Szczepionkowe zawirowanie

06.02.2018
Małgorzata Solecka

– Setki Polaków zaszczepiono wadliwymi szczepionkami – doniesienia poniedziałkowego „Dziennika Gazety Prawnej” wywołały prawdziwą burzę. Niestety, istotnie przyczynił się do tego chaos komunikacyjny w organach odpowiedzialnych za nadzór nad lekami i systemem szczepień. Gdyby poważnie potraktować wszystko, co w poniedziałek napisały media o szczepieniu pacjentów – w tym najmłodszych dzieci – „wadliwymi”, „przeterminowanymi” szczepionkami, mielibyśmy do czynienia z aferą może nie stulecia, ale na pewno dekady.

Rzeczywistość swoje, a media swoje

Oto zachłanni, chciwi lekarze świadomie narazili bezpieczeństwo, zdrowie, a może i życie pacjentów, bo nie zastosowali się do zaleceń Inspekcji Farmaceutycznej. Szczepionki już po chwilowym przerwaniu tzw. łańcucha chłodniczego zmieniają się z preparatów dobroczynnych w truciznę, dlatego powinny trafiać do utylizacji.

Tak sprawę naświetliły media. Najpierw „Dziennik Gazeta Prawna”, a potem inni. Co prawda pojawiały się głosy rozsądku, próbujące tonować histerię, ale niespójność komunikatów płynących z Ministerstwa Zdrowia i podległych mu instytucji nie pomagała uspokoić nastrojów. Wydaje się, że o ogólnym – fatalnym – odbiorze sprawy przesądziła decyzja ministra Zbigniewa Ziobry, który polecił, aby sprawą szczepionek zajęli się prokuratorzy na najwyższym szczeblu. Sprawę zbada Prokuratura Krajowa. W czwartek wyjaśnień Ministra Zdrowia w tej sprawie wysłuchają posłowie Komisji Zdrowia. Znając wcześniejsze dyskusje na temat bezpieczeństwa przechowywania szczepionek w przychodniach – i przede wszystkim – skuteczności nadzoru, można się spodziewać naprawdę gorącej dyskusji. Będzie dobrze, jeśli opinia publiczna będzie miała szansę się zapoznać z faktami, a nie tylko z oskarżeniami (i tłumaczeniami).

A takie są fakty

Najważniejszy fakt jest taki, że przerwanie tzw. łańcucha chłodniczego szczepionek w skontrolowanych przychodniach nie spowodowało ich „uszkodzenia”. Szczepionki przechowywano w lodówkach. Wprawdzie w wyniku przerwania dostawy prądu temperatura w lodówce zaczyna się zwiększać, jednak proces ten nie następuje zbyt szybko. Można więc założyć, że temperatura przechowywania szczepionek zwiększyła się nieznaczne, zwłaszcza że w październiku nie ma upałów.

W trakcie kontroli przychodni sanepid stwierdził jednak przerwanie ciągłości „łańcucha chłodniczego” i zawiadomił Inspekcję Farmaceutyczną, która ma prawo wkroczyć do przychodni tylko w przypadku stwierdzenia nieprawidłowości. Inspektorzy farmaceutyczni potwierdzili, że szczepionki nie były przez cały czas przechowywane zgodnie z zaleceniami producentów i zalecili ich utylizację.

Wszystkie te procedury trwały, a jednocześnie przychodnie prowadziły szczepienia. W związku z tym pod koniec roku wojewoda lubuski zwrócił się do zespołu ds. szczepień przy Ministrze Zdrowia z prośbą o wydanie opinii, czy zaszczepienie pacjentów szczepionkami, które nie były przechowywane zgodnie z zaleceniami, może zagrozić ich bezpieczeństwu. Eksperci, opierając się na badaniach przeprowadzonych przez Światową Organizację Zdrowia, jednoznacznie stwierdzili, że nie ma takiego niebezpieczeństwa. Z punktu widzenia bezpieczeństwa szczepionki, które nie pozostawały poza „łańcuchem chłodnicznym” przez dłuższy czas (kilka dni, tydzień) lub nie były eksponowane na ekstremalnie wysokie temperatury (ok. 30°C), nie stanowią zagrożenia dla pacjenta. Eksperci zastrzegli jedynie, że lekarze powinni poinformować rodziców o możliwej mniejszej skuteczności szczepienia. Na życzenie rodziców dzieci lub dorosłych pacjentów po zakończeniu pełnego cyklu szczepień lekarz powinien zlecić oznaczenie stężenia przeciwciał i ewentualnie ponownie przeprowadzić szczepienie.

