Polska prezydencja rozpocznie się w szczególnym momencie. Jest pierwszą pełną prezydencją w nowej kadencji Parlamentu Europejskiego i będzie miała ogromny wpływ na przygotowanie programu dla nowej Komisji Europejskiej.
Żenująco niski poziom nakładów publicznych na zdrowie (ok. 4,7 proc. PKB według tegorocznego raportu „Health at a Glance. Europe 2024” przygotowanego przez OECD i Komisję Europejską) politycy próbują pudrować przekazem „6,5 proc. PKB. Dbamy o zdrowie Polaków”.
To był ważny rok dla budowy fundamentów bezpieczeństwa lekowego Polski. W 2024 r. zaczęły obowiązywać ustawowe zachęty do zwiększania produkcji leków w kraju, a po trwających kilka lat dyskusjach rząd przygotował listę leków krytycznych dla zdrowia i życia Polaków i zapowiedział parce nad instrumentami wsparcia ich wytwarzania.
Resorty zdrowia i finansów wyjaśniają ostatnie wątpliwości, jak mówił w minionym tygodniu wiceminister Jerzy Szafranowicz, związane z planem finansowym NFZ na 2025 rok. Plan powinien zostać ostatecznie uzgodniony w ciągu tygodnia, najdalej dwóch. Powiało optymizmem? Przeciwnie.
Po dwóch latach można usłyszeć z ust kol. Prezesa nadal te same deklaracje i obietnice. Rządzącym (ministrom, premierom) nie dawaliśmy tyle czasu, ile zyskał od kolegów Łukasz Jankowski. O ich dymisję wołaliśmy znacznie wcześniej niż po dwu i pół roku rządów.
Bez czytelnego i zrozumiałego stanowiska szefowej MZ trudno sobie wyobrazić wiążącą, merytoryczną dyskusję i o składce zdrowotnej, i o przyszłości (i teraźniejszości) finansowania ochrony zdrowia. I w sumie, o całym systemie – również.
Dramatem jest to, że w dyskusji nad obniżeniem składki zdrowotnej udało się wytworzyć nośną politycznie narrację, wedle której firmy są ważniejsze niż ludzie – mówi ekspertka Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego do spraw zdrowia dr Maria Libura.
Zmienia się świat, zmienia się Europa – a my ciągle na końcu, jeśli chodzi o poziom nakładów na ochronę zdrowia. Rafał Trzaskowski, od soboty oficjalny kandydat na prezydenta, pięć lat temu obiecywał zmianę.
Z jednej strony, uchwalenie ustawy dotyczącej zmian w szpitalnictwie jest konieczne, bo jest ona kamieniem milowym w KPO. Z drugiej, trudno będzie zbudować dla niej przekonującą większość w parlamencie.
Jest wiele racji w stwierdzeniu, że ważne zmiany dokonują się nie całkiem w sposób linearny, że nie można oczekiwać przysłowiowych „trzech kroków w przód”, licząc się raczej ze scenariuszem znacznie mniej radykalnym – dwa duże kroki w przód, jeden – mniejszy – w tył. Jednak jeden mały krok w przód, jeden w bok, jeden w tył – to przepis nie na marsz do określonego celu, ale co najwyżej na kręcenie się w kółko.
Prezes PiS, zapowiadając złożenie wniosku o wotum nieufności, zapewnił minister zdrowia Izabeli Leszczynie bezpieczną przyszłość, przynajmniej na najbliższych kilka miesięcy? Zapewne zresztą o to chodziło, bo opozycja chce dyskontować kryzys, toczący ochronę zdrowia.
Być może „nie-nagonka”, której politycy „nie prowadzili” (i nie będą, według zapewnień premiera, prowadzić) wcale nie miała na celu obarczenia lekarzy odpowiedzialnością za krach finansowy, ale proste, operacyjne zmiękczenie przeciwnika (zwanego partnerem) przed twardymi i skomplikowanymi negocjacjami.
Narracja o „rekordowej”, „gigantycznej” ilości środków, którymi dysponować będzie system, ma się tak samo dobrze, jak za poprzedników, a nastrój udziela się nawet osobom, które system znają od podszewki.
Rząd stosuje metodę kroplówki i raczej nie ma większych szans, by odpowiedział pozytywnie na apel dotyczący autopoprawki do projektu przyszłorocznego budżetu i radykalnego zwiększenia dotacji podmiotowej.
Politykom koalicji rządzącej, zwłaszcza zaś Koalicji Obywatelskiej, odbiją się w tej chwili potężną czkawką wszystkie, pełne skądinąd populizmu albo zwyczajnej niewiedzy, opinie, jakie wygłaszali przez ostatni rok. Przykłady można mnożyć – począwszy od samej góry.
Czy nie jest już czas najwyższy, by strona rządowa przedstawiła jakąś realną propozycję zażegnania narastającego kryzysu w ochronie zdrowia? Kryzysu, który ma wymiar finansowy, ale którego skutki daleko wykraczają poza sferę finansów.
Jeśli chcemy europejskiej opieki zdrowotnej dla naszych współobywateli, wydatki na zdrowie muszą zbliżyć się do średniego poziomu wydatków europejskich.
To nie był dobry tydzień minister zdrowia Izabeli Leszczyny, której publiczne wypowiedzi mogą zdefiniować na długo nowe pola starych konfliktów. I nie przyczyniają się do rozwiązywania problemów, raczej je zaostrzają.
Dotychczasowa strategia rządu (premiera?) dotycząca ochrony zdrowia oparta na utrzymywaniu, że w sumie sprawy idą w dobrym kierunku i nie ma co podnosić rwetesu, wydaje się bliska wyczerpania (mówiąc bardzo oględnie).
Gdy dziś szef rządu siecze słowem pracowników IMGW, że chybili z prognozami co do stanu Odry, trudno nie skojarzyć tego z faktem, że mając informacje i prognozy ekspertów o wiele bardziej homogeniczne niż te pogodowe, nie potrafił przewidzieć, jakie problemy niesie ze sobą wyrwa szacowana na kilkanaście miliardów złotych.