Korzystając ze stron oraz aplikacji mobilnych Medycyny Praktycznej, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki oraz zgodnie z polityką Medycyny Praktycznej dotyczącą plików cookies.
Jestem lekarzem Jestem pacjentem

Niechciana "pamiątka" z wakacji

15.01.2015
Jakub Grzymek

Z dr n. med. Agnieszką Wroczyńską, z Kliniki Chorób Tropikalnych i Pasożytniczych Instytutu Medycyny Morskiej i Tropikalnej w Gdyni, rozmawia Jakub Grzymek


Na zdjęciu dr Agnieszka Wroczyńska w N’Zeto, małej wiosce w Angoli, z pacjentką z wioski oraz z jej wnuczkami

Jakub Grzymek: Ruch turystyczny się zwiększa, a Polacy coraz częściej odwiedzają egzotyczne kraje. Czy znajduje to odzwierciedlenie w liczbie zachorowań na choroby tropikalne?

Dr n. med. Agnieszka Wroczyńska: Można zaobserwować takie zjawisko, patrząc na liczbę i profil pacjentów przyjmowanych w ostatnich latach do Kliniki Chorób Tropikalnych i Pasożytniczych. Pojawiły się także nowe choroby, których w Polsce wcześniej praktycznie nie rozpoznawano, na przykład denga.

Do Kliniki zgłasza się więcej osób?

Tak, także pacjentów z gorączką denga. Takiego zjawiska nie było jeszcze kilka czy kilkanaście lat temu. Zmienia się też profil pacjentów. Kiedy około 10 lat temu zaczynałam pracę w Instytucie Medycyny Morskiej i Tropikalnej, wśród chorych po powrocie z tropików przeważały osoby wyjeżdżające zawodowo – marynarze, misjonarze. Obecnie jest coraz więcej osób hospitalizowanych czy leczonych po powrocie z podróży rekreacyjnej.

Czyli moda na egzotyczną turystykę ma znaczenie.

Kilka lat temu obserwowaliśmy w Polsce zwiększenie rocznej liczby zachorowań na zimnicę (malarię). Był także okres zmniejszania się liczby zachorowań na WZW typu A i były to głównie zakażenia rodzime. Niestety, kilka lat temu liczba ta zaczęła się zwiększać, a przyczyniły się do tego właśnie zachorowania przywleczone z podróży za granicę i to akurat mało egzotycznych, bo do krajów basenu Morza Śródziemnego (np. Egiptu).

Jakie choroby najczęściej przywlekają polscy turyści z rejonów endemicznych?

Najczęstszym problemem zdrowotnym u osób wyjeżdzających do tropików są: biegunka podróżnych, która w niektórych częściach świata dotyczy nawet co drugiego turysty w ciągu pierwszych dwóch tygodni podróży, a także inne zakażenia i zarażenia pokarmowe. U osób nieuodpornionych przed wyjazdem zdarzają się zachorowania na WZW typu A i dur brzuszny.

Drugą grupę chorób egzotycznych najczęściej przywlekanych do Polski stanowią tzw. choroby wektorowe przenoszone przez owady. Wymieniłam zimnicę, która może nie występuje najczęściej – rocznie notuje się kilkadziesiąt zachorowań – ale jest najczęstszą przyczyną zgonów z powodu chorób zakaźnych u osób podróżujących.

Wśród polskich turystów zdarzają się także inne choroby pasożytnicze, na przykład leiszmanioza, a nawet śpiączka afrykańska. Nierzadkie w praktyce lekarza chorób tropikalnych są również problemy skórne i zakażenia przenoszone drogą płciową po powrocie z podróży.

Co wpływa na ryzyko zachorowania na choroby tropikalne i kto jest najbardziej narażony?

Ryzyko zachorowania zależy od docelowego miejsca podróży. Przykładem może być Afryka Subsaharyjska, która charakteryzuje się największym ryzykiem zachorowania na zimnicę. Z kolei ryzyko duru brzusznego jest od kilku do 30 razy większe u turystów wyjeżdzających do Indii i krajów ościennych niż u przeciętnych turystów, wyjeżdżających do tropików lub innych krajów rozwijających się.

