Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

Kształcenie przeddyplomowe i podyplomowe w zakresie szczepień ochronnych

09.11.2018
Karolina Krawczyk

Coraz więcej specjalizacji lekarskich prędzej czy później będzie musiało się zetknąć z tematyką szczepień. Edukacja jest po prostu niezbędna - mówi prof. Jacek Wysocki, kierownik Katedry i Zakładu Profilaktyki Zdrowotnej na Wydziale Nauk o Zdrowiu Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu.


Na zdjęciu: prof. dr hab. n. med. Jacek Wysocki

Karolina Krawczyk: Jak ocenia Pan proces kształcenia studentów w zakresie szczepień oraz stan wiedzy lekarzy w tym temacie?

Prof. dr hab. n. med. Jacek Wysocki: Z mojego doświadczenia wynika, że na studiach jest zdecydowanie za mało treści dotyczących szczepień. Powodem jest brak jednolitych standardów i ciągle zmieniający się program studiów. Robiliśmy rekonesans wśród różnych uczelni medycznych i tak naprawdę na każdej z nich te zajęcia wyglądają inaczej. Na jednej tematykę szczepień omawiają na przykład pediatrzy, na innej specjaliści chorób zakaźnych. Myślę, że ta druga opcja jest trochę lepsza, ale pod warunkiem że taki specjalista miał do czynienia ze szczepieniami w praktyce. Niektóre uczelnie zagadnienia związane ze szczepieniami poruszają na zajęciach z epidemiologii lub zdrowia publicznego. To nie jest złe rozwiązanie, jednak również pod warunkiem że ci, którzy ich uczą, to praktycy szczepień. Na chwilę obecną to nie jest takie oczywiste. Jeśli na przykład epidemiolog nie zajmuje się szczepieniami, to owszem, posiada podstawową wiedzę, jednak nie jest to do końca to, na czym nam zależy.

Z kolei lekarze, jeśli tylko chcą, to mają spore możliwości dalszego kształcenia się w tym zakresie. Są to co prawda zazwyczaj szkolenia niecertyfikowane, ale dla kogoś, kto chce się uczyć, nie będzie to stanowiło problemu.

Mamy też niestety sporą grupę lekarzy, którzy się nie doszkalają. To dosyć istotny problem, zwłaszcza w dobie ruchów antyszczepionkowych. Tacy lekarze niewiele wiedzą o szczepieniach i mogą propagować niezweryfikowaną wiedzę na ten temat.

Podkreśla Pan konieczność dalszej edukacji lekarzy i potrzebę zmian w programie kształcenia studentów. Co Pana zdaniem powinno się zmienić?

Dziś na uczelniach medycznych funkcjonuje program ramowy, który mówi, co student musi opanować w trakcie studiów. To uczelnia decyduje, w którym momencie ta wiedza się pojawi. Tutaj istnieje pewna swoboda. Mogę zapewnić, że poszczególne uczelnie cały czas doskonalą programy kształcenia.

Z kolei my nasze decyzje dotyczące wprowadzenia zmian w kształceniu studentów i lekarzy rezydentów opieramy m.in. na wynikach badań nad jakością nauczania. Znamy opinie studentów, dane na temat zdawalności egzaminów itd. Wiemy, że obecnie spory nacisk kładzie się na leczenie (i słusznie), ale za mało podkreśla się znaczenie profilaktyki. A przecież wystarczy spojrzeć na osiągnięcia w dziedzinie zdrowia publicznego – wiele z nich wynika właśnie z profilaktyki. Myślę, że w przyszłości trzeba będzie mocniej podkreślać element zapobiegania zachorowaniom.

Osobiście brałem udział w przygotowaniach programu dla rezydentów i przekazałem swoje uwagi.

Jak zatem efektywnie przekazać studentom wiedzę o szczepieniach?

Uważam, że zagadnienia związane ze szczepieniami nie muszą być zawarte w jednym bloku. Dużo lepszym rozwiązaniem byłoby ich uwzględnienie w ujęciu różnych specjalności lekarskich. Dobrze by było, gdyby na przykład student poznał podstawy na fizjologii, immunologii czy mikrobiologii. Z kolei szczegółowe zagadnienia powinny się pojawić na zajęciach z interny, pediatrii, ginekologii, neurologii itd. Sam fakt powtarzania pewnych treści w różnym ujęciu sprawi, że student będzie lepiej przygotowany. Nie jestem przekonany, że takie zwyczajne zwiększenie liczby godzin i dołożenie jednego przedmiotu da zadowalający efekt.

