Polska zajmuje jedno z czołowych miejsc wśród krajów wysokorozwiniętych pod względem liczby zgonów nadmiarowych w czasie pandemii. Minister zdrowia uważa, że odpowiedzialność za to ponoszą sami Polacy, przez swój niezdrowy tryb życia. To po części prawda. A po części – manipulacja.
Zdaniem ministra przegłosowana nowelizacja ustawy o wynagrodzeniach minimalnych jest przełomowa i powstała w atmosferze współpracy wszystkich środowisk medycznych i rządu. Taka jest „historia” napisana przez ministra zdrowia. A jaka jest prawdziwa?
Uchwalona przez Sejm nowelizacja ustawy o wynagrodzeniach minimalnych to policzek dla środowisk lekarzy i pielęgniarek. Przedstawiciele rządu mówią o historycznym wymiarze podwyżek, jakie czekają pracowników ochrony zdrowia. Patrzenie na problem przez pryzmat wartości nominalnych przy dwucyfrowej i rosnącej inflacji nie ma sensu, ale refleksja przyjdzie dopiero za kilka miesięcy.
Powołując się na konstytucyjne prawo do ochrony zdrowia i życia, możemy wyciągnąć wniosek dokładnie odwrotny od tego, co chciał nam wmówić minister sprawiedliwości – pisze Krzysztof Bukiel, przewodniczący OZZL.
Jakub Sieczko, specjalista w dziedzinie anestezjologii, wydał książkę. Pierwszą, ale z pewnością nie ostatnią. Po takim debiucie czytelnicy – wydawcy, redaktorzy – raczej nie odpuszczą.
W Polsce temat COVID-19 już niemal nie istnieje, ale w globalnych statystykach zakażeń nastąpiło w ostatnim tygodniu odbicie w górę o 28 proc. Tylko w Stanach Zjednoczonych liczba nowych przypadków wzrosła o 10 proc., mimo stosunkowo niskiego poziomu testowania. Nie tylko na testach opiera się jednak wiedza, że SARS-CoV-2 jeszcze nie przeszedł do historii.
Sensacja lub zaskoczenie – to dwa najczęściej powtarzające się komentarze do piątkowych wyników wyborów, jakich dokonał XV Krajowy Zjazd Lekarzy. Komentarze niezupełnie trafne. Zmiana w samorządzie lekarskim wisiała w powietrzu już od dłuższego czasu. Można się nawet zastanawiać, czy nie nadeszła dosłownie w ostatniej chwili.
Od czwartku do poniedziałku flagi przy budynkach publicznych w USA, również w ambasadach tego kraju, są opuszczone do połowy masztów – to symboliczny znak żałoby po milionie śmiertelnych ofiar COVID-19. Tymczasem liczba nowych zakażeń w tym kraju w ciągu tygodnia wzrosła o jedną czwartą, a Biały Dom ostrzega, że w jesienno-zimowej fali zakazić się może 100 mln Amerykanów.
Reforma z roku 1999 przyniosła zasadniczą, pozytywną zmianę, jeśli chodzi o wynagrodzenia lekarzy – pozwalając na dowolne negocjowanie stawek. Lekarze nie są już spętani siatką płac ustalaną przez ministra zdrowia, który nie widzi nic złego w tym, że lekarz specjalista otrzymuje pensję w wysokości wyższej o 100 zł od pracownika bez wykształcenia.
Hiszpania odnotowuje w ostatnich dniach skokowy wzrost hospitalizacji z powodu COVID-19, a lekarze wprost mówią o siódmej fali. W Polsce, w połowie maja, przestanie obowiązywać stan epidemii, a minister ocenia, że wirus i wywoływana przez niego choroba zagrożenie mogą stanowić, ale dopiero jesienią, zaś sytuacja i w kraju, i w Europie zmierza teraz w dobrym kierunku.
Gdyby można było przeczytać jedną książkę rocznie, „Przeczucie” Michaela Lewisa niewątpliwie powinno być wzięte pod uwagę.
W warunkach szpitalnej biedy i deficytu świadczeń wszyscy cieszą się, że w ogóle jest możliwość leczenia, zapominając, że nie chodzi o jakieś leczenie, ale o leczenie, które faktycznie pomaga.
W połowie maja przestanie obowiązywać w Polsce stan epidemii. W sumie to zrozumiała decyzja, bo skoro stłukliśmy termometr i liczba testów spadła do zera, byłoby szczytem hipokryzji twierdzić, że państwo przykłada wagę do zagrożenia związanego z COVID-19. Eksperci przestrzegają przed konsekwencjami, ale czy to po raz pierwszy są ignorowani?
Już ponad pół roku temu Izba Gospodarcza „FARMACJA POLSKA” w pismach do Ministra Zdrowia postulowała jak najszybszą nowelizację ustawy o Funduszu Medycznym. – Opracowaliśmy i przekazaliśmy rządowi szczegółową propozycję poprawek – mówi Irena Rej, prezes Izby.
Teraz, gdy w Polsce pandemia już się skończyła... – gdy takie słowa padają na konferencji, organizowanej przez podległe MZ instytucje, trudno się dziwić powszechnemu – również wśród pracowników ochrony zdrowia – lekceważeniu nadal obowiązującej w placówkach medycznych zasady zakrywania nosa i ust. Twierdzenie o końcu pandemii głęboko rezonuje w społeczeństwie.
Od Unii Europejskiej w ramach zaliczki w związku z kryzysem uchodźczym możemy otrzymać bardzo szybko, przy minimalnych formalnościach, przynajmniej kilkaset milionów euro. Rząd woli jednak wygłaszać twierdzenia o braku pomocy, mimo że zaledwie miesiąc wcześniej prezes PiS twierdził, że Polska do nikogo zgłaszać się po wsparcie nie musi.
Szpitale mają coraz lepszą płynność finansową. Pod tym względem sytuacja szpitali poprawia się – podkreśla minister zdrowia. Koronnym dowodem ma być zredukowanie w ciągu kilku lat zobowiązań wymagalnych z poziomu 4 mld zł do 1,7 mld zł. Jest to jednak dowód jedynie na to, że minister nie jest przywiązany do faktów.
Pół miliarda zakażeń w skali globu – tę granicę przekroczymy dosłownie lada moment, zapewne w poniedziałek. Omikron, choć wyraźnie mniej zjadliwy, wcale nie jest niegroźny. Poza Polską.
Ci lekarze, którzy otrzymują pensje w minimalnej (ustawowej) wysokości, powinni zorganizować w swoich miejscach pracy grupowe, zorganizowane zwolnienie się z pracy i uzależnić powrót do pracy od odpowiedniej wysokości wynagrodzenia – uważa Krzysztof Bukiel, przewodniczący OZZL.
Po upływie dwóch lat od pojawienia się wirusa w Wuhan warto spojrzeć na cały ten okres z metapolitycznego lotu ptaka.