Dużo zależy od charakteru podróży, stylu podróżowania i planowanych aktywności. Droga pokarmowa i owady to dwie główne drogi zakażeń wśród podróżnych. Osoby, które nie zachowują zasad bezpiecznego żywienia i nie selekcjonują pokarmów pod względem mikrobiologicznym, są w oczywisty sposób bardziej narażone na zakażenia przenoszone drogą pokarmową. Osoby, które udają się w rejony endemicznego występowania niektórych chorób „wektorowych” i nie przestrzegają zasad profilaktyki, też są bardziej narażone.

Czy niektóre regiony Europy charakteryzują się zwiększonym ryzykiem zachorowań, na przykład ze względu na obecność kleszczy?

We wszystkich krajach południowej Europy, regionu basenu Morza Śródziemnego, może dochodzić do zarażeń przenoszonych przez owady. W 2012 roku Madera dotknięta była epidemią dengi, a od początku tego roku kilka miejscowych przypadków tej choroby rozpoznano na południu Francji. Z kolei środkowa i wschodnia część Europy to region występowania zapalenia mózgu przenoszonego przez kleszcze. Turyści, którzy planują aktywności związane z narażeniem na ukłucie przez kleszcza, powinni brać to pod uwagę.

Czy polski system ochrony zdrowia radzi sobie z przywożonymi chorobami tropikalnymi?

Problem jest złożony. Znowu wrócę do przykładu zimnicy. Choroba ta od kilkudziesięciu lat stanowi główną przyczynę infekcyjnych zgonów podróżujących z Europy i Ameryki Północnej do tropików. Natomiast śmiertelność w przebiegu zimnicy tropikalnej w krajach rozwiniętych z dostępem do diagnostyki i leczenia nie powinna przekraczać 1%. W Polsce jeszcze kilka lat temu kształtowała się na poziomie 5% – co dwudziesty chory umierał. Według najnowszych badań śmiertelność szacuje się na 2%. Te dane są chyba dobrą odpowiedzią na zadane pytanie.

Według analiz do zgonów chorych na zimnicę najczęściej przyczyniają się dwie kwestie: błędy w profilaktyce (lub jej całkowite zaniechanie) oraz opóźnienie właściwego rozpoznania, a co za tym idzie – wdrożenia skutecznego leczenia przeciwpierwotniakowego. Jak widać odpowiedzialność leży po obu stronach – podróżnego i lekarza.

Czy polscy turyści są przygotowani do dalekich podróży?

Nie jesteśmy krajem o wieloletniej tradycji podróżowania, nie mieliśmy kolonii zamorskich. Po II wojnie światowej żyliśmy przez kilkadziesiąt lat za żelazną kurtyną i wyjazdy egzotyczne należały do rzadkości. Z tego względu poziom wiedzy i świadomości na temat profilaktyki zdrowotnej wśród polskich podróżnych nie jest czymś ugruntowanym, choć stopniowo się poprawia. W Wielkiej Brytanii od dawna wyjazdy rodzinne są czymś naturalnym, bo w czasach kolonialnych całe rodziny brytyjskie wyjeżdżały do Indii. Ten czynnik sprawił zresztą, że w Europie Zachodniej jest dłuższa tradycja medycyny podróży.

A medycyna podróży jest zorganizowana w Polsce?

Pozytywne jest to, że po wielu latach niebytu przywrócono możliwość specjalizowania się w dziedzinie medycyny morskiej i tropikalnej. Od 1999 roku powstała ogromna luka edukacyjna. Bywały lata, kiedy w programie specjalizacji chorób zakaźnych nie było ani tygodnia stażu na oddziałach chorób tropikalnych.

