bardzo źle. Dowodem jest kuriozalna oferta pracy w szpitalu tymczasowym w Warszawie, skierowana niedawno do lekarzy przez Wojskowy Instytut Medyczny: „Poszukujemy osób odważnych, pozbawionych roszczeniowej postawy i wyuczonej bierności...”. Ta treść jest zwyczajnie obraźliwa i takie również jest traktowanie lekarzy w Polsce, nie tylko w czasie pandemii.

Kiedy lekarz chce być po prostu dobrze traktowany jako pracownik, mówi się, że jest roszczeniowy. Jeśli oczekuje odpowiednich warunków pracy, oskarża się go o bierność, bo sam nie potrafi niczego „ogarnąć”. Lekarze, których znam, nie mają nadmiernych oczekiwań, chcą spokojnie pracować za godziwe wynagrodzenie. Trudno, by nie reagowali na przedmiotowe traktowanie, jakim jest np. nagłe przesuwanie z oddziału na oddział, odgórne delegowanie do pracy w szpitalu covidowym. Oczywiście pandemia wymaga czasem takich działań, jednak ważna jest forma, w jakiej podejmuje się podobne decyzje.

A kiedy popracuje się kilka miesięcy w takich warunkach, w ciągłej niepewności, wcześniejsza ulotna myśl, by stąd wyjechać, by odejść z zawodu, może stać się decyzją. Nigdy wcześniej w moich rozmowach z lekarzami wątek zmiany pracy nie pojawiał się tak często. Lekarze specjaliści najczęściej zamierzają zrezygnować z pracy w publicznych placówkach medycznych, bo tam stosunek do lekarzy jest na ogół gorszy niż w placówkach prywatnych, natomiast młodzi mówią o emigracji.

Jaka jest obecnie Pani zdaniem Pani kondycja psychiczna polskich lekarzy? Badania przeprowadzone w Chinach wykazały, że mniej więcej połowa tamtejszych lekarzy cierpi dziś na bezsenność, stany depresyjne lub zespół stresu pourazowego.

W 2016 roku przeprowadzono badania, z których wynika, że co czwarty dorosły Polak ma lub będzie mieć jakieś zaburzenie psychiczne, np. uzależnienie, zaburzenia nastroju, zaburzenia lękowe, depresję itd. I to dotyczy całej populacji. Lekarze nie są zdrowsi niż inni, a w obecnej sytuacji żyją w nieustannym stresie i bardziej się przepracowują. Można więc zakładać, że ten odsetek dziś jest wśród lekarzy większy.

Oczywiście, publikowane są już wyniki różnych badań personelu medycznego w czasie pandemii, lecz z lekarzami jest pewien problem – potrafią świetnie odpowiadać na osobiste pytania. Wiedzą, jak zachować „poprawność polityczną”, nawet nie z premedytacji, lecz dla ochrony własnego wizerunku. Lekarz deklaratywnie jest zawsze poprawny, „właściwie” odpowiada, gdy problem dotyczy kogoś innego. Na przykład kiedy sprawdzaliśmy nastawienie młodych lekarzy do leczenia psychiatrycznego, koledze z zaburzeniami psychicznymi wszyscy doradzaliby wizytę u psychiatry. Kiedy podchwytliwie pytaliśmy, jak postąpiliby we własnym przypadku, najczęściej odpowiadali, że leczyliby się sami, najchętniej wypisując sobie receptę na samodzielnie wyszukany lek. Jeśli ktoś rozważał wizytę u specjalisty, był to zwykle lekarz dentysta.

Z zagranicznych badań można wnioskować, że objawy depresji i zaburzenia lękowe ma obecnie co czwarty lekarz. Z własnych obserwacji i bezpośrednich kontaktów mogę stwierdzić tylko, że jest znacznie gorzej niż przed pandemią. Natomiast do nadużywania alkoholu czy innych środków psychoaktywnych bardzo nie lubimy się przyznawać, ale spożycie alkoholu w Polsce w ostatnim roku znacząco wzrosło.

Kiedyś mówiono głównie o uzależnieniach, lecz dziś chyba nie to jest największym zagrożeniem?

Lekarze chorują tak jak wszyscy, choć istnieje zjawisko „healthy worker effect”, które mówi o tym, że w wysokospecjalistycznych zawodach, przy dużym obciążeniu pracą, mniej osób cierpi na najpoważniejsze choroby. Wynika to jednak z faktu, że najciężej chore osoby po prostu w pewnym momencie już nie są w stanie wykonywać swoich obowiązków, ich kariera zawodowa kończy się wcześniej. Nie znaczy to, że żaden pracujący w zawodzie lekarz nie może chorować na np. schizofrenię, lecz prawdopodobnie będzie ona miała łagodniejszy przebieg.

Co do innych zaburzeń – np. z badań przeprowadzonych przez profesora Adama Wichniaka wiadomo, że dwóch na pięciu lekarzy rodzinnych jest niezadowolonych ze swojej jakości snu. Bezsenność jest najpowszechniejszą przypadłością czasu pandemii.

Czy można wskazać specjalizacje mniej i bardziej narażone na wypalenie zawodowe, na problemy psychiczne? Wszak kierunek kształcenia podyplomowego wybiera się świadomie, widząc u siebie predyspozycje do określonych wyzwań. Nie każdy może zostać chirurgiem.

Myślę, że bardzo ciekawe byłyby badania, które pokazałyby zależność między profilem psychologicznym lekarza a wyborem specjalizacji. W dużym uproszczeniu wydaje się, że jeśli ktoś jest raczej wycofany i nie przepada za kontaktami z ludźmi, szybciej wybierze radiologię niż internę. Jeśli ktoś potrzebuje emocji, wybierze medycynę ratunkową, a o psychiatrach mówi się, że są tak samo zakręceni, jak ich pacjenci. Bawiąc się w takie zgadywanie, można też twierdzić, że zabiegowcy są bardziej podatni na uzależnienie od alkoholu, a interniści częściej mają zaburzenia lękowe. Pamiętajmy jednak, że są to stereotypy i uogólnienia.

Co do zasady na pewno wśród wszystkich lekarzy, niezależnie od specjalności, większy niż w populacji ogólnej jest odsetek samobójstw. Najbardziej tę różnicę widać porównując grupy młodych kobiet. Kobiety lekarki częściej popełniają samobójstwa niż kobiety nie-lekarki. Co gorsze, lekarze wiedzą, jak odebrać sobie życie, więc ich próby samobójcze są skuteczne. Rzadziej jest to tylko rozpaczliwe wołanie o pomoc, częściej chęć zniknięcia ze świata.

strona 1 z 2

Aktualna sytuacja epidemiologiczna w Polsce

COVID-19 - zapytaj eksperta

Masz pytanie dotyczące zakażenia SARS-CoV-2 (COVID-19)?
Zadaj pytanie ekspertowi!

Partnerem serwisu jest