W opinii ekspertów

Prof. Teresa Jackowska, konsultant krajowy ds. pediatrii i ekspert w sprawie szczepień, przypomina, że firmy farmaceutyczne produkują szczepionki nie tylko na rynek europejski czy amerykański, gdzie dostęp do energii elektrycznej jest powszechny, ale także na przykład dla Afryki. – Niektóre z obecnie dostępnych szczepionek można przechowywać poza lodówką bez szkody dla bezpieczeństwa i skuteczności nie tylko przez kilka godzin, ale nawet przez tydzień, i to w warunkach afrykańskich – powiedziała prof. Jackowska „Medycynie Praktycznej”.

Ministerstwo Zdrowia, korzystając z opinii ekspertów, tak właśnie przedstawia problem opinii publicznej: niedobrze się stało, bo złamano procedury, ale pacjenci są bezpieczni i nikogo nie narażono na ryzyko wystąpienia niepożądanych działań szczepionek. Inspekcja farmaceutyczna nie potwierdziła, że problem z przechowywaniem szczepionek dotyczył nie tylko regionu lubuskiego (choć „Dziennik Gazeta Prawna” wyraźnie to sugerował). Jednocześnie Minister Zdrowia Łukasz Szumowski zapowiedział, że dokładnie zbada sprawę i wyciągnie konsekwencje wobec osób odpowiedzialnych za złamanie procedur. Wszystko wskazuje, że procedury złamano dwukrotnie: gdy pacjentom podano szczepionki mimo przerwania tzw. łańcucha chłodniczego (osoby odpowiedzialne za szczepienia są zobowiązane do postępowania zgodnie z zaleceniami producentów szczepionek) oraz gdy mimo decyzji inspektorów farmaceutycznych szczepionki nie trafiły do utylizacji. Właścicielom gabinetów i przychodni szczególnie trudno będzie się wybronić w tym drugim przypadku.

Nadszarpnięte zaufanie

Przyjmując za dobrą monetę wyjaśnienia ekspertów i zapewnienia Ministra Zdrowia, trudno jednak nie zauważyć, że sprawa może mieć bardzo negatywne skutki dla całego systemu szczepień ochronnych. Lekarze i eksperci niejednokrotnie apelowali do rodziców o zaufanie do profesjonalistów. O to, aby ufali ich wiedzy i doświadczeniu. Aby ufali, że szczepionki są produkowane, przechowywane i podawane pacjentom z zachowaniem wszystkich procedur. Zaufanie można jednak bardzo łatwo utracić.

Nawet jeśli orkan „Grzegorz” nie zniszczył szczepionek, to można zaryzykować tezę, że nadszarpnął zaufanie do tych, którzy szczepią i nadzorują szczepienia. Niestety, ogromna w tym „zasługa” dziennikarzy. Nie chodzi o przekazanie informacji, bo o to do przedstawicieli „czwartej władzy” pretensji mieć nie można. Zabrakło odpowiedzialności. Sensacyjne tezy sprzedają się lepiej niż rzeczowe opisanie problemu. Artykuł wskazujący na problemy proceduralne nie klikałby się tak dobrze, jak tekst donoszący o zagrożeniu zdrowia setek, a może wręcz tysięcy pacjentów. Zagrożeniu wynikającemu, jakby inaczej, z niewiedzy lub chciwości lekarzy.

Co poradzić rodzicom?

W tej sytuacji na pewno trzeba uspokoić rodziców i poradzić im, aby w przypadku jakichkolwiek wątpliwości:

  • skontaktowali się ze swoją przychodnią/lekarzem w celu sprawdzenia, czy problem awarii dotyczył ich przychodni
  • jeśli dotyczył, to czy dziecko lub dorosły pacjent otrzymali szczepionkę przechowywaną w wyłączonych lodówkach
  • jeśli tak, to czy lekarz ma opinię producenta, że mimo awarii szczepionki były zdatne do użytku.

U dzieci i dorosłych pacjentów, którym podano szczepionkę przechowywaną w lodówce bez zasilania i które nie spełniają 3. punktu, należy rozważyć ponowne podanie dawki tego preparatu na koszt przychodni (p. Omyłkowe podanie przeterminowanej szczepionki).

Małgorzata Solecka – dziennikarka Portalu Medycyny Praktycznej mp.pl. Specjalizuje się w problematyce ochrony zdrowia, którą zajmuje się od 1998 roku.

Zadaj pytanie ekspertowi

Masz wątpliwości w zakresie szczepień? Nie wiesz jak postąpić? Wyślij pytanie, dostaniesz indywidualną odpowiedź eksperta!

Konferencje i szkolenia

Kraków – 10 marca 2018 r.: IV Małopolskie Wiosenne Spotkanie Pediatryczne, szczegółowe informacje »

Przegląd badań