Niepokojące są jednak trudności z jakimi boryka się większość placówek zajmujących się medycyną tropikalną, a jest ich tylko kilka w Polsce. W większości z nich zaszły zmiany organizacyjne, niestety ze szkodą dla pacjentów. Niedawno dowiedziałam się, że praktycznie zniknęła Klinika Chorób Tropikalnych w ośrodku referencyjnym w Warszawie. Pracownicy pozostali w strukturach Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, ale łóżek szpitalnych nie ma.

Gdzie w takim razie pacjent może szukać pomocy i informacji przed podróżą?

Jeszcze kilkanaście lat temu podróżny mógł się zgłosić jedynie do trzech przychodni – w Warszawie, Gdyni i Poznaniu – lub do placówek Sanepidu. Obecnie sytuacja jest lepsza. Od kilku lat prowadzone są szkolenia w zakresie medycyny podróży. Praktycznie w każdym województwie w większych miastach powstały poradnie medycyny podróży, w których pracują lekarze po szkoleniach podyplomowych z tego zakresu, prowadzonych między innymi przez Instytut Medycyny Morskiej i Tropikalnej we współpracy z innymi ośrodkami i Głównym Inspektoratem Sanitarnym.

Czy wielu podróżnych korzysta z pomocy lekarza medycyny podróży? Chyba niewystarczająco, skoro zachorowalność się zwiększa.

Moje badania sprzed 10 lat wykazały, że wśród ankietowanych prawidłową profilaktykę zimnicy prowadziło mniej niż 1/3 podróżnych. Miałam nadzieję, że dane te się zdezaktualizowały, jednak w niedawno przeprowadzonych badaniach dr Izabela Tarczoń z Krakowa wykazała, że właściwą profilaktykę, poprzedzoną konsultacją u lekarza specjalisty, prowadziło 10% badanych. W Europie Zachodniej te parametry kształtują się na poziomie około 60%.

W moich badaniach zauważyłam również, że polscy podróżni znamiennie częściej woleli korzystać z internetu niż z konsultacji lekarskich.

Śmiertelność w przebiegu zimnicy w krajach rozwiniętych z dostępem do diagnostyki i leczenia nie powinna przekraczać 1%. W Polsce jeszcze kilka lat temu kształtowała się na poziomie 5% – co dwudziesty chory umierał.

To powszechny problem. A internet niestety często nie jest źródłem wiarygodnych informacji.

Lekarzowi medycyny podróży byłoby trudno doradzać pacjentowi przed wyjazdem do tropików, nie korzystając z internetu i wiarygodnych źródeł informacji epidemiologicznych. Natomiast podróżny, który szuka tego typu zaleceń w sieci, choć ma szansę znaleźć coś cennego, z dużym prawdopodobieństwem natrafi na treści nieaktualne lub błędne.

...albo strony antyszczepionkowe.

Właśnie. Ruchy antyszczepionkowe czy towarzystwa osób poszkodowanych przez leki przeciwmalaryczne nie pomagają w profilaktyce podczas podróży. Niektórzy turyści obawiają się działań niepożądanych leków zapobiegających zimnicy, nie myśląc o tym, że w razie zachorowania będą musieli – w najlepszym wypadku – przyjąć wielokrotnie wiekszą dawkę takich samych leków.

Jednak nie każdy ma świadomość, że istnieją Poradnie Medycyny Tropikalnej i pewnie pierwszym lekarzem, z którym by się skontaktował, byłby lekarz pierwszego kontaktu. Czy lekarze rodzinni dysponują odpowiednią wiedzą?

Nawet nie muszą. Wytyczne Infectious Diseases Society of America (IDSA) sprzed kilku lat precyzują, że lekarz pierwszego kontaktu może i powinien udzielać porady przed wyjazdem pacjentom, którzy planują podróż o małym ryzyku zdrowotnym, a ich stan zdrowia nie jest związany ze zwiększonym zagrożeniem. Przekładając to na konkretne sytuacje: lekarz pierwszego kontaktu jak najbardziej może się czuć komfortowo, konsultując pacjenta przed wyjazdem do Egiptu, choć ten najczęściej nie będzie w ogóle myślał o takiej wizycie. Może jednak się zgłosić w celu uzupełnienia zapasu leków stosowanych na stałe. Jest to dobra okazja dla lekarza – wymagana zresztą przez ustawę o chorobach zakaźnych – do poinformowania pacjenta o szczepieniach zalecanych w Programie Szczepień Ochronnych (w tym przypadku przede wszystkim przeciwko WZW typu A). Każda konsultacja przed wyjazdem powinna stanowić okazję do uzupełnienia takich szczepień.

