Szanowni Państwo,

Medycyna Praktyczna wykorzystuje w swoich serwisach pliki cookies i inne pokrewne technologie. Używamy cookies w celu dostosowania naszych serwisów do Państwa potrzeb oraz do celów analitycznych i marketingowych. Korzystamy z cookies własnych oraz innych podmiotów – naszych partnerów biznesowych.

Ustawienia dotyczące cookies mogą Państwo zmienić samodzielnie, modyfikując ustawienia przeglądarki internetowej. Informacje dotyczące zmiany ustawień oraz szczegóły dotyczące wykorzystania wspomnianych technologii zawarte są w naszej Polityce Prywatności.

Korzystając z naszych serwisów bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie plików cookies i podobnych technologii, opisanych w Polityce Prywatności.

Państwa zgoda jest dobrowolna, jednak jej brak może wpłynąć na komfort korzystania z naszych serwisów. Udzieloną zgodę mogą Państwo wycofać w każdej chwili, co jednak pozostanie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego wcześniej na podstawie tej zgody.

Klikając przycisk Potwierdzam, wyrażacie Państwo zgodę na stosowanie wyżej wymienionych technologii oraz potwierdzacie, że ustawienia przeglądarki są zgodne z Państwa preferencjami.

Etyka lekarska w czasach zarazy. Cz. 9. Odpowiedzialność czy bezmyślność? - felieton dr. hab. n. med. Tadeusza M. Zielonki

18.05.2020
dr hab. n. med. Tadeusz M. Zielonka
Katedra Medycyny Rodzinnej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego

Od redakcji
Szanowni Państwo, w cyklu "Etyka w czasach pandemii" chcemy prezentować różne punkty widzenia aspektów etycznych w czasach pandemii. W związku z emocjami, jakie pojawiły się pod jednym z felietonów (zawierającym kontrowersyjne tezy) dr. Zielonki, chcieliśmy przyspieszyć szerszą dyskusję na temat etyki w obecnej sytuacji. Czy w czasie niedoboru środków ochrony, błędów organizacyjnych i skierowań do pracy powinniśmy kierować się KEL? Czekamy na Państwa listy covid19@mp.pl. Najciekawsze opublikujemy w tej rubryce.

Od początku pandemii obserwujemy różne postawy lekarzy. Z jednej strony wielką odpowiedzialność i poświęcenie, a z drugiej bezmyślność i obojętność. Gdy w Polsce nie było jeszcze ani jednego zachorowania, a epidemia dotyczyła jedynie Wuhan, znajomy warszawski lekarz pojechał do Tajlandii na zaplanowany dużo wcześniej urlop. Nie było wówczas nawet mowy o ograniczeniach w ruchu turystycznym. Gdy powrócił po 2 tygodniach o epidemii w Chinach było już głośno, pojawiły się zachorowania w innych krajach azjatyckich i pierwsze w Europie. Zgłosił się do Sanepidu z zapytaniem o kwarantannę, ale nie otrzymał żadnych zaleceń. Gdy natomiast prześledził stanowisko Centrum Kontroli Zakażeń (CDC) w USA i stwierdził, że amerykańscy specjaliści po pobycie w Tajlandii i podróży przez Singapur zalecają 14-dniową kwarantannę. W poczuciu odpowiedzialności za los pacjentów, lekarz ten postanowił udać się na nią dobrowolnie. Ktoś pomyśli, że przedłużył sobie urlop o 2 tygodnie, ale tak się złożyło, że był on na kontrakcie, czyli przez 2 tygodnie urlopu i przez 2 tygodnie kwarantanny nie otrzymywał żadnych pieniędzy. Decyzja ta kosztowała go, wraz z utraconymi dyżurami i konsultacjami w poradni, jakie miał zaplanowane w tym czasie, kilkanaście tysięcy złotych. Nie miał żadnych objawów choroby i według jego wiedzy nie miał żadnych kontaktów z osobami zakażonymi, a jedynie podróżował na terenach, gdzie występowały już zachorowania. Mimo to poddał się kosztownej dla niego kwarantannie, choć nikt w Polsce od niego tego nie wymagał. Część lekarzy ocenia taką postawę jako przesadną, inni nazwą go frajerem, choć znajdą się też tacy, którzy stwierdzą, że jest bardzo odpowiedzialnym człowiekiem i że była to postawa etyczna.