Dziś gdzieniegdzie temat szczepień jest poruszany w różnych ujęciach, ale to zależy tak naprawdę od prowadzącego. Jeśli ktoś jest praktykiem, a nie tylko teoretykiem, to tę wiedzę przekazuje dalej, bo wie, że ona jest po prostu cenna i ważna.

A co już udało się zmienić w procesie kształcenia studentów?

Udało się wprowadzić tematykę szczepień do Lekarskiego Egzaminu Końcowego (LEK). To bardzo dobra wiadomość. W tej chwili absolwent przystępujący do LEK wie, że na egzaminie na pewno się pojawią 2–3 pytania dotyczące szczepień. To sprawia, że muszą odświeżyć swoją wiedzę w tym zakresie.

Ponadto wprowadzono obowiązkowy kurs zdrowia publicznego, przez który musi przejść lekarz rezydent, niezależnie od wyboru specjalizacji. Moim zdaniem dobrym posunięciem jest to, że na tym kursie pojawia się problematyka szczepień.

(…) na studiach jest zdecydowanie za mało treści dotyczących szczepień. Powodem jest brak jednolitych standardów i ciągle zmieniający się program studiów.

Jak wygląda taki kurs zdrowia publicznego i ile czasu poświęca się tam szczepieniom?

Kurs zdrowia publicznego przeznaczony dla rezydentów trwa 8 dni. To, co widać na tych zajęciach, to pewne ukierunkowanie pytań, w zależności od specjalizacji wybranej przez lekarza.

Sam blok poświęcony szczepieniom to 8 godzin. Ktoś powie: mało. Ale to już jest coś! Podczas tych wykładów poruszane są przede wszystkim zagadnienia dotyczące skuteczności i bezpieczeństwa szczepionek, bowiem wzbudzają one najwięcej emocji i dyskusji. Ponadto rezydenci pytają, czy szczepienia są konieczne. Wtedy można pokazać, jaka jest sytuacja w zakresie epidemiologii chorób zakaźnych, co się zmieniło dzięki szczepieniom, jak wygląda kwestia bezpieczeństwa szczepionek itd. Zdaję sobie sprawę, że to pigułka, ale to zawsze coś.

To, że taki kurs obejmuje wszystkich lekarzy, to bardzo dobra wiadomość, ponieważ stajemy przed ciągle rosnącym wyzwaniem – coraz więcej specjalizacji lekarskich prędzej czy później będzie musiało się zetknąć z tematyką szczepień. Edukacja jest po prostu niezbędna.

Lekarze jakich specjalności stoją przed koniecznością weryfikacji swojej wiedzy w tym zakresie?

Myślę, że nawet 80% lekarzy specjalistów musi poszerzyć wiedzę w tym temacie. Ona oczywiście będzie już ukierunkowana na daną specjalizację, ale to dobrze. Na pewno w tym gronie znajdują się lekarze medycyny rodzinnej, pediatrzy, interniści i neonatolodzy. Powinni dołączyć do nich także specjaliści chorób zakaźnych, ginekolodzy, reumatolodzy, onkolodzy i pulmonolodzy. Nie wolno zapominać też o chirurgach, bo to oni przygotowują pacjentów do zabiegów operacyjnych, decydują o szczepionce przeciwko tężcowi, gdy przyjmują pacjentów z wypadków komunikacyjnych, czy o szczepionce przeciwko wściekliźnie, gdy trafi do nich pacjent pogryziony przez zwierzę itd. Wielkimi orędownikami szczepień są pulmonolodzy, zwłaszcza jeśli chodzi o szczepienia przeciwko grypie i pneumokokom. Ginekologów także dotyczy problem grypy i krztuśca. Ze szczepionkami musieli się zaprzyjaźnić także onkolodzy, bo ich pacjenci są bardzo wrażliwi na zakażenia. Spektakularną zmianą, przynajmniej dla mnie, jest stanowisko reumatologów. Gdy do użytku weszły leki biologiczne, musieli oni się zapoznać z zagadnieniami dotyczącymi szczepień, bo ich pacjenci muszą być uodpornieni. Większość lekarzy prędzej czy później będzie musiała się doszkolić w tym zakresie.