Jednak osobom wyjeżdzającym do krajów zagrożonych zimnicą, w których występuje oporność zarodźców Plasmodium falciparum na leki przeciwzimnicze, profilaktykę trzeba dobrać precyzyjnie, uwzględniając rozmaite czynniki. Pacjenci planujący podróże do miejsc o dużym ryzyku zdrowotnym, na przykład do krajów, w których jest zalecane bądź wymagane szczepienie przeciwko żółtej gorączce, obowiązkowo powinni się skonsultować z lekarzem medycyny podróży. Według mnie w takich przypadkach optymalną profilaktykę zdrowotną może przeprowadzić lekarz POZ.

Jak wcześnie przed podróżą należy się udać do Poradni Medycyny Tropikalnej?

Minimum 6–8 tygodni przed planowanym wyjazdem. Oczywiście lepiej wcześniej, jeśli podróżny ma ustalony plan wyjazdu, bo uzyskanie optymalnej ochrony po niektórych szczepionkach może wymagać nawet kilku miesięcy.

Do takiej wizyty trzeba się przygotować. Lekarz może zapytać o cel i sposób spędzania czasu. O co jeszcze?

Dla ustalenia właściwej profilaktyki ważny jest cel wyjazdu, planowane aktywności, charakter podróży i styl podróżowania. Ważne, czy jest to podróż w jedno miejsce, do luksusowego, 4-gwiazdkowego hotelu, czy podróż objazdowa. Czasami ważna jest nawet pora roku. Niektóre szczepienia (np. przeciwko meningokokom) zaleca się osobom wyjeżdżającym do krajów Afryki Subsaharyjskiej (tzw. pas meningokokowy) w porze suchej. W niektórych krajach zalecenia dotyczące profilaktyki przeciwzimniczej także zmieniają się w zależności od pory roku. Bardzo ważny jest stan zdrowia podróżnego. Informacja, że się jedzie do Tajlandii to za mało – można pojechać na 3 dni na konferencję do Bangkoku, a można pojechać na 3-miesięczny wolontariat na pograniczu z Birmą. W każdym z tych scenariuszy profilaktyka będzie wyglądać zupełnie inaczej.

Trzeba powiedzieć jasno – u najmłodszych dzieci nie można zaplanować optymalnej profilaktyki. Rodzice powinni być świadomi ryzyka, jakie fundują dziecku.

No i jeszcze historia szczepień.

Tak. Ważna jest historia szczepień i reakcji po nich, stosowana wcześniej profilaktyka, informacje na temat tolerancji leków. Sporo jest tych potrzebnych informacji.

Fundamentem profilaktyki są szczepienia. Lekarz powinien nakłaniać pacjenta do zastosowania także szczepień zalecanych, oprócz tych obowiązkowych?

Jedynym szczepieniem obowiązkowym na podstawie międzynarodowych przepisów zdrowotnych WHO jest obecnie szczepienie przeciwko żółtej gorączce. Choroba ta występuje w tropikalnej części Ameryki Południowej i Afryki. Szczepienie jest wymagane od osób przybywających do kilkunastu krajów tych kontynentów, jak również w przypadku podróży tranzytowych do innych części świata w tropiku. Brak obowiązku szczepień przy wjeździe do danego kraju nie jest jednak równoznaczny z brakiem zagrożenia. Szczepienia ochronne są filarem profilaktyki zdrowotnej przed wyjazdem. Nie są jedynym środkiem zabezpieczającym, ale niezmiernie ważnym. Ich zakres należy dobierać indywidualnie, na podstawie czynników, o których mówiliśmy przed chwilą.