W czasie rozwiniętej epidemii w północnych Włoszech pewien pielęgniarz udał się tam na narty wraz z żoną. Po powrocie oboje mieli nakazaną kwarantannę. Tymczasem świetnie czujący się pielęgniarz powraca do pracy w szpitalu. Nie miał on kontaktów z chorymi, gdyż pełniąc funkcje kierownicze, spotykał się głównie z kadrą medyczną. Wkrótce okazało się, że jego żona jest zakażona, a następnie przeprowadzone testy wypadły dodatnio również u niego. Sanepid nakazał wówczas kwarantannę wszystkim pracownikom szpitala, z którymi miał bliski kontakt. Tak się złożyło, że była to głównie kadra kierownicza dużego szpitala uniwersyteckiego, dyrekcja, ordynatorzy oddziałów klinicznych i pielęgniarki oddziałowe. Całe szczęście, że zdalne zarządzanie jest dziś technicznie możliwe, bo nie wyeliminowało to całkowicie tych osób z kierowania szpitalem i podległymi im oddziałami. W przeciwnym wypadku działanie to byłoby jak wrzucenie granatu na posiedzenie wojskowego sztabu generalnego podczas wojny. Jak ocenić taką postawę u osoby z medycznym wykształceniem? Będąc zatrudnionym na etacie na kwarantannie, finansowo niczego nie straciłby. W mediach opisywano inne przypadki lekarzy, którzy powracali do kraju z zagranicy i choć formalnie na granicy zalecono im 14-dniowa kwarantannę, udawali się do pracy leczyć chorych. Co zatem myśleć o tak biegunowo odmiennych postawach w środowisku medycznym?

Ocena etyczna nie jest w każdym przypadku jednoznaczna i istotne są motywy działania. Czy u podstaw była interesowność i chęć zarobienia pieniędzy, czy poświęcenie się chorym dopóki dobrze się czuli i mieli siły pracować? Z powodu braków kadrowych, ale też przyjętego w środowisku medycznym obyczaju, obserwujemy w służbie zdrowia przychodzenie do pracy chorych lekarzy i pielęgniarek. W polskim społeczeństwie kultywowany jest nie tylko mit Judyma, czyli lekarza pracującego dla chorych ofiarnie i bez wynagrodzenia, lecz również mit Siłaczki, lekarza, który jak opisana w opowiadaniu nauczycielka, pracuje z poświęceniem, nie bacząc na swoje zdrowie, aż do śmierci w młodym wieku. Jest to bardzo głęboko zakorzeniona w polskiej medycynie tradycja. Lekarze nie lubią tych kolegów, którzy z powodu „banalnych” infekcji biorą zwolnienie z pracy. Ten brak wyrozumiałości dla chorób innych lekarzy wynika z obciążeń dodatkową pracą, co przy poważnych brakach kadrowych jest bardzo uciążliwe. Jednakże przychodzenie do pracy zainfekowanych lekarzy, co jest w Polsce zjawiskiem powszechnym i niejednokrotnie wymuszanym przez przełożonych, jest groźne dla ich pacjentów. Przeniesione choroby infekcyjne na chorych w podeszłym wieku bywa dla nich śmiertelne. Jest to dylemat etyczny, czy chory lekarz może więcej pomóc czy zaszkodzić? Wielu lekarzy z poczucia obowiązku przychodzi do pracy pomimo infekcji, aby pomóc chorym i kolegom. Szczególnie groźne jest to w przypadku grypy. Niezaszczepieni lekarze i pielęgniarki przychodzą do pracy zainfekowani i zarażają pacjentów, którymi się opiekują. Izba Lekarska nie dość wyraźnie stwierdza, że nieszczepienie się lekarzy przeciwko grypie jest nieetyczne, a przychodzenie do pracy przeziębionym powinno być karane. Tymczasem jest wręcz odwrotnie, gdyż wywierana jest presja środowiskowa na zainfekowanych przedstawicieli personelu medycznego, aby przychodzili jednak do pracy chorzy. Ze wstydem trzeba przyznać, że wciąż zbyt słaba jest świadomość, że personel medyczny jest ważnym wektorem chorób zakaźnych. Nie dziwmy się zatem, że w Polsce dobrze czujący się lekarze na zaleconej kwarantannie poszli do pracy, gdyż tak zostali nauczeni i wychowani.

strona 1 z 2
Zobacz także

Aktualna sytuacja epidemiologiczna w Polsce

COVID-19 - zapytaj eksperta

Masz pytanie dotyczące zakażenia SARS-CoV-2 (COVID-19)?
Zadaj pytanie ekspertowi!

Stacje sanitarno-epidemiologiczne i oddziały zakaźne w Polsce

Partnerem serwisu jest