Rządzący wiedzą, jak ten system działa, ale celowo utrzymują te patologiczne „warunki określone przez państwo”. Dzięki nim bowiem mogą odgrywać rolę „dobroczyńców” , którzy od czasu do czasu obdarowują określone podmioty, zyskując tym samym wdzięczność pacjentów i pracowników.
Entuzjazm reformatorski polegający na cząstkowym rozwiązywaniu problemów, nie tylko w ochronie zdrowia, i nagłaśnianiu wybranych osiągnięć ma długą historię w Polsce i okazał się być za każdym razem podejściem bardziej lub mniej chybionym.
Końcówka kampanii wyborczej zdaje się należeć do ochrony zdrowia. Tylko czy coś z tego wyniknie?
Stosunkowo biedna Polska zapłaciła za wykształcenie lekarzy dla bogatej Szwecji, bogatych Niemiec, bogatej Francji – powiedział premier Mateusz Morawiecki w sobotę w Lesznie. Padły też „wyliczenia”, ile Polska straciła przez emigrację lekarzy – ok. 25 miliardów złotych. Skąd taka kwota?
Rząd rozgłaszał wkoło od lat, że jego priorytetem jest publiczna ochrona zdrowia i wzrost jej finansowania. I oto zdarzyło się nagle, że rząd stał się dysponentem odpowiedniej kwoty pieniędzy. Rząd nie przeznaczył ich na odpowiedni wzrost finansowania ochrony zdrowia, ale na inne, znacznie mniej ważne społecznie cele.
W niniejszej publikacji przedstawiono i omówiono wybrane wyniki badania Global Burden of Disease (GBD) dotyczące finansowania ochrony zdrowia w zakresie szacunków przeszłych, obecnych i przyszłych trendów wydatków na ochronę zdrowia do 2050 roku.
Komentarz do artykułu: Weszka A., Filipowicz K., Siwiec J., Topór-Mądry R.: Wydatki na ochronę zdrowia w latach 1995–2050 w ujęciu globalnym – oszacowania Global Burden of Disease. Med. Prakt., 2019; 9: 133–141
Ustawa o wynagrodzeniach minimalnych pracowników medycznych, porozumienia ministra z poszczególnymi grupami zawodowymi, decyzje rządu dotyczące płacy minimalnej – każdy z tych czynników osobno niesie dla systemu określone konsekwencje finansowe. Połączone, przy praktycznie żadnym wzroście finansowania, stanowią toksyczną mieszankę i mogą się okazać wręcz zabójcze.
Jeszcze nie tak dawno narzekałem, że od momentu spektakularnego protestu lekarzy-rezydentów nic oddolnego, oryginalnego, ani angażującego wokół ochrony zdrowia się nie dzieje. Tymczasem trwa niemal pod każdym względem świetnie pomyślana i zorganizowana kampania „Polska to chory kraj”.
Zdarza się nieraz w piłce nożnej, że któryś z zawodników tak się zapamięta w dryblowaniu, że w końcu się pogubi i straci piłkę. Mówi się wtedy, że piłkarz „się zakiwał”. Niekiedy taki piłkarz „zakiwa się” tak mocno, że pomylą mu się kierunki i strzeli gola nie przeciwnikowi, ale do własnej bramki. Takie coś zdarzyło się prezesowi PiS - pisze przewodniczący OZZL Krzysztof Bukiel.
W weekend Prawo i Sprawiedliwość opublikowało obszerny program wyborczy 2019 – w tym swoje propozycje dla ochrony zdrowia na kolejne cztery lata.
Są kraje, w których politycy korzystają z systemu ochrony zdrowia na ogólnych zasadach i są takie, w których twierdzą, że tak robią. Są takie, w których korzystanie z prywatnej ochrony zdrowia jest wyborem wyłącznie bardzo bogatych i są takie, w których z prywatnych świadczeń trzeba skorzystać, jeśli się chce ocalić życie, zdrowie lub sprawność. I jest Polska, zdiagnozowana przez lekarzy jako chory kraj.
Lubelska Konwencja Programowa PiS tylko na pierwszy rzut oka nie przyniosła żadnych istotnych propozycji dla opieki zdrowotnej – pisze Maciej Biardzki.
Od 1 stycznia 2020 r. płaca minimalna wyniesie 2,6 tys. zł. Rok później ma być już 3 tys. zł, a za cztery lata – 4 tys. zł. Prawo i Sprawiedliwość na konwencji programowej w Lublinie ochronie zdrowia poświęciło niewiele uwagi, ale to właśnie obietnice dotyczące minimalnych wynagrodzeń są dla branży kluczowe.
Zwiększanie wydatków na ochronę zdrowia jest zakotwiczone w ustawie budżetowej poprzez ustawę 6 proc. PKB. Ta ustawa to za mało. Jestem przekonany, że jeśli zrealizujemy ją do końca, będziemy mówić o ustawie 8 proc. – mówił podczas drugiego dnia Forum Ekonomicznego w Krynicy minister zdrowia Łukasz Szumowski.
„Nic, że droga wyboista, ważne, że kierunek słuszny” - w taki dowcipny sposób Wojciech Młynarski pokpiwał sobie z PRL-owskiej władzy i jej propagandy. Nie ma wątpliwości, że droga polskiej publicznej ochrony zdrowia jest faktycznie wyboista. Może zatem chociaż kierunek rzeczywiście jest słuszny?
W trzeciej i ostatniej części poświęconej tematyce zawodności prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych przeanalizowany zostanie problem niepełnego zasięgu ochrony ubezpieczeniowej.
Zwiększamy wydatki na ochronę zdrowia do 6 proc. PKB, kolejki się zmniejszają, wykupiliśmy nadwykonania z 8 lat. Wiele robimy, żeby tankowiec pod banderą służby zdrowia zszedł na bardziej właściwy kurs, ale generalnie w zdrowiu zaszła epokowa zmiana – stwierdził premier Mateusz Morawiecki. A jakie są, nomen omen, fakty?
Sieć szpitali nie była zła w założeniach. Została jednak stworzona niezgodnie z nimi, objęła w nieuregulowanych warunkach zbyt wielu uczestników, jednocześnie definitywnie eliminując niektórych, zaś we wczesnym okresie swojego działania została przez swoich twórców pozostawiona sama sobie - pisze Maciej Biardzki.
Najwyższa Izba Kontroli nie pozostawia na sieci szpitali suchej nitki. A milczenie resortu zdrowia po publikacji raportu potwierdza, że wnioski kontrolerów trafiają w sedno. Co nie znaczy, oczywiście, że sieć zniknie.