Młodzi rodzice coraz częściej podróżują z dziećmi. Jak wygląda kwestia profilaktyki u najmłodszych podróżnych?

Podróżujący rodzice na ogół mają wiele wątpliwości. W trakcie wizyty u lekarza pytają, czy podróż do krajów tropikalnych z dzieckiem, zwłaszcza małym, jest bezpieczna. Zdarza się, że słyszą od pediatrów, że jest to bezwzględnie przeciwwskazane. WHO zdecydowanie odradza podróże z niemowlętami i małymi dziećmi do regionów występowania zimnicy tropikalnej, czyli wywołanej przez P. falciparum, ze względu na zwiększone ryzyko ciężkiego przebiegu i zgonu w tej grupie wiekowej. Planując immunoprofilaktykę swoistą dla dzieci, w przypadku niektórych szczepionek mamy do czynienia z ograniczeniami wiekowymi, jeśli chodzi o możliwości ich stosowania i skuteczność. Na przykład szczepionkę przeciwko żółtej gorączce podaje się dopiero dzieciom, które ukończyły 9. miesiąc życia. Wyjątkowo można ją podać młodszym, ale nigdy dzieciom w pierwszym półroczu życia. Wiek do 6. miesiąca życia jest też przeciwwskazaniem do jej stosowania. Natomiast polisacharydową szczepionkę przeciwko durowi brzusznemu stosuje się u dzieci, które ukończyły 2. rok życia.

Trzeba jednak przyznać otwarcie, że u najmłodszych dzieci nie można zaplanować optymalnej profilaktyki. Rodzice powinni być świadomi ryzyka, jakie fundują dziecku.

Dużym problemem w krajach rozwijających się jest także ograniczony dostęp do opieki zdrowotnej, zupełnie niewyobrażalny dla nas. Każdy, nawet banalny problem zdrowotny u dziecka, który byłby łatwo opanowany w Polsce, może nieść za sobą trudności podczas takiej podróży.

Uderzającym doniesieniem z Afryki zachodniej w kwestii wirusa gorączki krwotocznej Ebola była wiadomość o zgonie czwartego lekarza w Sierra Leone – jednego z kilkunastu pracujących tam lekarzy (chodziło bodajże o pediatrów). W Europie trudno nam to sobie nawet wyobrazić, ale tam śmierć jednego lekarza ma niebagatelne znaczenie. Podobnie jak ryzyko zamknięcia jedynego szpitala pediatrycznego w całym kraju. Im więcej zainwestujemy w opiekę zdrowotną i stan sanitarny w krajach rozwijających się, tym nasze podróże staną się bezpieczniejsze. Gdyby Państwa Zachodnie zainteresowały się epidemią wywołaną przez wirusa Ebola pół roku temu, nie byłoby takiego problemu i nie musielibyśmy teraz testować środków ochrony przed zakażeniem.

Czy są regiony, do których nie powinny się udawać kobiety w ciąży? Jak wygląda kwestia szczepień ciężarnych?

