Najbardziej dotkliwe obostrzenia, jakie może wprowadzić rząd, nie zatrzymają trzeciej fali pandemii, jeśli nie będziemy przestrzegać tych, które już obowiązują. A do łamania – z premedytacja, z ostentacją wręcz – dochodzi w najmniej oczekiwanych, wydawałoby się, miejscach.
Przez ostatnie 20 lat, czyli od czasu jedynej jak dotąd w miarę przemyślanej i spójnej reformy ochrony zdrowia, wszystkie kolejne „reformy” polegają przede wszystkim, jeżeli nie jedynie, na „zabawie w przekształcenia” organizacyjne i strukturalne istniejących podmiotów i instytucji.
Instytucje charytatywne oraz dobrowolne wpłaty darczyńców stanowią ważny element rynkowego systemu ochrony zdrowia.
Polityka walki z COVID-19 staje się, zwłaszcza w kluczowej dla gospodarki kwestii ograniczeń, coraz bardziej arbitralna i absurdalna. Coraz mniej osób traktuje zapewnienia przedstawicieli władzy poważnie.
Świat można urządzać odgórnie albo oddolnie. Niestety, w organizacji ochrony zdrowia dominującą tendencją w ostatnich latach jest przyjęcie odgórnego sposobu, a obecny minister w odgórnym urządzaniu publicznej ochrony zdrowia chce pójść tak daleko, jak nikt wcześniej.
Trzecia fali pandemii przynosi nowe wyzwanie: obok obciążenia systemu ochrony zdrowia walką z COVID-19, którego natężenia ponownie można się spodziewać, obok szczepień, bezwzględną koniecznością staje się testowanie, ale połączone z sekwencjonowaniem genomów i wykrywaniem wariantów wirusa.
Rząd przedstawił propozycje zmian dotyczące wynagrodzeń lekarzy. Aby te propozycje nazwać „wzrostem wynagrodzeń” trzeba wielkiej odwagi, żeby nie powiedzieć bezczelności – pisze Krzysztof Bukiel, przewodniczący OZZL.
Wiem, że nic nie wiem. W skali świata kolejna fala pandemii wydaje się opadać – widać to zarówno na wykresach nowych zakażeń, jak i zgonów. To może być jednak tylko chwilowy spadek, wielu ekspertów obawia się, że już w marcu krzywe zaczną się podnosić.
Jeszcze przed pandemią polski system ochrony zdrowia wyglądał katastrofalnie, a kolejka upokarzała lekarzy i pacjentów. COVID-19 zmienił nasz świat, jeszcze bardziej uwydatniając niewydolność systemu.
Nakłady na zdrowie wyniosą 149 mld zł, 6 proc. PKB być może wcześniej niż zakładano, czyli jeszcze przed 2024 r. – ocenia wiceminister Sławomir Gadomski. Rząd żongluje wskaźnikiem i dolicza do wydatków na zdrowie kwoty wydawane w związku z pandemią, ale przyznaje – pośrednio – że potrzebne są dodatkowe źródła finansowania.
Polska, spośród dużych krajów Unii Europejskiej zaszczepiła przynajmniej jedną dawką szczepionki najwyższy odsetek populacji. Pod względem tempa szczepień przesuwamy się w rankingu krajów unijnych coraz wyżej.
Jedenaste miejsce wśród wszystkich krajów unijnych, trzecie – wśród pięciu największych. Takie miejsca Polski, jeśli chodzi o liczbę szczepień w przeliczeniu na liczbę mieszkańców pokazują niezmienność diagnozy: radzimy sobie ze szczepieniami nie tak dobrze, jak moglibyśmy, ale i też nie tak źle, jak przedstawia to opozycja.
Wysokość wydatków na opiekę zdrowotną czy ich udział w PKB nie są aż tak ważne, jak mogłyby to sugerować poszczególne instytucje zatroskane problemami z dostępnością świadczeń medycznych.
Opozycja nie przepuszcza okazji, by wykazywać rządowi błędy przy przygotowaniu programie szczepień przeciwko COVID-19. Ale nawet jeśli zgodzić się z częścią zarzutów, politycy zapuszczają się na grząski grunt.
Nie możemy szczepić większej liczby osób, niż mamy dawek – to oczywiste. Ale chaosu, który zapanował w ostatni piątek, gdy ruszyły zapisy osób 70+, nie da się przypisać winie opieszałych producentów. Wygenerował go rząd – decydentom najwyraźniej zabrakło wyobraźni, a może i kompetencji. A chaos przy zapisach to dopiero początek.
Szpitale węzłowe odwołują szczepienia przeciw COVID-19 na najbliższy tydzień dla tych uprawnionych z grupy zerowej, którzy czekają na pierwszą dawkę. Rząd wstrzymuje transport 330 tysięcy dawek do szpitali węzłowych, bo producent ogłosił zmniejszenie o 40 proc. dostaw do krajów unijnych.
Pracujemy nad koncepcją centralizacji szpitali – nie ukrywa minister Adam Niedzielski. – Pandemia dużo nas nauczyła. Rozproszone zarządzanie powoduje bałagan – mówi. Tymczasem pandemia pokazała przede wszystkim, jakie skutki ma mierne zarządzanie i mierne prawodawstwo, za które odpowiada szczebel centralny.
Nie przestaję się dziwić, gdy dzień w dzień, od miesięcy, nie zmienia się jedno. Obsesyjna fascynacja danymi statystycznymi, której nie towarzyszy nawet śladowa refleksja tym, co wymyka się urzędowej kwantyfikacji, a stanowi dla milionów ludzi boleśnie realne tło czasu pandemii - pisze Łukasz Andrzejewski.
Całościowe spojrzenie na miniony okres i na zmiany, jakie w tym czasie wprowadzano, ma swoje zalety. Nie mają takiego spojrzenia kolejne rządy i ministrowie, co powoduje, że „dolepiają” oni do systemu „łaty” niepasujące do całości lub odkrywają rzeczy dawno odkryte i zweryfikowane.
Stan na 8 stycznia: ponad 198 tysięcy zaszczepionych. W wartościach bezwzględnych – czwarte miejsce w UE. W przeliczeniu na liczbę mieszkańców – dziewiąte. Rząd wydaje się być co najmniej zadowolony.