(…) Coraz więcej specjalizacji lekarskich prędzej czy później będzie musiało się zetknąć z tematyką szczepień. Edukacja jest po prostu niezbędna.

Nadal sporo emocji wzbudza kwestia szczepienia kobiet w ciąży. Mamy zalecenia w Programie Szczepień Ochronnych, jednak z ich realizacją bywa różnie.

Myślę, że szczepienia kobiet ciężarnych pozostają niedocenione. Nie muszę szukać daleko. Sam opiekuję się dziećmi kobiety, u której w dziewiątej godzinie po cesarskim cięciu wystąpiła gorączka i duszność. Ostatecznie spędziła ona 10 dni pod respiratorem, a jej mąż był przerażony myślą, że zostanie sam z dzieckiem. Powód? Zakażenie wirusem grypy H1N1. Od tamtej pory ta kobieta bardzo starannie szczepi swoje dzieci, wykorzystując także wiele szczepień zalecanych.

Trzeba nieustannie podkreślać, że kobiety ciężarne są bardzo wrażliwe na zakażenie wirusem grypy. Im późniejszy tydzień ciąży, tym zachorowanie ma cięższy przebieg. Na całym świecie kobiety ciężarne szczepi się przeciwko grypie. Bardzo ważne jest, aby kobiety planujące macierzyństwo przeprowadziły z lekarzem podstawowy bilans, czy są przygotowane do ciąży pod względem zdrowotnym.

Istotna jest także kwestia budowania świadomości ginekologów, położnych i kobiet w ciąży. Na portalach dla matek i w magazynach dla kobiet obserwuje się zainteresowanie tym tematem, chociaż może nie do końca entuzjastyczne. Jednocześnie ze smutkiem stwierdzam, że środowisko medyczne opiekujące się kobietami w ciąży nie jest w pełni gotowe do ich przeprowadzenia przez te wszystkie pytania i wątpliwości.

Dlaczego?

Mamy coraz więcej rodziców dzieci, którzy nie zgadzają się na szczepienia ochronne. W swoich wypowiedziach powołują się oni na autorytet znanych sobie i zaufanych lekarzy. Ci lekarze promują postawy, które przeczą obecnie posiadanej wiedzy na temat szczepień. My oczywiście możemy „ścigać” takie osoby, jednak to nie jest rozwiązanie. Rozsądniej jest po prostu zadbać o edukację specjalistów w tym zakresie, bo to, z czym stykają się studenci na zajęciach, może stanowić tylko bazę, którą należy potem uzupełnić.

Gdzie można szukać przyczyn zwiększającej się liczby nieszczepionych dzieci?

Na pewno ogromnym źródłem wiedzy, niestety często niezweryfikowanej, jest internet. W sieci można znaleźć całe mnóstwo nieprawdziwych i niewiarygodnych wiadomości i materiałów. Jednak – i to mówię z dużym smutkiem – robiliśmy badania przekrojowe przez różne specjalizacje lekarskie, które wykazały, że wiedza na temat szczepień wśród lekarzy nie jest najlepsza. Trochę lepiej wygląda to u pielęgniarek, jednak istotnym czynnikiem jest to, w jakim miejscu one pracują. Wyniki tych badań jasno pokazują to, o czym wspominałem już wiele razy – konieczna jest ogromna praca edukacyjna wśród lekarzy, pielęgniarek i położnych. Szczególną rolę w kształtowaniu postaw pacjentów odgrywają pielęgniarki.

Do rezygnacji ze szczepień przyczyniają się także media, które nadmiernie rozdmuchują sensacje, często w sposób nierzetelny i nieprofesjonalny.

Dziękuję za rozmowę.

prof. dr hab. n. med. Jacek Wysocki – specjalista chorób zakaźnych i pediatrii. Jest kierownikiem Katedry i Zakładu Profilaktyki Zdrowotnej na Wydziale Nauk o Zdrowiu Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu. Jest założycielem i zastępca przewodniczącego Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Wakcynologii.

Zobacz także

Reklama

Napisz do nas

Zadaj pytanie ekspertowi, przyślij ciekawy przypadek, zgłoś absurd, zaproponuj temat dziennikarzom.
Pomóż redagować portal.
Pomóż usprawnić system ochrony zdrowia.

Konferencje i szkolenia

Kraków – 9 marca 2019 r.: V Małopolskie Wiosenne Spotkanie Pediatryczne, szczegółowe informacje »

Przegląd badań