Kwestia profilaktyki u kobiety w ciąży, która planuje podróż pozaeuropejską, jest wyzwaniem. Powszechnie stosowane wytyczne, m.in. te WHO, w bardzo niewielu sytuacjach zdecydowanie odradzają podróż w dane miejsce. Zwykle ostrzeżenia tego typu dotyczą regionów objętych epidemią jakiejś choroby tropikalnej. Poza tym WHO odradza podróże dzieci do regionów występowania zimnicy i zdecydowanie odradza podróż kobietom w ciąży do krajów zagrożonych P. falciparum. Zimnica u ciężarnej wiąże się z ryzykiem cięższego przebiegu choroby, zwiększonym ryzykiem powikłań i zgonu, poronienia, małej masy urodzeniowej noworodka, zgonu wewnątrzmacicznego czy przedwczesnego porodu. To poważne zagrożenie. A możliwości chemioprofilaktyki zimnicy u ciężarnych są ograniczone. W Polsce obecnie nie ma zarejestrowanego leku, który można by stosować w tym celu u kobiet w ciąży i byłby skuteczny w zapobieganiu P. falciparum. U pacjentek z tej grupy nie można także stosować wszystkich repelentów przeciwko komarom. Mnie osobiście te czynniki zniechęciłyby do wyjazdu. A jeszcze nie zdążyliśmy przejść do kwestii szczepień. Choćby to przeciwko żółtej gorączce – zalecane lub obowiązkowe przed wyjazdem do wielu tropikalnych krajów – przeprowadzane przy użyciu szczepionki „żywej”. Wprawdzie u kobiety w ciąży nie jest bezwzględnie przeciwwskazane, ale wymaga kwalifikacji ze szczególną ostrożnością. Jest bardzo mało danych dotyczących bezpieczeństwa tego szczepienia u ciężarnych, a ich wyniki są niespójne. Stwierdzono zresztą, że kobiety ciężarne nie wykształcają wystarczającej odporności poszczepiennej.

Dyskusja najczęściej zaczyna się od stwierdzenia: „byłem w wielu krajach, to nie jest moja pierwsza podróż, znajomi jeździli po całej Azji, Afryce, wrócili i nic nikomu nie było, a się nie szczepili”.

Natomiast pozostałe szczepienia zalecane przed podróżami są zawsze kwestią indywidualnej decyzji opartej na analizie korzyści i ryzyka związanych z celem geograficznym wyjazdu oraz charakterem podróży. Ale jak widać, taka profilaktyka jest trudna. Zdarza się, że pacjentka w ciąży, która zostaje zniechęcona przez lekarza do podjęcia wyjazdu tropikalnego, zgłasza się po jakimś czasie z kilkutygodniowym niemowlęciem. Wtedy wyzwanie jest podwójne, bo mamy małe dziecko i kobietę karmiącą piersią.

Spotyka się Pani z osobami, które mają negatywne nastawienie do proponowanej profilaktyki, zwłaszcza w kwestii szczepień. Ruchy antyszczepionkowe robią swoje: wielu pacjentów jest przekonanych, że jeśli szczepienie nie jest obowiązkowe, to nie ma potrzeby się mu poddawać. Czy takie poglądy zdarzają się wśród turystów, którzy przychodzą na konsultację przed daleką podróżą?

Dyskusja najczęściej zaczyna się od twierdzenia: „Byłem w wielu krajach, to nie jest moja pierwsza podróż, znajomi jeździli po całej Azji, Afryce, wrócili i nic nikomu nie było, a się nie szczepili i nie stosowali profilaktyki”. I faktycznie takie stwierdzenia są zgodne ze statystyką. Większość osób wraca zdrowa. Problemy zdrowotne – może z wyjątkiem „klątwy faraona”, „galopu gringo” i innych lokalnych wersji biegunki podróżnych – zdarzają się wśród turystów względnie rzadko. Jednak większość tych chorób niesie za sobą poważne konsekwencje kliniczne i może rzutować na całe późniejsze życie, a niektóre z nich wiążą się z dużym ryzykiem zgonu. Choroby te są egzotyczne dla Europejczyków. Hasła, takie jak zimnica czy żółta gorączka, niewiele mówią przeciętnemu podróżnemu.

Czy przedstawiając zagrożenie w ten sposób, udaje się przekonać pacjentów do profilaktyki?

Warto wyjaśniać i przybliżać podróżnym na podstawie przykładów czy wręcz anegdot charakter chorób tropikalnych, zgadzając się z twierdzeniem, że wiele osób się nie szczepi i wraca zdrowa. Ja tego nigdy nie neguję. Wyjaśniam jednak charakter zagrożeń tropikalnych. Nie każdy podróżny, a zaryzykowałabym twierdzenie, że nie każdy lekarz, ma świadomość, jak wygląda ciężka zimnica tropikalna, zimnica mózgowa. Nie wie, że nie istnieje przyczynowe leczenie żółtej gorączki, a ryzyko zgonu w przypadku gorączki z dysfunkcją wielonarządową sięga 50%. Nie każdy podróżny ma świadomość, jak ważny w leczeniu zimnicy jest czas. W przypadku zarażenia P. falciparum opóźnienie rozpoczęcia leczenia o dobę może decydować o przeżyciu. Nawet WZW typu A lub B to w najlepszym wypadku kilka tygodni „wyjętych” z normalnej aktywności i nagła konieczność zmiany planów. Jeśli takie informacje przedstawię pacjentowi w sposób życiowy, rzetelnie go poinformuję o korzyściach i ryzyku profilaktyki, wtedy pacjent jest w stanie podjąć decyzję korzystną dla zdrowia. Staram się nigdy nie zniechęcać do wyjazdu – nawet jeśli uważam, że podróż jest ryzykowna ze względu na obciążenia zdrowotne pacjentów. Przedstawiam sytuację, opierając sie na możliwie wiarygodnych danych i na tyle obrazowo, żeby rzeczywiście podróżny poczuł dotknięcie egzotyki. I to najczęściej działa, a decyzję podejmujemy wspólnie.

Znam osoby, dla których problemem był brak refundacji profilaktyki związanej z wyjazdem do Indii. Jak często podstawową przyczyną rezygnacji z profilaktyki są związane z tym koszty?

Zarówno chemioprofilaktyka, jak i szczepionki stosowane u dorosłych podróżnych nie są refundowane. Te obowiązkowe, wymagane przez międzynarodowe przepisy sanitarne, oraz zalecane nie są refundowane praktycznie – z nielicznymi wyjątkami – w całej Europie. To istotne koszty zwłaszcza przy całościowej profilkatyce przed pierwszą podróżą. Jednak większość szczepionek stosowanych w medycynie podróży zapewnia odporność długotrwałą, a niektóre nawet na całe życie. W zwiazku z tym kolejne podróże to już mniejsza inwestycja. Pacjent powinien to usłyszeć.

Jeśli chodzi o chemioprofilaktykę zimnicy to w Polsce dostępne są dwa leki, które można bezpiecznie stosować w regionach wielolekooporności zarodźca sierpowatego (P. falciparum). Jeden jest refundowany, drugi nie. Jednak naprawdę trudno mi sobie wyobrazić sytuację, w której chemioprofilaktyki nie dałoby się dostosować do możliwości finansowych podróżnego. Kiedyś sobie wymyśliłam takiego hipotetycznego pacjenta – ciężarna w I trymestrze, która jedzie na wolontariat na pogranicze Birmy i Kambodży. W tym przypadku nie potrafiłabym dobrać chemioprofilaktyki zimnicy, ale nie z powodu kosztów, a przeciwwskazań, lekooporności w regionie i stanu zdrowia pacjentki. Dla każdego innego scenariusza mogę to zrobić. Nawet, jeśli jest to ubogi student medycyny podczas wielomiesięcznych wakacji z plecakiem dookoła świata.

Rozmawiał Jakub Grzymek

Dr n. med. Agnieszka Wroczyńska pracuje w Klinice Chorób Tropikalnych i Pasożytniczych Instytutu Medycyny Morskiej i Tropikalnej w Gdyni. Praktyki medyczne odbywała m.in. w Peru i Singapurze, a w latach 2005–2007 brała udział w medycznych projektach rozwojowych MSZ w Centrum Medycznym Św. Łukasza w Kifangondo w Angoli. Jest współautorką m.in. poradnika „Zdrowie w tropiku” wydanego przez Medycynę Praktyczną. Posiada Certyfikat Medycyny Podróży przyznany przez International Society of Travel Medicine.

Zadaj pytanie ekspertowi

Masz wątpliwości w zakresie szczepień? Nie wiesz jak postąpić? Wyślij pytanie, dostaniesz indywidualną odpowiedź eksperta!

Przegląd badań